Blog

Ola w Alpach

04/05/2015 — by Magdalena Kuźma0

main

Blog

Ola w Alpach

04/05/2015 — by Magdalena Kuźma0

Zima w tym roku szczególnie nie obfitowała w śnieg, a wtedy, kiedy jednak trochę go było Ola jeszcze marnie poruszała się o własnych siłach, więc tak naprawdę nasza córka nie miała do tej pory okazji przekonać się na własnej skórze co to śnieg. Dlatego, kiedy pojawiła się okazja na wyjazd w Alpy od razu zaczęliśmy się zastanawiać jak Ola na niego zareaguje. Będzie to coś zupełnie dla niej nowego. Co z tym zrobi? Zdziwi się? Spodoba jej się czy może nie za bardzo? Spakowaliśmy zimowe ubranie i sami nie mogliśmy się doczekać jej wycieczki na białe stoki Alp.

O poprzednich etapach naszej podróży do Alp już czytaliście. Ostatni rozpoczęliśmy już we Włoszech a konkretnie na lotnisku w Bergamo. Tam okazało się, że środek kwietnia to we Włoszech już lato. No, może nie to prawdziwe włoskie lato ale dla nas temperatury sporo powyżej 20 stopni były wystarczające, a by nazwać tę pogodę latem. Było ciepło, słonecznie, drzewa i krzewy zielone, w pełni rozkwitu. Aż ciężko było uwierzyć, że niedługo będziemy używać zimowych ubrań, które wieziemy w plecakach.

Zanim jednak dotarliśmy do mekki narciarzy i snowboardzistów z całej Europy, Livigno, zawitaliśmy do niewielkiej miejscowości Bormio, malowniczo położonej w dolinie Valtellina. Po długiej podróży przydał nam się krótki spacer po małym miasteczku miejscowości. Szybko przeszliśmy przez centrum, aby usiąść w małym barze na rogu i spróbować włoskiej kuchni (a tak naprawdę nakarmić głodną już Olę). Miasteczko jest oczywiście ośrodkiem narciarskim tętniącym życiem w sezonie. Poza nim próbuje skusić turystów górskimi ścieżkami spacerowymi i trasami rowerowymi. Nas zainteresowała inna atrakcja – lokalne termy. Jednak z naszym szczęściem musieliśmy się obejść smakiem, oczywiście były zamknięte. Tak więc nie miały szansy zdetronizować w naszym prywatnym rankingu łaźni siarkowych w Tbilisi.

[photosetgrid layout=”4″]Bormio, ItalyBormio, ItalyBormio, ItalyBormio, Italy[/photosetgrid]

W końcu dotarliśmy do osławionego Livigno. Jest równie malowniczo położone w dolinie, jak Bormio, ale chyba cieszy się większym powodzeniem wśród miłośników nart. Z resztą widać to na ulicach miasteczka. Pełno tam narciarzy i snowboardzistów przemierzających ulice z narciarskim ekwipunkiem do późnych godzin nocnych. W połowie kwietnia miasto i stoki wciąż tętnią życiem, nic dziwnego, bo jak okiem sięgnąć wszystkie ośnieżone szczyty zagospodarowane są na potrzeby narciarzy. Podczas kiedy na górze panują całkiem niezłe warunki narciarskie, na dole w miasteczku jest całkiem ciepło. Krótki rękaw albo bluza zupełnie wystarczają.

[photosetgrid layout=”13″]Livigno, ItalyLivigno, Italy Livigno, Italyliv54[/photosetgrid]

Kiedy zdecydowaliśmy zabrać Olę na górę mieliśmy niezły wybór różnych wyciągów (od krzesełkowych po gondolowe). Oczywiście wybraliśmy ten jadący najwyżej, na prawie 3000 metrów. A przypominam, że i mama i tata nie przepadają za wysokościami. Najlepiej z nas wszystkich w gondoli bawiła się oczywiście Ola kręcąc się i przeskakując z jednej strony na drugą bujając całym wagonikiem. Z naszą wycieczką na górę nie trafiliśmy w najlepszą pogodę, więc jak już wjechaliśmy na szczyt znaleźliśmy się w chmurach i praktycznie nie widzieliśmy tej wysokości. Ola natychmiast po wyjściu z wyciągu ruszyła na śnieg. Chyba jej się spodobało nowe otoczenie, bo bawiła się z wyraźną przyjemnością, przybierała wszelkie możliwe pozycje, a my ledwo odróżnialiśmy ją od śniegu w białym kombinezonie. Do gondoli udało nam się zapakować nawet wózek, ale na górze okazał się zupełnie nieprzydatny.

[photosetgrid layout=”32″]Livigno, ItalyLivignoLivigno, ItalyLivignoLivigno, Italy[/photosetgrid]

Ola oczywiście nie była jedynym maluchem w Livigno. Spotkaliśmy masę narciarzy z jeszcze młodszymi niż ona dziećmi. Nie zauważyliśmy jednak w miasteczku żadnej infrastruktury przygotowanej z myślą o nich. Co innego większe dzieci. Te, które już potrafią założyć narty na nogi muszą być w siódmym niebie. A na stokach jest ich cała masa.

Poza stokami Livigno ma dla swoich gości bogatą ofertę rozrywkową, od Après-ski, przez pizzerie i inne lokale z włoską kuchnią, po całonocne bary. Ponadto jest to strefa bezcłowa, więc zmęczeni nartami turyści chętnie odwiedzają lokalne sklepy z markowymi towarami w atrakcyjnych cenach. Miasteczko samo w sobie jest dość sympatyczne, a jeszcze jeżeli ktoś lubi jeździć na nartach, to na pewno spędzi się tam świetnie czas.

[photosetgrid layout=”4″]Livigno, ItalyLivigno, ItalyLivigno, ItalyLivigno, Italy[/photosetgrid]

Livigno leży niedaleko szwajcarskich kurortów narciarskich, więc nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wybrania się tam. Jedyna droga do Szwajcarii prowadzi przez tunel Munt la Schera z jednym pasem drogi, więc przed wyjazdem dobrze jest sprawdzić regulacje dotyczące ruchu w tunelu tego konkretnego dnia. Całkiem niedaleko Livigno, bo 60 kilometrów, okazał się być położony jeden z bardziej ekskluzywnych kurortów szwajcarskich i najwyżej położone miasto w Europie – Davos. Miasteczko słynie nie tylko ze ofert sportów zimowych, ale też, a może przede wszystkim, z odbywającego się tam co roku Światowego Forum Ekonomicznego. Szczerze mówiąc na obrady nie wybrano najłatwiej dostępnego miejsca na świecie. W pewnych okresach roku dostanie się tam niektórymi drogami jest niemożliwe z powodu zagrożenia lawinowego.Livigno, Italy

Uczestnikom forum, raczej nie sprawia to problemu ponieważ większość z nich dostaje się tam samolotami. Na jedno z ostatnich spotkań przyleciało 1700 prywatnych samolotów, a w spotkaniu udział wzięło 2200 osób. Regularne demonstracje antyglobalistów towarzyszące obradom skutkują tylko coraz większymi środkami przeznaczanymi przez organizatorów na ochronę. Miasteczko u schyłku sezonu nie zrobiło na nas żadnego wrażenia, więc nie zagrzaliśmy tam miejsca. Oprócz tras narciarskich, które na pewno są świetne, a ich liczba przyprawia o zawrót głowy, można zapoznać się z kilkoma miejscami szwajcarskiego dziedzictwa.

[photosetgrid layout=”3″]Davos, SwitzerlandDavos, SwitzerlandDavos, Switzerland[/photosetgrid]

Ale to, o czym chcemy wam opowiedzieć, to sposób jaki oferują Szwajcarzy na pokonanie części trasy prowadzącej do Davos. A jest to tunel kolejowy Vereina Tunel. Jest to tunel przeznaczony zarówno dla ruchu pasażerskiego, jak i dla ruchu samochodowego, z tym, że samochody wjeżdżają tu na platformy kolejowe i na nich pokonują całą długość trasy. Przeprawa trwa około 15 minut. Po pewnym czasie można się nawet przyzwyczaić, ale na początku kierowca ma co najmniej dziwne wrażenie. Tunele drogowe i kolejowe przecinające na wylot pasma górskie to dla alpejskich krajów, a szczególnie Szwajcarii, nic nowego. To właśnie w tu, po ukończeniu budowy, będzie znajdował się najdłuższy na świecie kolejowy tunel: 57-kilometrowy tunel kolejowy Świętego Gotarda. Mimo wszystko każdy taki tunel to wielkie dokonanie techniczne, co znajduje oczywiście odzwierciedlenie w cenie takiej przeprawy. Pokonanie 19-kilometrowego odcinka wymaga wyłożenia 38 euro za przejazd w jedną stronę. Załadunek i rozładunek przebiega zaskakująco łatwo i szybko, ale zobaczcie sami:

Nasza wizyta w Alpach jeszcze się nie skończyła. Dalsze kroki skierowaliśmy do Liechtensteinu, a właściwie Księstwa Liechtensteinu – niewielkiego państwa (160 km kwadratowych) tkwiącego wysoko w górach pomiędzy Szwajcarią i Austrią. Ale o tym w następnym wpisie.

 Liechtenstein

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *