main

Blog

Jak dostać się z Bergamo do Livigno

12/05/2015 — by Magdalena Kuźma0

liv22-960x640.jpg

A właściwie: jak dostać się z lotniska w Bergamo do Livigno nie płacąc za transport 60 euro od osoby.

Dla tych, którzy dysponują gotówką i nie cierpią na ból „czterech liter” od długiego siedzenia w jednym miejscu dobrym rozwiązaniem będzie Livigno Express, który wprost z lotniska Orio al Serio dowozi narciarzy na stoki Livigno. Podróż co prawda trwa 4 godziny i kosztuje 55 – 60 euro za osobę dorosłą, plus kolejne 44 – 48 euro za dziecko do lat 12 w jedną stronę, zależnie od dnia i pory przejazdu (w soboty cennik jest odrobinę bardziej przyjazny, odpowiednio 40-45 i 32-36 euro; dane z 2015 roku). Nasza trzyosobowa rodzina, aby skorzystać z tego rozwiązania musiałaby wydać przy najlepszych wiatrach 154 euro za podróż w jedną stronę. Raczej sporo, więc rozejrzeliśmy się za tańszym rozwiązaniem. Nie jest to oczywiście połączenie bezpośrednie, ale dla nas nie było to wcale minusem.

Bergamo

Oto co robimy, aby dostać się z portu lotniczego w Bergamo do Livigno:

1. Z lotniska Orio al Serio wydostajemy się za pomocą miejskiego autobusu, który dowozi nas do dworca kolejowego w Bergamo za 2,30 euro za osobę. Dzieci do wysokości 1 metra podróżują bezpłatnie (wózek również). Aby dotrzeć na przystanek po wyjściu z lotniska kierujemy się w prawo. Za bilety płacimy wyłącznie gotówką w automacie na przystanku lub w kiosku naprzeciw wyjścia z lotniska. Autobus kursuje co 20 minut, a czas przejazdu do dworca kolejowego to 15 minut. Teoretycznie dworzec kolejowy jest pierwszym przystankiem, ale jako, że jest to zwykły miejski autobus może on zatrzymać się na żądanie gdzieś wcześniej.

Bergamo train station

2. Na dworcu kolejowym nabywamy bilet na trasę Bergamo – Lecco – Tirano w cenie 10,20 euro. Pociąg, w który wsiądziemy w Bergamo jedzie tylko do Lecco, a że trwa to 40 minut, więc się nie rozsiadamy. W Lecco zmnieniamy pociąg na ten do Tirano. Odjeżdża on oczywiście z innego peronu, a do przejścia podziemnego prowadzi co? Schody! A na właściwy peron? Też schody! Dla podróżujących z wózkiem lub większym bagażem niezbyt szczęśliwe rozwiązanie. Być może jest gdzieś podjazd lub winda, ale na poszukiwania nie ma czasu, bo na przesiadkę jest dosłownie kilka minut. W tym pociągu spędzimy więcej niż chwilę, bo prawie 2 godziny, więc spokojnie możemy odpocząć. W tym czasie można się nawet zdrzemnąć. W pociągu regionalnym dzieci do 15 roku życia podróżują za darmo. Jeszcze uwaga dotycząca biletów: te, które kupujemy na dworcu w kasie nie są wystawione na konkretną godzinę, więc przed wejściem do pociągu należy je skasować w kasowniku gdzieś na stacji. Nieskasowany bilet jest nieważny i naraża nas na otrzymanie mandatu. No chyba, że trafimy na tak miłego konduktora jak nasz, i na tzw. piękne oczy Oli jedziemy dalej – a pan konduktor wypisze datę podróży długopisem.

[photosetgrid layout=”4″]TrenitaliaTrenitaliaTrenitaliaTrenitalia[/photosetgrid]

3. W Tirano przesiadamy się na autobus. Przejściem podziemnym przechodzimy na drugą stronę torów, na dworzec autobusowy. Tam kupujemy bilet do Bormio i „rozkoszujemy” się kolejną godziną w podróży. Trasę tę pewnie udałoby się pokonać szybciej, ale autobus zajeżdża do kilku miasteczek po drodze, więc nastawiamy się na godzinną podróż. Bilet kosztuje 4,50 euro.

[photosetgrid layout=”4″]TiranoTirano, BormioTirano, ItalyTirano, Italy[/photosetgrid]

4. Z uroczego Bromio czeka nas już ostatnia godzina podróży do samego Livigno (dokładnie godzina i 10 minut). Koszt biletu to 4,50 euro.

Bormio, Italy

Porównując sam czas przejazdu uzyskamy wynik podobny do bezpośredniego autobusu, jednak w praktyce, biorąc pod uwagę wszystkie przesiadki cała podróż będzie trwała jednak trochę dłużej. Plusem naszego rozwiązania jest duża oszczędność finansowa, bo pozwala ono zaoszczędzić około 20 – 40 euro od osoby. Dla urozmaicenia podróży można zwiedzić mijane po drodze urocze górskie miasteczka, jak Tirano czy Bormio, odpocząć przy włoskiej pizzy, czy filiżance espresso.

Blog

Ola w Alpach

04/05/2015 — by Magdalena Kuźma0

liv32-960x640.jpg

Zima w tym roku szczególnie nie obfitowała w śnieg, a wtedy, kiedy jednak trochę go było Ola jeszcze marnie poruszała się o własnych siłach, więc tak naprawdę nasza córka nie miała do tej pory okazji przekonać się na własnej skórze co to śnieg. Dlatego, kiedy pojawiła się okazja na wyjazd w Alpy od razu zaczęliśmy się zastanawiać jak Ola na niego zareaguje. Będzie to coś zupełnie dla niej nowego. Co z tym zrobi? Zdziwi się? Spodoba jej się czy może nie za bardzo? Spakowaliśmy zimowe ubranie i sami nie mogliśmy się doczekać jej wycieczki na białe stoki Alp.

O poprzednich etapach naszej podróży do Alp już czytaliście. Ostatni rozpoczęliśmy już we Włoszech a konkretnie na lotnisku w Bergamo. Tam okazało się, że środek kwietnia to we Włoszech już lato. No, może nie to prawdziwe włoskie lato ale dla nas temperatury sporo powyżej 20 stopni były wystarczające, a by nazwać tę pogodę latem. Było ciepło, słonecznie, drzewa i krzewy zielone, w pełni rozkwitu. Aż ciężko było uwierzyć, że niedługo będziemy używać zimowych ubrań, które wieziemy w plecakach.

Zanim jednak dotarliśmy do mekki narciarzy i snowboardzistów z całej Europy, Livigno, zawitaliśmy do niewielkiej miejscowości Bormio, malowniczo położonej w dolinie Valtellina. Po długiej podróży przydał nam się krótki spacer po małym miasteczku miejscowości. Szybko przeszliśmy przez centrum, aby usiąść w małym barze na rogu i spróbować włoskiej kuchni (a tak naprawdę nakarmić głodną już Olę). Miasteczko jest oczywiście ośrodkiem narciarskim tętniącym życiem w sezonie. Poza nim próbuje skusić turystów górskimi ścieżkami spacerowymi i trasami rowerowymi. Nas zainteresowała inna atrakcja – lokalne termy. Jednak z naszym szczęściem musieliśmy się obejść smakiem, oczywiście były zamknięte. Tak więc nie miały szansy zdetronizować w naszym prywatnym rankingu łaźni siarkowych w Tbilisi.

[photosetgrid layout=”4″]Bormio, ItalyBormio, ItalyBormio, ItalyBormio, Italy[/photosetgrid]

W końcu dotarliśmy do osławionego Livigno. Jest równie malowniczo położone w dolinie, jak Bormio, ale chyba cieszy się większym powodzeniem wśród miłośników nart. Z resztą widać to na ulicach miasteczka. Pełno tam narciarzy i snowboardzistów przemierzających ulice z narciarskim ekwipunkiem do późnych godzin nocnych. W połowie kwietnia miasto i stoki wciąż tętnią życiem, nic dziwnego, bo jak okiem sięgnąć wszystkie ośnieżone szczyty zagospodarowane są na potrzeby narciarzy. Podczas kiedy na górze panują całkiem niezłe warunki narciarskie, na dole w miasteczku jest całkiem ciepło. Krótki rękaw albo bluza zupełnie wystarczają.

[photosetgrid layout=”13″]Livigno, ItalyLivigno, Italy Livigno, Italyliv54[/photosetgrid]

Kiedy zdecydowaliśmy zabrać Olę na górę mieliśmy niezły wybór różnych wyciągów (od krzesełkowych po gondolowe). Oczywiście wybraliśmy ten jadący najwyżej, na prawie 3000 metrów. A przypominam, że i mama i tata nie przepadają za wysokościami. Najlepiej z nas wszystkich w gondoli bawiła się oczywiście Ola kręcąc się i przeskakując z jednej strony na drugą bujając całym wagonikiem. Z naszą wycieczką na górę nie trafiliśmy w najlepszą pogodę, więc jak już wjechaliśmy na szczyt znaleźliśmy się w chmurach i praktycznie nie widzieliśmy tej wysokości. Ola natychmiast po wyjściu z wyciągu ruszyła na śnieg. Chyba jej się spodobało nowe otoczenie, bo bawiła się z wyraźną przyjemnością, przybierała wszelkie możliwe pozycje, a my ledwo odróżnialiśmy ją od śniegu w białym kombinezonie. Do gondoli udało nam się zapakować nawet wózek, ale na górze okazał się zupełnie nieprzydatny.

[photosetgrid layout=”32″]Livigno, ItalyLivignoLivigno, ItalyLivignoLivigno, Italy[/photosetgrid]

Ola oczywiście nie była jedynym maluchem w Livigno. Spotkaliśmy masę narciarzy z jeszcze młodszymi niż ona dziećmi. Nie zauważyliśmy jednak w miasteczku żadnej infrastruktury przygotowanej z myślą o nich. Co innego większe dzieci. Te, które już potrafią założyć narty na nogi muszą być w siódmym niebie. A na stokach jest ich cała masa.

Poza stokami Livigno ma dla swoich gości bogatą ofertę rozrywkową, od Après-ski, przez pizzerie i inne lokale z włoską kuchnią, po całonocne bary. Ponadto jest to strefa bezcłowa, więc zmęczeni nartami turyści chętnie odwiedzają lokalne sklepy z markowymi towarami w atrakcyjnych cenach. Miasteczko samo w sobie jest dość sympatyczne, a jeszcze jeżeli ktoś lubi jeździć na nartach, to na pewno spędzi się tam świetnie czas.

[photosetgrid layout=”4″]Livigno, ItalyLivigno, ItalyLivigno, ItalyLivigno, Italy[/photosetgrid]

Livigno leży niedaleko szwajcarskich kurortów narciarskich, więc nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wybrania się tam. Jedyna droga do Szwajcarii prowadzi przez tunel Munt la Schera z jednym pasem drogi, więc przed wyjazdem dobrze jest sprawdzić regulacje dotyczące ruchu w tunelu tego konkretnego dnia. Całkiem niedaleko Livigno, bo 60 kilometrów, okazał się być położony jeden z bardziej ekskluzywnych kurortów szwajcarskich i najwyżej położone miasto w Europie – Davos. Miasteczko słynie nie tylko ze ofert sportów zimowych, ale też, a może przede wszystkim, z odbywającego się tam co roku Światowego Forum Ekonomicznego. Szczerze mówiąc na obrady nie wybrano najłatwiej dostępnego miejsca na świecie. W pewnych okresach roku dostanie się tam niektórymi drogami jest niemożliwe z powodu zagrożenia lawinowego.Livigno, Italy

Uczestnikom forum, raczej nie sprawia to problemu ponieważ większość z nich dostaje się tam samolotami. Na jedno z ostatnich spotkań przyleciało 1700 prywatnych samolotów, a w spotkaniu udział wzięło 2200 osób. Regularne demonstracje antyglobalistów towarzyszące obradom skutkują tylko coraz większymi środkami przeznaczanymi przez organizatorów na ochronę. Miasteczko u schyłku sezonu nie zrobiło na nas żadnego wrażenia, więc nie zagrzaliśmy tam miejsca. Oprócz tras narciarskich, które na pewno są świetne, a ich liczba przyprawia o zawrót głowy, można zapoznać się z kilkoma miejscami szwajcarskiego dziedzictwa.

[photosetgrid layout=”3″]Davos, SwitzerlandDavos, SwitzerlandDavos, Switzerland[/photosetgrid]

Ale to, o czym chcemy wam opowiedzieć, to sposób jaki oferują Szwajcarzy na pokonanie części trasy prowadzącej do Davos. A jest to tunel kolejowy Vereina Tunel. Jest to tunel przeznaczony zarówno dla ruchu pasażerskiego, jak i dla ruchu samochodowego, z tym, że samochody wjeżdżają tu na platformy kolejowe i na nich pokonują całą długość trasy. Przeprawa trwa około 15 minut. Po pewnym czasie można się nawet przyzwyczaić, ale na początku kierowca ma co najmniej dziwne wrażenie. Tunele drogowe i kolejowe przecinające na wylot pasma górskie to dla alpejskich krajów, a szczególnie Szwajcarii, nic nowego. To właśnie w tu, po ukończeniu budowy, będzie znajdował się najdłuższy na świecie kolejowy tunel: 57-kilometrowy tunel kolejowy Świętego Gotarda. Mimo wszystko każdy taki tunel to wielkie dokonanie techniczne, co znajduje oczywiście odzwierciedlenie w cenie takiej przeprawy. Pokonanie 19-kilometrowego odcinka wymaga wyłożenia 38 euro za przejazd w jedną stronę. Załadunek i rozładunek przebiega zaskakująco łatwo i szybko, ale zobaczcie sami:

Nasza wizyta w Alpach jeszcze się nie skończyła. Dalsze kroki skierowaliśmy do Liechtensteinu, a właściwie Księstwa Liechtensteinu – niewielkiego państwa (160 km kwadratowych) tkwiącego wysoko w górach pomiędzy Szwajcarią i Austrią. Ale o tym w następnym wpisie.

 Liechtenstein