[photosetgrid layout=”1111111111111111″]














[/photosetgrid]
main
Blog
Przewodnik po Gozo – jak spędzić jeden dzień na wyspie
Tak, właśnie jeden dzień. Na taką wycieczkę polecamy wybrać się na Gozo spędzając wakacje na Malcie. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że Malta to nie tylko ta jedna, największa wyspa, ale cały archipelag wysepek, z których trzy są zamieszkałe. Gozo jest drugą co do wielkości wyspą archipelagu. Jest ona jeszcze mniejsza niż Malta, bo ma tylko 67 km² powierzchni, a wszyscy jej mieszkańcy pomieścili by się w przeciętnym europejskim miasteczku (ok. 30 000). Z racji tych niewielkich rozmiarów polecamy przeznaczyć właśnie jeden dzień na jej poznanie, bo wybrać się tam na pewno warto.

Zaraz na początku wyprawy czeka nas pierwsza atrakcja – przeprawa promowa. Jeżeli wypożyczyliśmy samochód, zabieramy go ze sobą, parkujemy na dolnym pokładzie, a sami udajemy się na górę. Nie ociągamy się, bo cała podróż trwa tylko 20 minut. Podróżowania na dolnym pokładzie w ogóle się nie zaleca, ale bywają sytuacje, kiedy nie ma wyjścia. W czasie naszej wycieczki, tuż przed wjazdem na prom Ola postanowiła uciąć sobie drzemkę w foteliku na tylnym siedzeniu, więc nie mając serca jej budzić, mama musiała spędzić z nią w samochodzie cały rejs. Na szczęście chociaż tata mógł wyjść na górny pokład i podziwiać piękne widoki. Promem można podróżować również bez auta, wówczas od razu wchodzimy na górny pokład. Z niego podziwiamy trzecią zamieszkałą maltańską wyspę Comino i jej maleńką towarzyszkę Cominetto. Comino jest wybitnie kameralnym miejscem, ma 3,5 km², a wszyscy jej stali mieszkańcy to jedna czteroosobowa rodzina. Pomimo tego, że jest to tak mała wyspa, oferuje ona kilka turystycznych atrakcji. Już przepływając promem widzimy siedemnastowieczną wieżę obronną św. Marii górującą nad wysepką, jednak największa atrakcja wyspy, ściągająca tam wszystkich turystów znajduje się po drugiej stronie i jest niewidoczna z promu. Jest to Błękitna Laguna, zatoka z piaszczystym dnem, lazurową wodą, dość płytką, więc idealną do pływania nie tylko dla dzieci. Widok na piękną lagunę przywodzi na myśl rajskie plaże, gdzieś na końcu świata, oczywiście tylko wtedy, gdy nie jest ona po brzegi zapełniona ludźmi.
Ale wracamy na Gozo. Jest to nadal część państwa maltańskiego, jednak opuszczając prom z pewnością zauważymy nieco inny charakter tego miejsca. Wyspa ta wydała nam się raczej zaciszną i bardziej przystępną do życia, pozbawioną setek turystów, chociaż, jak podają władze turystyka na wyspie generuje aż jedno na pięć miejsc pracy. Zabudowa mieszkaniowa jest tu zdecydowanie rzadsza, a większy obszar pokrywają tereny uprawne. Oczywiście oprócz innych upraw, spotykamy tu również winorośl. Na wyspie działają dwie winiarnie Tal-Massar Winery i Ta’ Mena. Ta druga zajmuje się też rolnictwem i przetwórstwem, dzięki czemu na miejscu możemy spróbować wielu prawdziwych lokalnych produktów. Oprócz suszonych na słońcu pomidorów, marynowanej cebulki, różnych dżemów owocowych możemy skosztować charakterystycznego dla Gozo sera, lekko słonego, wyrabianego z koziego mleka. A jeżeli już jesteśmy przy kuchni, warto wspomnieć, że Gozo wydało nam się trochę bardziej niż reszta państwa skłaniać w kierunku włoskiego charakteru. Może dlatego, że pierwszymi osadnikami na wyspie byli przybysze z Sycylii, mieszkańcy Gozo czują bliskość Italii. Nawet w krótkim okresie swojej niepodległości Gozo zwróciło się w stronę Włoch. Były to trzy lata pomiędzy wydostaniem się spod panowania francuskiego, a przejściem pod protektorat brytyjski. Uwalniając się od Francuzów obywatele Gozo w liczbie 16 000 poddali się pod panowanie Króla Sycylii tworząc własny rząd administrujacy wyspą.

Po dziś dzień wyspiarze cenią sobie pewnego rodzaju niezależność i odrębność. Pomimo kilkukrotnych dyskusji na temat budowy mostu lub podwodnego tunelu łączącego ich z Maltą, nic takiego nie powstało i w najbliższych latach nie powstanie. Gozończycy wcale nie są zainteresowani stałym połączeniem z Maltą, regularna (choć nie tania) przeprawa promowa zdaje się im w zupełności wystarczać.
Stolica Gozo, Rabat, z 30 000 mieszkańców całej wyspy, gromadzi jedną czwartą z nich. Oficjalna nazwa stolicy, którą nadali jej Brytyjczycy z okazji złotego jubileuszu królowej, to Victoria, jednak większość mieszkańców nadal posługuje się pochodzącą z czasów panowania arabskiego (IX-XII w.) nazwą Rabat. Trzeba być jednak uważnym, aby uniknąć nieporozumień, ponieważ jedno z miasteczek na Malcie również nosi nazwę Rabat. Przeczytaliśmy gdzieś, że w Gozo znajduje się tylko 5 skrzyżowań regulowanych sygnalizacją drogową. Chociaż nie liczyliśmy, absolutnie jesteśmy w stanie w to uwierzyć. Niewielkie miejscowości nie wymagają ingerencji w ruch uliczny. Nawet w Victorii kierowcy doskonale radzą sobie bez świateł, zwłaszcza, że większość uliczek miejskich to małe wąskie drogi przebiegające między zwartą zabudową, często jednokierunkowe, więc światła wydają się tam zupełnie zbędne.
Ale przejdźmy w końcu do zwiedzania. Co ciekawego można robić na Gozo?

Oprócz spróbowania lokalnej kuchni, o czym wspominaliśmy już wcześniej, należy obowiązkowo zwiedzić główny punkt Victorii, czyli Cytadelę. Nie da się jej nie zauważyć, to potężna budowla wznosząca się na środku miasta, a wręcz centralny punkt stolicy, z którego rozlewa się ona na zbocza wzniesienia. Jest to formacja obronna rozwinięta w średniowieczu. Rozwinięta, ponieważ pierwsze ślady osadnictwa w tym miejscu datuje się na 1500 lat przed Chrystusem, a obronny charakter nadano jej prawdopodobnie dopiero w średniowieczu przekształcając osadę w Gran Castello. W XV wieku budowlę wzmocniono w związku z nasilającymi się najazdami korsarzy poszukujących niewolników. Ponieważ z czasem stało się to niewystarczające początek XVII wieku przyniósł rozbudowę formacji do tych rozmiarów, które możemy podziwiać dzisiaj. W 2008 rozpoczęto proces odrestaurowania Cytadelli, który ciągnie się po dziś dzień. Mimo, że nie jest on ukończony można wejść na teren formacji i zwiedzić otwarte już muzea i wystawy. Wszechobecny kurz i materiały budowlane psują nieco doznania estetyczne, ale po zakończeniu remontu całość na pewno będzie wyglądała imponująco. Dziś warto przejść się po murach, zobaczyć pola z charakterystycznymi kamiennymi murami ciągnące się po horyzont i wyobrazić sobie szesnastowieczną obronę twierdzy, a na koniec wstąpić do Katedry Wniebowzięcia NMP.
[photosetgrid layout=”23″]



[/photosetgrid]
Jest to rzymskokatolicka świątynia pochodząca z przełomu XVII i XVIII wieku, wybudowana w barokowym stylu z tego samego wapienia, co reszta Cytadelli. Ciekawostką jest zaprojektowana kopuła kościoła nigdy nie powstała, zamiast niej stworzono na suficie malowidło do złudzenia ją przypominające. Widząc w jedno ze zwykłych popołudni niemałą grupę wesołych dzieciaków wysypujących się ze świątyni można domyślać się, jak ważną część życia mieszkańców wyspy stanowi religia. Ola natychmiast zapragnęła się zaprzyjaźnić, ale że były one wyraźnie starsze, więc wszelkie próby spełzły na niczym. W związku z tym udaliśmy się na przechadzkę po murach, a już po krótkim spacerze wokół mieliśmy wrażenie, że Ola zebrała z nich cały ten budowlany kurz i pył.
[photosetgrid layout=”13″]


[/photosetgrid]
Podążając sakralnym szlakiem następne kroki należy skierować do miasteczka Xewkija, położonego tuż przed Victorią, z populacją około 3000 osób. Głównym punktem miejscowości jest Xewkija Church, który znany jest z posiadania jednej z bardziej imponujących kopuł na świecie. Ten powstały w XIX wieku kościół jest w stanie pomieścić wszystkich mieszkańców miasteczka na jednym nabożeństwie! Na kopułę można oczywiście wjechać windą i z wysokości próbować dojrzeć nawet północne krańce Malty. Inna nazwa świątyni to Xewkija Rotunda.
Pozostając w religijnym nastroju można przenieść się w nieco wcześniejsze lata, a konkretnie ponad 5500 lat wstecz, kiedy to na Gozo powstały pierwsze religijne megalityczne budowle. Megalityczny charakter budowli oznacza, że zostały one zbudowane z dużych nieobrobionych kamieni. Z religią chrześcijańską miały one niewiele wspólnego, jako że w tamtych czasach taka jeszcze nie istniała. W tych świątyniach oddawano prawdopodobnie cześć bóstwu płodności. Te dwa obiekty znajdujące się w Ggantija są na dzień dzisiejszy drugimi najstarszymi obiektami religijnymi wzniesionymi przez człowieka (po Göbekli Tepe w Turcji).
Jeżeli nadal będzie Wam mało budynków sakralnych, wystarczy dobrze rozejrzeć się dookoła. Na Gozo znajduje się podobno aż 46 kościołów, także jeden przypada na każde 700 osób, a jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Xewkija Church jest w stanie pomieścić 3000 wiernych, to w takim razie na jaką frekwencję mogą liczyć wszystkie pozostałe? Ciekawe, czy jest na świecie inne miejsce o tak dużym nasyceniu obiektami sakralnymi na jednego mieszkańca?

Kościoły kościołami, ale to natura jest tym, co najbardziej przyciąga turystów na Gozo. To osławione Azure Window jest największą atrakcją wyspy. Nazwa oznacza lazurowe okno i zarazem mówi wszystko, czego powinniśmy się spodziewać. W wyniku zawalenia się dwóch morskich jaskiń powstała wapienna formacja tworząca swego rodzaju okno na lazurowe wody Morza Śródziemnego. Wokół wapiennej konstrukcji można pływać łodzią, wpław lub nurkować. Do niedawna można było również swobodnie wspiąć się na górę formacji, jednak dziś wybrzeże jest pełne ostrzeżeń odradzających takie próby, ponieważ przez lata konstrukcja znacznie się osłabiła, a skały spod spodu łuku zaczęły odpadać. Okno sukcesywnie się powiększa i pojawiają się przypuszczenia, że w ciągu kilku lat formacja zupełnie się rozpadnie. Tak więc, chcąc zobaczyć piękny krajobraz oraz scenografię wielu filmów takich, jak „Odyseja”, „Hrabia Monte Christo” czy „Gra o Tron”, musicie się spieszyć. Praktycznie pod samo okno można podjechać samochodem lub autobusem, a szczególnie polecamy widok skały skąpanej w ciepłym zachodzącym słońcu. Dla tych, którym nie wystarczy podziwianie lazurowego okna z odległości, dostępne są rejsy łódką lub nurkowanie pod samą skałą.
[photosetgrid layout=”12″]

[/photosetgrid]
Oli najbardziej z całego zapierającego dech w piersiach krajobrazu spodobał się przechodzący obok pies, dorównujący, a nawet przekraczający jej rozmiary, więc nie było innej rady i gros czasu musieliśmy spędzić na bliższym spotkaniu z czworonogiem.

W tym samym miejscu znajduje się jeszcze jedna atrakcja. Nie jest to nic spektakularnego, zwłaszcza jeżeli chodzi o widok, ale posiada ciekawą historię. Mowa o Fungus Rock, czyli morskiej skale pokrytej specyficzną rośliną (Cynomorium coccineum), którą niegdyś określano grzybem. Zakonnicy Maltańscy w związku z właściwościami leczniczymi, jak wtedy uważano grzyba, strzegli skały jak oka w głowie. Stosowali roślinę na wszelkie przypadłości oraz jako opatrunek na rany. Była ona na tyle cenna w czasach Zakonu, że bywała stosowana przez joannitów w handlu, jako towar wymienny i pilnowana całą dobę przez strażników stacjonujących w pobliskiej wieży. Każdy, kto próbował się zbliżyć do cennej rośliny ryzykował surową karę. Dziś jej właściwości lecznicze zostały potwierdzone, a skała nadal objęta jest ochroną – stworzono wokół niej rezerwat przyrody. Sąsiadujące piękne plaże, idealne wprost do nurkowania, ściągają tam wielu amatorów tego sportu, na szczęście pływający nawet pod samą skałą nurkowie nie stanowią żadnego zagrożenia dla przyrody.

Oprócz wyżej wymienionego miejsca Gozo oferuje również masę innych, wspaniałych do uprawiania sportów wodnych. Szczególnie zadowoleni powinni być fani nurkowania. Podobno podwodne krajobrazy wokół wyspy są niesamowite, przejrzystość wody znakomita, a temperatura pozwala zagłębiać się w morską toń okrągły rok. Jeżeli Gozo przekona was na tyle, że chcielibyście zostać tam na dłużej, warto rozejrzeć się za ofertą tzw. farmhouses, czyli typowych maltańskich domów letniskowych, wyremontowanych wiejskich chat o wysokim standardzie, w większości wyposażonych w baseny. Podobno są to świetne miejsca na spędzenie czasu na wyspie. Nie próbowaliśmy tym razem, ale nie wykluczamy następnym. Na pewno byłoby to fajne miejsce dla Oli.
Jeżeli jednak przeznaczyliście na Gozo tylko jednen dzień, w drodze powrotnej na prom proponujemy krótki przejazd wybrzeżem w Marsalforn i obejrzenie, jak Maltańczycy pozyskiwali i pozyskują do dziś morską sól. Nabrzeże jest niczym szachownica utkane panwiami solnymi – kwadratowymi płytkimi „basenami” pełnymi wody. Po jej odparowaniu przez gorące wyspiarskie słońce, pozostanie gotowa do zebrania warstwa soli, która będzie przechowywana tuż obok w wykutych w skale jaskiniach.

I tak wyprawa na Gozo dobiega końca. Kursujący całą dobę prom zabiera nas z powrotem na Maltę, do tętniących życiem i wypchanych przyjezdnymi miast, ale prawda, że było warto?
Blog
MDINA i RABAT: Historia jednego wzgórza
Malta od zawsze kojarzy się z morzem, uroczymi zatokami i plażami, jednak jedną ze swoich największych atrakcji skrywa z dala od morza. Mdina i Rabat, pierwotnie jedno miasto leżące w środku wyspy, powinno stanowić obowiązkowy punkt w czasie każdej wizyty na archipelagu. Nie tylko ze względu na architekturę, niepowtarzalny klimat Mdiny, ale również dlatego, że to doskonałe miejsce, aby poznać historię wyspy. Poprowadzimy Was przez nią śledząc kolejne nazwy, jakie osada nosiła przez lata znajdując się pod panowaniem różnych nacji.

MALETH, CZYLI FENICJANIE NA MALCIE
Historia osadnictwa na wyspie sięga epoki kamiennej, jednak dopiero jej kolonizacja przez Fenicjan dała podwaliny dzisiejszym miastom Mdina i Rabat. Strategiczna lokalizacja na jednym z najwyższych punktów, z którego rozciąga się widok na całą wyspę, do tego centralne położenie zapewniające ochronę przed atakiem z morza sprawiło, że osada szybko się rozwijała. Fenicjanie swoją osadę nazwali Maleth, co oznaczało „bezpieczne miasto”. Cała wyspa przez kolejne lata przechodziła pod panowanie Greków, Kartagińczyków i Rzymian. Trwające ponad 700 lat władanie Imperium Rzymskiego przyniosło wzgórzu dalszy rozwój. W tym okresie drewniana zabudowa została zastąpiona dużymi murowanymi domami rzymskimi. Ze względu na specjalny charakter wyspy, która miała status Municipium, zbudowano tutaj pałac gubernatora Rzymu. Wtedy właśnie doszło do jednego z najbardziej przełomowych zdarzeń w historii Malty – u jej wybrzeży rozbił się statek z niewolnikami przewożący na pokładzie między innymi Pawła z Tarsu.
MELITA, CZYLI ŚW. PAWEŁ NA WYSPIE
Paweł z Tarsu, znany później jako św. Paweł, na Maltę wcale się nie wybierał, jednak jego wizyta wywarła bardzo duży wpływ na lokalną kulturę i religię wysypy, która do dziś uchodzi za najbardziej katolicki kraj w Europie. Mimo, że spędził aż trzy miesiące właśnie na tym wzgórzu, które ówcześnie nazywało się Melita, o jego pobycie i misji ewangelizacyjnej wiemy bardzo niewiele. Najwięcej informacji dostarcza nam lektura Dziejów Apostolskich:
Po ocaleniu dowiedzieliśmy się, że wyspa nazywa się Malta. Tubylcy okazywali nam niespotykaną życzliwość; rozpalili ognisko i zgromadzili nas wszystkich przy nim, bo zaczął padać deszcz i zrobiło się zimno. Kiedy Paweł nazbierał wielką naręcz chrustu i nałożył do ognia żmija, która wypełzła na skutek gorąca, uczepiła się jego ręki. Gdy tubylcy zobaczyli gada, wiszącego u jego ręki, mówili jeden do drugiego: «Ten człowiek jest na pewno mordercą, bo choć wyszedł cało z morza, bogini zemsty nie pozwala mu żyć». On jednak strząsnął gada w ogień i nic nie ucierpiał. Tamci spodziewali się, że opuchnie albo nagle padnie trupem. Lecz gdy długo czekali i widzieli, że nie stało mu się nic złego, zmieniwszy zdanie mówili, że jest bogiem. W sąsiedztwie tego miejsca znajdowały się posiadłości namiestnika wyspy imieniem Publiusz, który nas przyjął i po przyjacielsku przez trzy dni gościł. Ojciec Publiusza leżał właśnie chory na gorączkę i biegunkę. Paweł poszedł do niego i pomodliwszy się położył na nim ręce i uzdrowił go. Po tym wszystkim przychodzili również inni chorzy na wyspie i byli uzdrawiani. Oni to okazali nam wielki szacunek, a gdyśmy odjeżdżali, przynieśli wszystko, co nam było potrzebne.
Namacalnych śladów bytności Pawła z Tarsu na wzgórzu zostało niewiele. Nad grotą, w której rzekomo apostoł spędził kilka tygodni szerząc tu nową wiarę, zbudowano kaplicę, a następnie w XVI wieku kościół nazwany jego imieniem. Grota jest dziś udostępniana wiernym, a centralnym jej punktem jest posąg św. Pawła wykuty w białym marmurze. Wiele atrakcji turystycznych na wyspie nosi imię apostoła, jak np. znajdujące się tuż obok groty katakumby. Powstały one około III wieku i nie mają nic wspólnego ze św. Pawłem, a nazwę zawdzięczają znajdującemu się obok kościołowi właśnie pod jego wezwaniem.
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
MDINA I RABAT, CZYLI PANOWANIE ARABSKIE NA WYSPIE
W 533 r. wyspa znalazła się pod krótkim panowaniem Cesarstwa Wschodniego. Następny znaczący okres w jej dziejach rozpoczął się w 870 roku najazdem Saracenów, koczowniczego plemienia arabskiego. W czasie ich panowania wzniesiono fosę oraz wielkie mury obronne, które możemy podziwiać do dziś. Wtedy też osadę na wzgórzu podzielono na dwie części. Przedmieścia, na których obecnie znajdują się wspominane grota i kościół św. Pawła znalazły się poza murami obronnymi i otrzymały nazwę Rabat. Tereny wewnątrz murów utworzyły warowną osadę Mdina, która mimo wielu zakrętów historii zachowała swój pierwotny charakter do dziś. Wąskie i kręte uliczki, będące symbolem miasta, to pomysł Arabów, podobnie, jak wymienione wcześniej fosa, mury oraz bramy wjazdowe. Charakter osady, zgodnie z jej nazwą (Mdina w języku arabskim oznacza „fortecę”) miał za zadanie uczynić ją niezdobytą. Jednak już w 1091 roku na skutek liczebnej przewagi wroga, Arabowie poddali osadę, o ironio, bez walki. Wyspa przechodziła kolejno przez ręce Skandynawów, Andegawenów oraz Aragończków, którzy ponownie zmienili nazwę miasta, tym razem na Citta Notabile, czyli Miasto Szlachetne. Wynikało to prawdopodobnie z tego, że mieszkały tu najznakomitsze rody Malty, których siedziby do dziś można podziwiać w Mdinie. W 1530 roku decyzją króla Hiszpanii Karola V przekazano wyspę Zakonowi Rycerskiemu Szpitalników Świętego Jana z Jerozolimy i Rodos, zwanemu później Zakonem Maltańskim.

CITTA VECCHIA, CZYLI ZAKONNICY NA WYSPIE
Pojawienie się Zakonu na Malcie rozpoczęło intensywny rozwój wyspy, w czasie którego Mdina zaczęła tracić na znaczeniu. Kawalerowie maltańscy po heroicznej obronie terenów w roku 1565 przed wojskami Sulejmana Wspaniałego, w obawie przed ponownym najazdem, postanowili przenieść stolicę w inne miejsce. Na cześć Jeana de la Valette, wielkiego mistrza dowodzącego wojskami zakonu podczas oblężenia, nową stolicę nazwano Vallettą. Po jej wybudowaniu we wschodniej części wyspy, Mdinie po raz kolejny zmieniono nazwę na Citta Vecchia – stare miasto. Panowanie joannitów to złoty okres w historii wyspy, zakon nie tylko wybudował nową stolicę, ale też kilka fortów, dziesiątki wież strażniczych i setki kościołów. W tym czasie umocniła się zapoczątkowana przez Pawła z Tarsu świadomość religijna. Sama Mdina stopniowo traciła na znaczeniu, jednak największych zniszczeń doznała podczas trzęsienia ziemi w 1693 roku. Po tym kataklizmie miasto zostało zbudowane praktycznie od nowa, uzyskało obecny wygląd z dominującą katedrą św. Pawła. Następnie nieznacznie ucierpiało na grabieżach dokonanych przez wojska Napoleona szybko wypędzonych przez Brytyjczyków, którzy władali Maltą aż do czasu uzyskania przez nią niepodległości. W okresie panowania brytyjskiego największych zniszczeń miasto doznało podczas bombardowań II wojny światowej. Wówczas rozwijała się również wspominana już świadomość religijna. Wobec panowania protestanckich Brytyjczyków, katolicyzm stał się elementem tożsamości narodowej. Jak duży jest wpływ maltańskiego kościoła katolickiego na kraj niech świadczy fakt, że do 2011 roku rozwody na wyspie były zakazane.


SILENT CITY, CZYLI OLA NA WYSPIE
Dziś zamknięty w murach obszar określa się Cichym Miastem. Praktyczny zakaz ruchu kołowego, niewielka ilość mieszkańców i niesamowita cisza wyróżnia Mdinę na tle wszystkich pozostałych miasteczek. Brak typowego maltańskiego zgiełku doskonale odzwierciedla jego nazwę. Jedyne, co przerywa tę idylliczną atmosferę, to hałaśliwe grupy turystów zdające się nie zauważać znaków upraszających o ciszę. No właśnie, turyści. Wszystkie przewodniki mówią, aby miasto zwiedzać wieczorem, dlatego my, zupełnie na przekór wybraliśmy się tam w dzień. A w zasadzie po południu, z zamiarem pozostania tam do zmroku i wydaje się, że to był dobry wybór. Zwiedzanie rozpoczęliśmy bez innych turystów, którzy pojawili się dopiero po zmierzchu. Wejścia do miasta od strony Rabatu strzeże Wielka Brama. Pokonując most możemy obserwować ogromną fosę i masywne mury, które stanowiły zabezpieczenie przed zdobyciem osady. Co ciekawe, nawet po sforsowaniu fosy na atakujących czekały niespodzianki. Pokonując pierwsze, celowo osłabione drzwi, wrogom wydawało się, iż do zdobycia pozostały już tylko drugie mocniejsze wrota. Jedak nic bardziej mylnego, zaraz za nimi opuszczały się trzecie, dotychczas niewidoczne wrota, które uniemożliwiały odwrót. Zwabieni w pułapkę stawali się łatwym celem i najczęściej ginęli oblewani gorącą smołą.
Dzisiaj po przekroczeniu bramy możemy swobodnie zanurzyć się w labirynt wąskich i krętych uliczek. Co ciekawe, te uliczki przetrwały tutaj kolejne przebudowy miasta, będąc od czasów panowania arabskiego jednym z elementów systemu obrony, pozwalającego urządzić na najeźdźców wiele zasadzek za przysłowiowym rogiem.
[photosetgrid layout=”3″]

[/photosetgrid]
Największych zniszczeń, jak już wspominaliśmy, miasto doznało w czasie wielkiego trzęsienia ziemi, które nawiedziło miasto w 1693 roku. Wówczas Mdina została odbudowana w stylu panującego wtedy baroku. Wtedy to powstała górująca nad dzisiejszym miastem Katedra św. Pawła, która jest dziś głównym kościołem biskupim archidiecezji Malty. Według legendy, to tu znajdowała się wspominana wcześniej rezydencja Publiusza, rzymskiego gubernatora wyspy, gdzie św. Paweł uzdrowił jego ojca. Obecny gmach wzniesiono wykorzystując fragmenty starej świątyni, dzięki czemu do dziś w jej wnętrzach możemy oglądać polichromię Mattia Pretiego „Katastrofa statku św. Pawła”.
W trakcie spaceru urokliwymi uliczkami warto zwrócić uwagę na wiele detali otaczających nas budynków, żeliwne zdobienia przy balkonach, ozdobne kołatki i liczne figurki świętych przy drzwiach. Wysokie budynki dają ochłodę nawet w najgorętsze dni. Kręte uliczki bardzo spodobały się Oli, niewielka ilość schodów i samochodów pozwalały jej swobodnie biegać wokoło. Brak schodów może wynikać z przebudowy dokonanej za czasów zakonu maltańskiego, uwzględniającej trudności poruszania się w pełnej zbroi.
[photosetgrid layout=”3″]

[/photosetgrid]
W zasadzie spacer tymi uliczkami stanowi największą atrakcję miasta, ale my polecamy wstąpić jeszcze do Muzeum Katedralnego i kościołów, przede wszystkim św. Benedykta i kaplicy św. Agaty. Innymi budynkami, wartymi zobaczenia są piękne rezydencje Palazzo Falson oraz Palazzo Vilhena. W lochach tej drugiej mieści się muzeum sztuki wojennej. Ponieważ przedstawia ono sceny tortur i egzekucji, ze względu na Olę zrezygnowaliśmy ze zwiedzania tego przybytku. Na koniec naszej wizyty udaliśmy się do drugiej bramy prowadzącej do miasta – Bramy Greckiej. Jest ona również bogato zdobiona, a używana była, jako tylne drzwi do miasta, furtkę przez którą dostarczano towary.

W oczekiwaniu na zmrok skusiliśmy się na kolację w restauracji Fontanella. Jest to chyba najlepsza restauracja w mieście, a przynajmniej nam najbardziej przypadła do gustu, ponieważ z jej tarasu położonego na murach obronnych rozciąga się wspaniały widok, aż po wybrzeża wyspy. Piękne widoki są jedną z rzeczy, dla których warto przyjechać do Mdiny, a w połączeniu z dobrą kuchnią zapewniają świetnie spędzony czas. Powoli zapadał zmrok, a restauracja wypełniała się coraz bardziej. To pewnie to ci turyści, którzy zgodnie z zaleceniami przewodnika zaczęli pojawiać się tu wieczorem. Po chwili okazało się, że ludzie w restauracji, to miejscowi, a turyści w tym czasie oblegają mury miasta podziwiając rozświetloną wyspę z winem w ręku. Kilka takich wycieczek i cicha, spokojna Mdina straciła swój unikalny klimat, stało się tam po prostu tłoczno i głośno.
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
Mimo wszystko udaliśmy się na krótki spacer, wybierając te mniej uczęszczane przez turystów części Mdiny. Wszechobecne lampy rzucające subtelne żółte światło nadały magicznego wdzięku całej okolicy. Zapadał coraz większy zmrok, Ola już prawie zasypiała w swoim wózku, więc przekonani o tym, że dobrze zrobiliśmy przyjeżdżając tu w ciągu dnia i zostając na dłużej, udaliśmy się na spoczynek.

BlogNa stole
Wino na Malcie: pełne skarbów piwnice Marsovin
Jak to możliwe, że na wyspie o historii osadnictwa sięgającej kilku tysięcy lat, na której znajdują się najstarsze w Europie wolnostojące świątynie, najlepsze winnice chwalą się tylko stuletnią historią. Wszystkiemu winni są Brytyjczycy. W XIX wieku, podczas ich panowania na wyspie, wykarczowano wszystkie uprawy niszcząc długoletnią historię winorośli i postanowiono uprawiać bawełnę.
Uprawę winorośli na wyspie zapoczątkowali już Fenicjanie, następnie kolejno Grecy i Rzymianie rozwijali maltańskie winnice. Nawet panowanie arabskie nie zdołało zniszczyć tej tradycji na wyspie. W XVI wieku dużym impulsem do rozwoju przemysłu winiarskiego na wyspie było pojawienie się Zakonu Maltańskiego. Wraz z Joannitami pojawiły się nowe techniki uprawy, a eksport wina był tak wielki, że ze względu na braki odpowiedniego areału hodowlę prowadzono w formie pergoli. Pojawienie się Brytyjczyków przerwało ten złoty okres. Całe szczęście eksperyment z bawełną nie trwał długo. Na przełomie XIX i XX wieku popyt na bawełnę się skończył. Wtedy również na wyspie zaczęły pojawiać się pierwsze istniejące do dziś winnice.
W planach podróży na Maltę mieliśmy bliskie spotkania z tutejszymi winami, ale nie spodziewaliśmy się, że już po przejechaniu kilku kilometrów natkniemy się na uprawę winorośli. Pierwsze wrażenie – jakie to wszystko małe. Podczas kolejnych dni poruszania się po wyspie co raz trafialiśmy na małe poletka. Mimo tego, że Malta ma dogodne warunki pod uprawę winogron, to czy te małe winnice mogą dostarczyć surowca do produkcji 70 000 hl wina rocznie? Oczywiście nie, większość maltańskich win produkowana jest z winogron transportowanych z Włoch. Nie było to dla nas do końca zaskoczeniem, podobnie sytuacja ma się w Liechtensteinie, rozmiarami zbliżonym do Malty, gdzie owce transportowane są z Austrii (więcej o winie w Liechtensteinie tutaj).
Obecna powierzchnia winnic, położonych na Malcie i Gozo to ok. 500 ha. Całość produkcji należy do pięciu głównych kompanii winiarskich, z czego dwie mogą poszczycić się dłuższą niż kilkunastoletnią historią. Do najstarszych należą Delicata, założona 1907 roku oraz Marsovin założony w 1917 roku. Pozostałe: Camilleri Wines, Montekristo i Meridiana powstały pod koniec XX wieku. W związku z tym, iż nie chcieliśmy odbierać Oli możliwości zabawy na plaży zrezygnowaliśmy z odwiedzenia ich wszystkich. Zaczęliśmy od Marsovin, która wydała nam się najbardziej interesująca. Po pierwsze, w przeciwieństwie do Delicata, produkuje wina z owców pochodzących z Malty i Gozo, po drugie do produkcji używa rdzennych odmian winorośli, a po trzecie udostępnia swoje piwnice zwiedzającym.
[photosetgrid layout=”13″]


[/photosetgrid]
Nasze kroki skierowaliśmy do Paolo, to tutaj mieści się główna siedziby firmy. Turystom umożliwia się zwiedzanie tylko części kompleksu. Najpierw w części muzealnej możemy zapoznać się z dawnymi technikami winiarskimi oraz historią Marsovin. Do piwnic, które powstały w XVII wieku, w czasie rozkwitu sztuki winiarskiej na Malcie schodzi się wąskimi, krętymi schodami. Budowniczymi i pierwszymi użytkownikami piwnic byli Joannici. Dziś znajduje się tutaj ponad 100 000 butelek i kilkaset dębowych beczek. Na pewno nie są to piwnice mołdawskiej Cricovy, ale na tak małej wyspie wszystko wydaje się większe i bardziej imponujące. W pierwszej sali zza krat możemy podziwiać „bibliotekę” win, czyli zbiór wszystkich gatunków i roczników win przechowywany od początku istnienia firmy. Warunki panujące w piwnicach wydają się idealne do przechowywania tych trunków. Dalej mijamy ekspozycję przyrządów używanych przy produkcji i butelkowaniu napoju bogów. Ściany natomiast przyozdobione są elementami przypominającymi o historii tego miejsca. Głównym elementem ekspozycji są beczki służące do przechowywania wina i mimo, że są pełne, to nie do końca daliśmy wiarę przewodnikowi, że znajdują się w nich gatunkowe wina. Setki turystów, hałas, zmiany oświetlenia na pewno nie są najlepszymi warunkami do dojrzewania wysokiej jakości wina. Część ekspozycji przedstawia znany nam proces produkcji „maltańskich szampanów”. Kompania Marsovin szczyci się Cassar de Malte, właśnie winem musującym, które produkowane jest ze szczepu chardonnay. Sam proces produkcji jest identyczny ze sposobem produkcji francuskich szampanów.
[photosetgrid layout=”13″]


[/photosetgrid]
Najciekawsze miało dopiero nastąpić – po zwiedzaniu udaliśmy się na degustację. W sali przeznaczonej do rozsmakowania się w produktach Marsovin z cokołu zerkał na nas Chevalier Anthonym Cassara, człowiek który w 1918 roku postanowił porzucić uprawę pomarańczy, zajął się uprawą winorośli dając początek Marsovin. Dziś to tylko tradycja, gdyż jak opowiadał przewodnik potomkowie założycieli nawet nie bywają w winiarni. Samą degustacją odrobinę się rozczarowaliśmy, wina nam zaproponowane okazały się później jednymi ze słabszych produkowanych przez Marsovin. Oprócz jakości trunków dziwna była też forma prezentacji, która raczej przypominała sprzedaż bezpośrednią, niż opowieść o winie samym w sobie. Na pewno działa to w przypadku wycieczek, które chętnie i licznie odwiedzają kompleks. Nas wizyta nie zachwyciła, gdyż nastawialiśmy się na gatunki z endemicznych dla Malty szczepów winogron.
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
Na szczęście w sklepach na Malcie można kupić ciekawe wina. Wieczorem degustowaliśmy wytwarzane z rosnącego tylko tu szczepu gellewza wino 1919 Red, D.O.K. z 2010 roku. Wino przypadło nam do gustu, głęboka czerwona barwa, intensywne owocowe aromaty z wyczuwalnymi czekoladowymi nutami, bardzo pijalne, delikatne. W czasie wyboru wina warto zwrócić uwagę na wzorowane na włoskich, maltańskie certyfikaty winne. Oznaczenie I.G.T mówi o tym, że wino zostało wyprodukowane z regionalnych winogron. Certyfikat D.O.K świadczy o tradycyjnych sposobach uprawiania winorośli, zbioru owoców i produkcji wina. W skali jakości wina I.G.T mieszczą się między winami stołowym i winami klasy D.O.K. Nie jest to jednak regułą, gdyż czasami wina niespełniające kryteriów regionalności mogą charakteryzować się świetną jakością.
W czasie kolejnych okazji próbowaliśmy La Torre z Marsovin, białego wina z drugiej charakterystycznej dla Malty endemicznej odmiany winogron girgentina. Wino z lekkim kwiatowym aromatem, orzeźwiające, wydaje się doskonałe na maltański klimat. W przyfabrycznym sklepie kupiliśmy również wino Ulysses, wytworzone z winogron z francuskiego szczepu winogron shiraz, w całości ręcznie zbieranych w niewielkich rodzinnych winnicach w Gozo. Czerwone wino, mimo, że dość ciężkie również doskonale nam smakowało.
Degustacja trunków z innych winiarni wypadła o wiele gorzej. Stołowe Delicaty mimo tego, że kilka euro tańsze od win z Marsovin według nas są o wiele gorszym wyborem. Ostatecznie z odwiedzenia Delicaty zrezygnowaliśmy, gdy dowiedzieliśmy się, że zakład ten nie posiada żadnych winnic na Malcie. Meridiana natomiast wytwarza tylko wina produkowane ze szczepów międzynarodowych.
Ostatnim naszym spotkaniem z maltańskimi winami była wizyta w lotniskowym duty-free, gdzie okazało się, że ceny są wyższe niż w sklepach w Valletcie. Tak więc będąc na Malcie rozkoszujcie się winami w czasie pobytu!
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
WP Google Maps Error
In order for your map to display, please make sure you insert your Google Maps JavaScript API key in the Maps->Settings->Advanced tab.
Blog
Plaże na Malcie – zwiedziliśmy je wszystkie #2
Dlaczego Malta? Morze, słońce, zabytki, wino no i plaże. No właśnie, jedni uważają, że plaże to największy minus Malty, inni, że atut wyspy. Przed wybraniem się tam na wakacje musicie wiedzieć, że plaże na Malcie bardzo się różnią i często to, co Maltańczycy uważają za plażę znacznie odbiega od marzeń o nadmorskim wypoczynku przeciętnego wakacyjnego turysty. Aby się przekonać, co naprawdę proponuje wyspa postanowiliśmy przejechać całe wybrzeże i przetestować wszystkie, od najmniejszych, skalistych położonych na uboczu, po te, najbardziej znane, piaszczyste. Poniżej prezentujemy nasze obserwacje, dla ułatwienia Maltę podzieliśmy na północno-zachodnią i południowo-wschodnią. Polecamy przejrzeć przed podjęciem decyzji o lokalizacji hotelu.
Dziś druga część: MALTA POŁUDNIOWO-WSCHODNIA
1. Paceville Beach to plaża nad zatoką St. George’s Bay w St. Julian’s, w samym środku rozrywkowej części miasta. Plaża jest piaszczysta, podzielona na dwie części, z których mniejsza należy do pobliskiego hotelu, większa natomiast jest ogólnodostępna. Woda jest dość czysta, piasek w miarę czysty, całość psują tylko przejeżdżające tuż obok samochody. Teren wokół jest pełen dyskotek, barów i ogólnie pojętej rozrywki.
OCENA OLI: 6/10
PLUSY: piaszczysty brzeg
MINUSY: płatny parking
INFRASTRUKTURA: toalety, wypożyczalnia sprzętu wodnego, w okolicy bary i restauracje
[photosetgrid layout=”13″]


[/photosetgrid]
2. Balluta Bay Beach to kolejna plaża położona w St. Julian’s. Znajduje się w zatoce, tuż nad głowami plażowiczów przebiega ruchliwa droga, piasku faktycznie jest tam niewiele, bo zaraz na brzegu zaczynają się schody. Skalne bloki służące za miejsce do plażowania nie zapowiadają raczej dobrego wypoczynku.
OCENA OLI: 1/10
PLUSY: brak
MINUSY: brak piasku, brak miejsca na plaży, brak parkingu, poza pobliskimi ulicznymi miejscami parkingowymi
INFRASTRUKTURA: o leżakach, czy wodnym sprzęcie nie ma mowy, miejskie restauracje dostępne wokół
[photosetgrid layout=”3″]

[/photosetgrid]
3. Buġibba Perched Beach – plaża położona w miejscowości Buġibba nad zatoką św. Pawła. Znajduje się kilka kroków od pełnego barów i restauracji centrum miasteczka. Sama plaża nie robi dobrego wrażenia, skalista, gdzieniegdzie wyłożona kamiennymi blokami. W kilku miejscach wysypany jest drobny żwirek. Skalny uskok, na którym położona jest nadmorska promenada i droga daje kojący cień. W zasadzie na tym kończą się plusy tej plaży.
OCENA OLI: 3/10
PLUSY: brak
MINUSY: skaliste wybrzeże, nieciekawa okolica
INFRASTRUKTURA: niedaleko znajduje się wiele barów i mały park wodny
[photosetgrid layout=”13″]


[/photosetgrid]
4. Salina Bay Beach to miejsce przeznaczone do kąpieli, bo plaża w tym przypadku to za dużo powiedziane, położone w zatoce Salina. Skaliste wybrzeże, poprzetykane wielkimi kamiennymi blokami, które pozwalają na przycupnięcie nad wodą. Wejście do morza ułatwiają zamontowane barierki. Kapiel tutaj to wątpliwa przyjemność, a o wizycie z małym dzieckiem można zapomnieć.
OCENA OLI: 2/10
PLUSY: czysta, spokojna woda
MINUSY: skaliste wybrzeże, brak piaszczystego dojścia do wody
INFRASTRUKTURA: brak
[photosetgrid layout=”3″]

[/photosetgrid]
5. Pwales Beach jest to mały kawałek wybrzeża w Zatoce św. Pawła dosłownie wydarty z zatoki. Skalisto-kamienista, wąska plaża, położona przy ruchliwej drodze. Nic ciekawego.
OCENA OLI: 1/10
PLUSY: ładny widok na zatokę
MINUSY: położenie, otoczenie, brak miejsca do zaparkowania
INFRASTRUKTURA: brak
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
6. Blue Grotto to jaskinie uznawane za jedną z największych atrakcji turystycznych Malty. Z oddali można co prawda podziwiać ten najbardziej rozpoznawalny widok na wyspie, jednak bez wynajęcia łodzi i wpłynięcia do wewnątrz jaskiń stracimy to, co najważniejsze. Tuż przy przystani można się wykąpać, prawdziwej plaży jednak tam nie znajdziemy, są tam po prostu barierki ułatwiające zejście do wody z betonowego nabrzeża.
OCENA OLI: 3/10
PLUSY: łatwy dojazd
MINUSY: dużo ludzi, brak piasku
INFRASTRUKTURA: brak
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
7. St. Thomas Bay to zatoka, której wody od południa oblewają miejscowość Marsaskala. W zatoce znajdziemy aż trzy plaże do wyboru, poczynając od tej sztucznej, piaszczystej, najlepszej do wypoczynku, przez tę z wielkimi skałami i niewielkim piaszczystym terenem, gdzie zejście do wody jest znacznie gorsze, po tę, również skalistą, ale za to z ciekawą legendą. Tuż nad wodą znajduje się opuszczony hotel – miejska legenda głosi, że jest to jedna z byłych rezydencji Muammara Kaddafiego rozgrabiona po obaleniu dyktatora. Plaża tylko dla wytrwałych, z pewnością nie dla najmłodszych.
OCENA OLI: ogólnie 5/10
PLUSY: łatwy dojazd do wszystkich
MINUSY: brak dobrego dojścia do wody, brak piasku w przypadku tych skalistych plaż
INFRASTRUKTURA: brak
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
8. Pretty Bay to w zasasdzie kilka bardzo różnych plaż położonych w zatoce w miejscowości Birżebbuġa. Idąc od północy najpierw trafimy na skaliste wybrzeże, które raczej nie zachwyca i nie daje nadziei na wygodne plażowanie. Przechodząc przez marinę na drugą stronę cypla dotrzemy na piękną piaszczystą sztuczną plażę. Wspólną cechą obu miejsc jest mało romantyczny widok na Malta Freeport, z drugiej strony może widok zbliżających się do portu statków ma w sobie jakiś urok… Pomimo sąsiedztwa portu woda jest tu czysta i dość spokojna.
OCENA OLI: 6/10
PLUSY: łatwy dojazd, część piaszczysta bardzo zadbana, łagodne zejście do wody, spokojne wody zatoki
MINUSY: widok na port, na skalistej części brak dogodnego zejścia do wody
INFRASTRUKTURA: na piaszczystej plaży do wynajęcia są leżaki i parasole, niedaleko boiska, w okolicy miejskie restauracje i bary
[photosetgrid layout=”3″]

[/photosetgrid]
9. St. Peter’s Pool to ostatnie już kąpielisko położone na południowo-wschodnim krańcu wyspy. Jest to trochę bajkowo wyglądający naturalny basen wyżłobiony w skale. Miejsce bardzo ciekawe, na pewno warte odwiedzenia, woda jest tu lazurowa i krystalicznie czysta. Mimo dość trudnego dojazdu wąskimi polnymi dróżkami, a potem jeszcze konieczności zejścia schodami bywa tutaj sporo ludzi. Trudne warunki dojścia rekompensują wspaniałe widoki. Do wody najlepiej dostać się skacząc ze skał, wszędzie jest głęboko, więc z dzieckiem, zwłaszcza małym, plażować będzie trudno. My nawet nie budziliśmy Oli, która zasnęła po drodze do St. Peter’s Pool, bo nie miałaby jak zamoczyć choćby nóżek.
OCENA OLI: 2/10
PLUSY: widoki, krystaliczna lazurowa woda
MINUSY: trudny dojazd, trudne dojście, brak dogodnego zejścia do wody
INFRASTRUKTURA: brak
[photosetgrid layout=”13″]
[/photosetgrid]
10. Plaża Marsaxlokk znajduje się w mieście odwiedzanym przez turystów głównie w niedziele ze względu na odbywający się tam wtedy targ rybny. W tym czasie plaża może być zapełniona. Trudno pochwalić okolicę, z wybrzeża mamy widok na elektrownię albo port. Pomimo swojego sąsiedztwa plaża jest raczej piaszczysta, wody są czyste i spokojne. Z brzegu można podziwiać łodzie luzzo wpływające lub wypływające z portu i to właśnie to może być głównym powodem do spędzenia tam więcej czasu.
OCENA OLI: 4/10
PLUSY: krystaliczna, lazurowa woda, łagodne zejście do morza
MINUSY: otoczenie, widok
INFRASTRUKTURA: brak
Blog
Malta – idealne miejsce na emeryturę
Ostatnio spędziliśmy na Malcie kilka dni i doszliśmy do wniosku, że jest to idealne miejsce do życia na emeryturze.
Malta jest to wprost idealny kraj dla starszych ludzi, ciepły, niezbyt drogi i niewielki; całą wyspę można przejechać w ciągu godziny, a życie toczy się tam całkiem spokojnie. Jeszcze lepiej niż emerytem byłoby być rentierem, ale dopóki żadne z nas nim nie jest, myślimy o Malcie jako miejscu na spędzenie zwykłej emerytury. Wymarzyliśmy sobie, jak mógłby wyglądać dzień takiego emeryta na Malcie.
Wstajemy rano niespiesznie w jednej z małych rybackich wioseczek Marsaxlokk. Południe wyspy jest mniej turystyczne, a nasza miejscowość prawdziwe oblężenie przeżywa tylko w niedziele, kiedy setki turystów przybywają na targ rybny dlatego zdecydowaliśmy się tutaj zamieszkać. Przed sezonem rano jest tu pustawo. Najpierw idziemy na spacer nadmorskim bulwarem, obserwujemy powracających z porannych łowów rybaków. Po chwili zatoka zapełnia się kolorowymi łódkami zwanymi luzzo. Na bulwarze robi się coraz tłoczniej, starsi mieszkańcy czekają na powrót swoich dzieci i wnuków z połowów. Słońce wschodzi wyżej i jednak przybywa nieco turystów.
[photosetgrid layout=”132″]




[/photosetgrid]
W licznych nadmorskich restauracjach coraz większy ruch, najczęściej wymawiane słowa to Cisk i Kinnie. Ten pierwszy napój to zwykłe piwo – międzynarodowy lager, ale produkcji maltańskiej. Smakuje zupełnie, jak ten sam lager w Rosji, Hiszpanii czy RPA. No ale reklama robi swoje, turyści popijają je ze smakiem. Dzieci i zmotoryzowani sięgają po Kinnie – kolejny maltański napój, tym razem bezalkoholowy, o gorzko – słodkim smaku, tworzony z mieszaniny ekstraktu gorzkich pomarańczy chinotto oraz śródziemnomorskich ziół. Warto spróbować, ale trudno polubić. My, emeryci, wraz z naszymi sąsiadami oddajemy się codziennemu rytuałowi picia porannego espresso. Kiedy robi się naprawdę tłoczno, czas uciekać.
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
Dziś w planach mamy wizytę w stolicy. Na Malcie odległości są niewielkie więc zastanawiamy się czy pojechać autem, czy może autobusem. Wybieramy komunikację publiczną, w końcu w planach mamy wieczorną kolację z Olą, która przylatuje odpocząć na Malcie ze znajomymi. Ostatnio historyczny tabor komunikacji miejskiej został wymieniony, a autobusy są jakby bardziej punktualne. Podróż będzie trwała dłużej, ale dojedziemy bezpośrednio na miejsce, maltańskie autobusy dojeżdżają wszędzie.
Z okien autobusu podziwiamy okolicę. Charakterystyczne dla wyspy są kamienne mury grodzące pola, drogi i posesje. Zbudowane z luźno ułożonych kamieni bądź ociosanych bloków skalnych, często obrośnięte ogromnymi kaktusami tworzą niesamowity klimat. Gęsta sieć murów pokrywa całą wyspę, ale szczególnie urokliwie wygląda to w naszej okolicy; żwirowe, wąskie drogi wraz z kamiennymi płotami tworzą bajkowe krajobrazy.
[photosetgrid layout=”13″]


[/photosetgrid]
Po kilkudziesięciu minutach podróży znajdujemy się już w stolicy – Valletcie. Miasto żyje o wiele szybciej niż senne południe, od razu widać, że to stolica. Przebiegające uliczkami „białe kołnierzyki” tworzą kontrast z licznymi wolno snującymi się turystami. Wąskie przecinające się pod kątem prostym uliczki miasta, dzięki wysokiej zabudowie dają odrobinę ochłody w czasie największych upałów, ale liczne schody i górzyste krajobrazy miasta nie zachęcają do spaceru. Większość turystów kieruje swoje kroki do konkatedry świętego Jana, potem do Pałacu Wielkiego Mistrza, a już nieliczni docierają do końca półwyspu, żeby odwiedzić fort św. Elma. To tutaj i w bitwie pod Lepanto w XVI wieku Imperium Osmańskie poniosło największe starty, które były początkiem jego upadku.
[photosetgrid layout=”32″]



[/photosetgrid]
Wracając do rzeczywistości w końcu trafiamy do głównego punktu naszej podróży. Jako emeryci oczywiście często odwiedzamy gabinet lekarski. Wita on nas przyjemnym chłodem. W oczekiwaniu przeglądamy wiszące w poczekalni ryciny przywołujące chlubną tradycję maltańskiej służby zdrowia: od czasów Rycerskiego Zakonu Szpitalników Św. Jana z Jerozolimy, którzy w czasach panowania na Malcie zorganizowali tutaj jeden z najlepszych szpitali w Europie, po czasy I wojny światowej, gdy Malta nazywana była pielęgniarką Europy, a w jej szpitalach pomoc uzyskało ponad 20 000 rannych. Wizyta jak wiele rzeczy na Malcie przebiega bardzo sprawnie. Do wieczornego spotkania mamy jeszcze kilka godzin, więc kierujemy się do naszych ulubionych miejsc w stolicy. Ogrody Barrakka dają nam odrobinę ochłody. Popołudniową kawę wypijamy podziwiając wspaniałe widoki na maltańskie Trójmiasto, zwane również w języku angielskim „The Cottonera”. Owe trzy miasta to Birgu, Bormla i Isla położone na południowy wschód od Valletty. Panorama wielkiej zatoki zdominowana jest przez dachy kościołów oraz mury fortyfikacji, które broniły kraju w czasie najazdów osmańskich. Najciekawszy jest Fort św. Anioła w Birigu, który wraz z Fortem św. Elma stanowił główną oś obrony przed atakiem osmańskim. Dziś jest jedną z trzech znajdujących się na świecie eksterytorialnych posiadłości Suwerennego Zakonu Maltańskiego. Maltańscy Rycerze rezydowali na wyspie od XVI wieku, mimo że za sprawą Napoleona zostali zmuszeni do opuszczenia wyspy, pamiątki po ich działalności widać nie tylko w stolicy. Wszędzie możemy natknąć się na świadectwa ich bytności, czy to w postaci Kościołów, fortów warownych, czy też wież obserwacyjnych.
[photosetgrid layout=”23″]



[/photosetgrid]
Mamy jeszcze trochę czasu, więc postanawiamy na nasze spotkanie udać się łódką. Ze stolicy promem miejskim odpływamy w kierunku Silemy. Odwracamy się, aby zobaczyć, jak zachodzące słońce pięknie oświetla Vallettę. Ten pocztówkowy widok z wieżami kościołów i dominującą kopułą Kościoła Karmelitów znany jest większości turystów.
Po krótkiej podroży przez Sliemę docieramy do St. Julian’s. Idąc obserwujemy zmieniający się klimat wyspy, charakterystyczne dla stolicy liczne drewniane balkoniki pokrywające fasady domów zanikają. Kamiennice stają się mniejsze, mniej zdobione, ale przybywa charakterystycznych dla wyspy umieszczanych tuż obok drzwi wejściowych patronów domów, w postaci ceramicznych figur, czy reliefów. Kiedyś każdy maltański dom miał swojego patrona. Ponadto nad drzwiami lub na dachach można zauważyć bycze rogi, które mają podobno odstraszać złe duchy.
[photosetgrid layout=”212″]



[/photosetgrid]
W końcu docieramy do naszego umówionego miejsca – Paceville, części St. Julian’s. Tutaj klasyczna zabudowa ustępuje hotelowym molochom. Dzielnica pełna jest restauracji, barów, dyskotek i stanowi centrum nocnego życia Malty. Czas na kolację – tutaj możemy dowolnie wybierać, maltańska kuchnia jest bardzo zróżnicowana. Obecnie dominują w niej wpływy włoskie oraz brytyjskie. Możemy wybierać od makaronów, pizzy, owców morza, przez steki po klasyczne fish and chips. Malta posiada też własne charakterystyczne potrawy, do najsławniejszych należą bragioli, czyli wołowe zrazy oraz przyrządzany na wiele sposobów królik.
W oczekiwaniu na Olę zamawiamy lampkę wina, maltańskiego. W tym ciepłym klimacie nie może oczywiście zabraknąć upraw winogron i produkcji wina.
Dlaczego Ola i jej przyjaciele się spóźniają, może nie przestawili zegarków? A może spojrzeli na niewłaściwy zegar. Jedna z maltańskich legend mówi, że na każdej z dwóch wież kościoła powinien znajdować się zegar wskazujący inną godzinę. Zegar z niewłaściwą godziną ma za zadanie zmylić diabła. Z resztą nie ważne, rozkoszując się dobrym winem w blaskach zachodzącego słońca, przy znośnej w końcu temperaturze poczekamy ile będzie trzeba…
Czy to nie brzmi jak idealne miejsce na to, aby się zestarzeć? Póki do emerytury nam jeszcze daleko, a Ola dopiero stawia swoje pierwsze kroki, wspólnie zwiedzamy wyspę, poznając jej najciekawsze zakątki.
[photosetgrid layout=”4″]


[/photosetgrid]
W kolejnym wpisach opowiemy Wam o naszych doświadczeniach z maltańskimi winami i polecimy najlepsze plaże na wyspie.
WP Google Maps Error
In order for your map to display, please make sure you insert your Google Maps JavaScript API key in the Maps->Settings->Advanced tab.
Blog
Plaże na Malcie – zwiedziliśmy je wszystkie #1
Dlaczego Malta? Morze, słońce, zabytki, wino no i plaże. No właśnie, jedni uważają, że plaże to największy minus Malty, inni, że atut wyspy. Przed wybraniem się tam na wakacje musicie wiedzieć, że plaże na Malcie bardzo się różnią i często to, co Maltańczycy uważają za plażę znacznie odbiega od marzeń o nadmorskim wypoczynku przeciętnego wakacyjnego turysty. Aby się przekonać, co naprawdę proponuje wyspa postanowiliśmy przejechać całe wybrzeże i przetestować wszystkie, od najmniejszych, skalistych położonych na uboczu, po te, najbardziej znane, piaszczyste. Poniżej prezentujemy nasze obserwacje, dla ułatwienia Maltę podzieliśmy na północno-zachodnią i południowo-wschodnią. Polecamy przejrzeć przed podjęciem decyzji o lokalizacji hotelu.
Dziś prezentujemy pierwszą część: MALTA PÓŁNOCNO-ZACHODNIA
1. Ghadira Beach leżąca w Mellieħa Bay to najdłuższa piaszczysta plaża na Malcie. Położona przy głównej drodze prowadzącej do portu promowego do Gozo. Plaża jest dość szeroka, długa, posiada łagodne zejście do wody i pełną infrastrukturę – bary, restauracje. Do tego na miejscu można wypożyczyć skutery wodne, motorówki. Miejsce to z racji swojej popularności i wielu hoteli umiejscowionych w okolicy jest zazwyczaj bardzo zatłoczone, ale jest to jedna z lepszych plaż na wyspie. Można tam świetnie spędzić czas zarówno z dzieckiem, młodszym i starszym, jak i bez dzieci. To plaża z prawdziwego zdarzenia.
OCENA OLI: 8/10
PLUSY: piaszczysty brzeg, łagodne zejście do wody, zaplecze sanitarne
MINUSY: położona obok hałaśliwej drogi, niewiele miejsc parkingowych w okolicy
INFRASTRUKTURA: leżaki, parasole, punkty gastronomiczne, atrakcje wodne
[photosetgrid layout=”3″]

[/photosetgrid]
2. Mistra Beach to ciekawa położona z dala od głównych szlaków mała plaża. Leży w jednym z zakoli zatoki św. Pawła, niedaleko wyspy, u której skał, jak głosi legenda, rozbił się właśnie Paweł z Tarsu w czasie swojej podróży do Rzymu. Jest to głównie piaskowo-żwirowa plaża, raczej wąska, ale kameralna i spokojna. W sezonie pewnie szybko kończy się na niej miejsce, ale można spróbować. Tak naprawdę lepsze warunki są tu do spędzania czasu w wodzie, niż na brzegu.
OCENA OLI: 5/10
PLUSY: kameralność, położenie z dala od szlaku, dobre miejsca do obozowania camperem lub pod namiotem
MINUSY: wybrzeże piaszczysto żwirowe, niewielkie rozmiary
INFRASTRUKTURA: brak
[photosetgrid layout=”2″]
[/photosetgrid]
3. Armier Beach oraz Little Armier Beach to dwie leżące niedaleko siebie plaże położone nad zatoką Armier Bay. Plaże są szerokie, piaszczyste usiane palmami. Little Armier Beach jest bardziej dzika. Jest to jedna z niewielu plaż, z której nie mamy widoku na wielkie gmachy hotelowe, za to na horyzoncie majaczy trzecia maltańska wyspa – Comino. Jak na wszystkich plażach po stronie północnej fale są tu nieco większe. Dzięki temu, że położone na uboczu Armier Beach i Little Armier są mniej oblegane przez turystów, a mogą być dość wygodne do zabawy z dzieckiem.
OCENA OLI: 6/10
PLUSY: piaszczysty brzeg, brak skał, palmy, mniejsza popularność
MINUSY: duże fale
INFRASTRUKTURA: leżaki, parasole, bary, duże parkingi
[photosetgrid layout=”3″]

[/photosetgrid]
4. Ramla Beach niewielka plaża leżąca w zatoce Ramla. Większość wybrzeża należy do Ramla Bay Resort, gdzie można wypożyczyć leżaki, parasole i skorzystać z zaplecza gastronomicznego. Na brzegu wysypana jest niewielka ilość piasku. Obok znajduje się port do przeprawy promowej na wyspę Comino i w zasadzie jest to chyba jedyny powód, aby ją odwiedzić. Nie należy mylić tego miejsca z o wiele ciekawszą plaża o tej samej nazwie położoną na pobliskiej wyspie Gozo.
OCENA OLI: 5/10
PLUSY: widok, spokojne, przejrzyste wody zatoki
MINUS: niewielki obszar plaży, hotelowy charakter
INFRASTRUKTURA: leżaki, parasole, zaplecze gastronomiczne w pobliskim hotelu

5. Paradise Bay to miejsce zapierające dech, leży w przepięknej zatoce, tuż pod wysokim klifem. Auto możemy zaparkować na dużym parkingu na górze, a w dalszą wędrówkę musimy udać się wąskimi schodami – to największy minus tego miejsca. Sama plaża jest piaszczysta, otoczona pięknymi klifami i skałami; rajski widok zmącony jest położonym obok hotelem i przystanią promową – tuż obok jest przeprawa promowa do Gozo. Na miejscu znajduje się wypożyczalnia parasoli, leżaków oraz restauracja. Mimo tego, że plaża położona jest w zatoczce woda bywa wzburzona, ale jest przejrzysta. Dno kamieniste. Piękna plaża, tylko wymaga wysiłku, aby do niej dotrzeć.
OCENA OLI: 7/10
PLUSY: urokliwość miejsca, piaszczysty brzeg
MINUSY: kamieniste dno
INFRASTRUKTURA: leżaki, parasole, zaplecze gastronomiczne, parking
[photosetgrid layout=”13″]


[/photosetgrid]
6. Golden Beach – najbardziej znana plaża w zachodniej Malcie. Szerokie, piaskowe wybrzeże i czysta woda czynią ją wręcz idealnym miejscem do wypoczynku. Jednym minusem jest panujący tutaj przez cały dzień tłok. Od wczesnych godzin rannych brzeg morski pełny jest entuzjastów opalania i kąpieli wodnych, z kolei wieczorami miejsce to przyciąga pięknymi zachodami słońca. Część plaży wydzielona jest dla gości stojącego obok hotelu Raddison. Przy wejściu na plażę znajduje się restauracja, w okolicy parkingu liczne bary i kioski. Można wynająć parasole, leżaki, skorzystać z jazdy na bananie, nartach wodnych czy paralotni. Idealne miejsce na spędzenie czasu z dzieckiem, płasko, szeroko, łagodne zejście do wody.
OCENA OLI: 7/10
PLUSY: piaszczysta wybrzeże
MINUSY: tłok, płatny parking
INFRASTRUKTURA: leżaki, parasole, zaplecze gastronomiczne, parking, sporty wodne

7. Għajn Tuffieħa Beach – kolejna odwiedzona przez nas plaża w zachodniej Malcie, położona nad zatoką Għajn Tuffieħa (zwaną Riviera Bay). Nasza ulubiona maltańska lokalizacja, głównie ze względu na malownicze położenie, zatoka pięknie wcina się to w ląd. Aby dotrzeć do plaży czeka nas kilkuminutowy spacer w dół. Widoki są wspaniałe niezmącone hotelową architekturą. Sama plaża jest piaskowa, dość kameralna, fale rozbijające się o skały tworzą niesamowite wrażenie. Na dole znajduje się bar i wypożyczalnia leżaków.
OCENA OLI: 8/10
PLUSY: kameralność, piaszczysty brzeg, piękne widoki
MINUSY: konieczność zejścia do plaży w dół, a po wypoczynku wdrapania się na górę, płatny parking
INFRASTRUKTURA: bar i wypożyczalnia leżaków
[photosetgrid layout=”13″]


[/photosetgrid]
8. Gnejna Bay to plaża położona całkiem blisko poprzedniej – od Għajn Tuffieħa oddzielona tylko niewielkim cyplem, jednak ta zatoczka jest trochę mniej urokliwa niż opisywana wyżej. Plaża wysypana jest piaskiem. Dostępna jest wypożyczalnia rowerów wodny i leżaków. To miejsce też możemy z czystym sumieniem polecić do wypoczynku z dzieckiem. Z Gnejna można dojść na jedyną na Malcie plażę nudystów.
OCENA OLI: 8/10
PLUSY: łatwy dojazd, piaszczysta plaża
MINUSY: płatny parking
INFRASTRUKTURA: wypożyczalnia rowerów wodnych i leżaków
[photosetgrid layout=”12″]
[/photosetgrid]
Drugą część Malty opiszemy już jutro, ale jeżeli poszukujecie najpiękniejszej plaży na wyspie, to raczej powinniście wybierać z tych powyżej. To w północno-zachodniej części wyspy jest najwięcej tych prawdziwych, piaszczystych plaż. Jak wyglądają plaże po drugiej stronie Malty? O tym opowiemy jutro, a tymczasem możecie dokładnie zlokalizować każdą z wyżej wymienionych.



















