main

Blog

Naddniestrze – kraj, który nie istnieje

15/07/2015 — by Magdalena Kuźma6

naddniestrze044-960x640.jpg

Jeżeli nie wstrzymacie działań wojennych, to jutro śniadanie zjem w Tyraspolu, obiad w Kiszyniowie, a kolację w Bukareszcie – takimi słowami generał Lebied zatrzymał marsz Mołdawskich wojsk w 1992 roku i de facto stworzył nowe państwo na mapie Europy: Naddniestrzańską Republikę Mołdawską, oficjalnie pozostające w bliskich stosunkach i w strefie wpływów Federacji Rosyjskiej. Groźba Lebiedia była tak skuteczna, że porozumienie pokojowe podpisano następnego dnia. Przez kolejne dwadzieścia lat sytuacja nie uległa zmianie. 

Tiraspol, Soviet House, Lenin monument

JAK TO SIĘ STAŁO

Nie do końca prawdą jest, że Naddniestrze zostało stworzone przez Lebiedia w 1992, bo już 1990 region ogłosił niepodległość względem Mołdawii na wieść o pomyśle połączenia jej z Rumunią. Wówczas decyzję tę uznały jedynie państwa takie, jak Abchazja i Osetia Południowa i tak z resztą pozostało do dziś. W 1992 roku władze Mołdawii postanowiły siłą opanować zbuntowaną republikę, ale w jej obronie stanęła Rosja, w osobie wspomnianego wyżej generała Lebiedia. To wtedy właśnie padły te słowa, które doprowadziły do zawarcia porozumienia, i powstrzymały od interwencji wojska rosyjskie stacjonujące w Naddniestrzu. O nadal silnych wpływach rosyjskich w republice niech świadczy fakt, że po tym jak samozwańcza Republika Krymu zdecydowała o przystąpieniu do Federacji Rosyjskiej, parlament Naddniestrza wystosował do Kremla identyczną propozycję. Na razie pozostała ona bez odpowiedzi, a na jak długo, zobaczymy.

Transnistria, Tiraspol

Dziś oficjalnie nieuznawana republika zajmuje 10% terytorium Mołdawii na lewym brzegu Dniestru. Jej mieszkańcy to w mniej więcej zbliżonych częściach Rosjanie, Mołdawianie i Ukraińcy, którzy zgodnie optują za kontynuowaniem przez Naddniestrze drogi do niepodległości. Pomimo, że państwo faktycznie nie istnieje, to ustanowiło ono kontrole graniczne, ma swój rząd i prezydenta, a nawet własną walutę. Stolicą Republiki jest Tyraspol – niewielkie miasto położone w południowej części wąskiego pasa ziemi zajmowanego przez Naddniestrze.

Transnistria, Tiraspol

Ponieważ republika pozostaje w rosyjskiej strefie wpływów, wszystkim, a zwłaszcza tym patrzącym a perspektywy zachodu, wydaje się, iż jest to nic innego, jak jeden wielki relikt komunizmu. Jako państwo nie utrzymujące stosunków z innymi poza Rosją krajami, Naddniestrze rzeczywiście pozostaje w pewnej izolacji względem świata. Trzeba jednak przyznać, że co do rozwoju społeczno-gospodarczego nie odbiega od całej Mołdawii, a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że ją wyprzedza.

Ponieważ Naddniestrze pierwszy raz udało nam się odwiedzić w czasach, kiedy jeszcze nie było z nami Oli, możemy opowiedzieć Wam o tym, jak republika się zmienia, rozwija i jak prezentuje się na tle Mołdawii. Już przekraczając granicę czuje się dramatyczną zmianę. Przede wszystkim, jeżeli chodzi o nawierzchnie dróg. Ulice nagle stają się szersze, bardziej równe i pozbawione tego ogromu dziur i wyłomów, które widzieliśmy w Mołdawii. Właściciel wypożyczonego tam auta nie pozwolił nam na zabranie go do Naddniestrza, więc zostawiliśmy je po stronie Mołdawskiej, a po pieszym przekroczeniu granicy zaczęliśmy rozglądać się za taksówką. Przejście w tę stronę pokonaliśmy sprawnie, podobnie jak wcześniej, ale w pamięci ciągle mieliśmy gimnastykę pod hasłem, jak tu nie dać łapówki i jak najprędzej opuścić granicę, odbytą przy wyjeździe z Naddniestrza. Zatrzymany taksówkarz okazał się Mołdawianinem, chyba przez przypadek odwiedzającym Naddniestrze, ale jak to taksówkarz, nie mógł odmówić sobie okazji do zarobienia na turystach i zabrał nas do Tyraspola oczywiście za jakąś zabójczą cenę.

Dla turysty 150-tysięczny Tyraspol sprowadza się w zasadzie do głównej ulicy i może kilku punktów położonych nieco dalej od niej. Główna arteria jest szeroka, czasami nawet rozlewająca się w coś na kształt placu, albo co najmniej lądowiska dla samolotów. Asfalt jest prawie równy, dziur nie widać, krawężniki rzeczywiście nieco na socjalistyczną modłę, wysokie i pomalowane na biało. Spacer główną aleją zajął nam nieco więcej czasu niż ostatnio, bo tym razem towarzyszące nam małe nóżki Oli nie nadążały przebierać w palącym słońcu. Jak nam szło zobaczcie tutaj:

Niewątpliwą zaletą Tyraspola jest to, że co kilka metrów rozstawione są budki ze słynnym kwasem chlebowym – orzeźwiającym, chłodnym napojem serwowanym wprost z beczki. Co prawda kwas fortuny nie kosztuje, ale jego zdobycie nie jest takie proste. Zasadniczą kwestią, dla łaknących orzeźwienia, jest fakt, że w pozyskaniu go nie pomogą, ani mołdawskie leje, ani Rosyjskie ruble, ani tym bardziej euro i dolary. Szanowny turysta zobowiązany jest posiadać lokalną walutę – naddniestrzańskie ruble i za ich pomocą dokonywać wszelkich transakcji w kraju. Kantorów na szczęście nie brakuje, więc już po chwili można raczyć się świeżym kwasem. Nawet Ola, za namową sprzedawczyni skusiła się na spróbowanie i o dziwo kwas całkiem jej posmakował. Spacer ulicą 25 października rozpoczęliśmy od budynku położonego przy Parku Zwycięstwa, Teatru Dramatycznego i udaliśmy się w kierunku zachodnim.

[photosetgrid layout=”12″]Transnistria, TiraspolTransnistria, TiraspolTransnistria, Tiraspol[/photosetgrid]

Już na początku alei warto zboczyć i odwiedzić całkiem niedaleko położony zakład najbardziej znanej marki naddniestrzańskiej Kvint. To producent świetnego koniaku i wina, które w większości trafia na rynek rosyjski. Zwiedzanie fabryki możliwe jest tylko w tygodniu, ale już pamiątkowe zakupy w przyzakładowym sklepiku – codziennie. Chociaż na same zakupy nie warto iść aż do fabryki, bo na głównej alei Kvint posiada swój sklep, w którym w bardzo dobrych cenach kupicie produkty zakładu, na przykład wino rozlewane wprost z beczki oraz inne alkohole.

Transnistria, Kvint factory

PECUNIA NON OLET, CZYLI KTO WYDRUKUJE WALUTĘ PAŃSTWU, KTÓREGO NIE MA?

Mijając pierwszy w kraju bankomat (osławiony wśród turystów w czasach, kiedy to był jedynym) powolutku docieramy w pobliże głównego banku republiki. Okazuje się, że nasz kraj miał okazję zaistnieć w historii Naddniestrza kilka lat temu, jako producent ich narodowego środka płatniczego. Była to jednorazowa współpraca, jako że produkcja waluty nieistniejącego oficjalnie kraju, była wyjątkowo karkołomnym przedsięwzięciem i o mało nie wywołała skandalu międzynarodowego. Jeżeli chodzi o kwestie finansowe należy powiedzieć, że najlepiej do Naddniestrza wybrać się z gotówką w kieszeni. Dowolnej waluty, ale gotówką. Kantorów jest co niemiara, ale bankomaty połączone są z rosyjskim systemem finansowym i wyjąć z nich możemy wyłącznie rosyjskie ruble, które i tak będziemy musieli wymienić w kantorze na naddniestrzańskie.

[photosetgrid layout=”12″]Transnistria, TiraspolTiraspol, TransnistriaTiraspol, Lenin street[/photosetgrid]

Szybko docieramy już w okolice ścisłego centrum, gdzie robi się gęściej od sklepów, pojawiają się restauracje. Chyba najpopularniejszą marką jest sieciowa mołdawska Andy’s Pizza oferująca zachodnią kuchnię, może z kilkoma lokalnymi potrawami w karcie. Stylizowana na amerykańską restaurację, oferuje kącik zabaw dla dzieci, menu dla najmłodszych i chyba nawet krzesełka do karmienia. Ceny bardzo preferencyjne, ale znowu: pamiętamy, aby mieć ze sobą lokalną walutę, bo możliwości płatności kartą nie ma. My tym razem, w poszukiwaniu czegoś bardziej lokalnego, odwiedziliśmy jedną z sąsiadujących restauracji, ale ponieważ  opcji bezmięsnych znaleźliśmy tam niewiele, nawet nie mamy o czym Wam opowiedzieć.

Transnistria, Tiraspol

Ola nie mogła za żadne skarby doczekać do czasu, kiedy usiądziemy i zdążyła pochłonąć cały obiadek ze słoiczka w parku pod kinem po drugiej stronie ulicy. Zza kina rozciąga się piękny widok na Katedrę Narodzenia Pańskiego. Śnieżnobiałe ściany wynoszą ponad linię drzew zielone dachy i złote kopuły. Centralnym punktem parku jest pomnik Aleksandra Suvorowa na koniu.

[photosetgrid layout=”12″]Transnistria, TiraspolTransnistria, TiraspolTransnistria, Tiraspol[/photosetgrid]

Przechodząc na drugą stronę ulicy zbliżamy się w okolice Dniestru, który w tym miejscu jest całkiem szeroki. Dla spragnionych ochłody na przeciwległym brzegu rzeki dostępna jest piaszczysta plaża. W gorące niedzielne popołudnie widać, że mieszkańcy Tyraspola chętnie korzystają z kąpieli, a może nawet i z rejsów stateczkami wycieczkowymi. Tuż nad stromym z tej strony nabrzeżem rzeki, władze Tyraspola urządziły kompleks pamięci żołnierzom poległym w wojnie 1990-92, II Wojnie Światowej i wojnie w Afganistanie. Wieczny ogień płonie ku czci, tych którzy poświęcili życie obronie i wyzwoleniu miasta. Nad placem góruje wieżyczka maleńkiej świątyni prawosławnej pod wezwaniem św. Jerzego.

[photosetgrid layout=”1313″]Transnistria, TiraspolTransnistria, TiraspolTiraspol church of St. GeorgeTiraspol church of St. GeorgeTransnistria, TiraspolTyraspol, NaddniestrzeTransnistria, TiraspolTransnistria, Tiraspol[/photosetgrid]

Memoriał pełni chyba istotną rolę w kształtowaniu postaw patriotycznych bo wycieczki nawet najmłodszych dzieci mają ja w programie, jako punkt obowiązkowy. Ola widząc nagle tyle dzieci była strasznie szczęśliwa. Gotowa biec do nich i oczywiście zepsuć pamiątkowe zdjęcie pod czołgiem T34. Na szczęście udało nam się ją powstrzymać i pamiątkowa fotografia z wycieczki powinna się udać.

Transnistria, Tiraspol

Ostatnim przystankiem naszego spaceru wzdłuż ulicy 25 października był najbardziej chyba znany punkt miasta – pomnik Włodzimierza Lenina. Ten monument, dzięki któremu cale Naddniestrze oceniane jest, jako pomnik komunizmu przedstawia wodza rewolucji w długim płaszczu powiewającym na wietrze. Wykonany z rdzawo-czerwonego kamienia pomnik komponuje się świetnie z wielkim wojskowym gmachem na jego plecami. Uwaga, nie można robić zdjęć! Zdjęcie Lenina na tle budynku – jak najbardziej, samego budynku już nie. Niezbadane są przepisy naddniestrzańskie, a ten to coś, z rodzaju zakazu fotografowania ze statywem pod Pałacem Republiki w Mińsku.

Transnistria, Tiraspol

Jeżeli chodzi o zabytki, czy inne atrakcje turystyczne, to już chyba wszystko. Teraz można spokojnie wrócić w okolice pomnika Suworowa, zjeść coś w jednej z knajpek, zrobić zakupy w sklepikach na głównej ulicy lub centrum handlowym zlokalizowanym nieco dalej, pospacerować deptakiem wzdłuż Dniepru, czy usiąść na plaży i wypić z plastikowej butelki rozlewane wino kupione w sklepie Kvintu.

GDZIE JESTEŚ SZERYF…

Wrażenia odnośnie miasta mieliśmy jak najbardziej pozytywne, tylko zastanawialiśmy się, co w tak małym i spokojnym mieście można robić na co dzień, zwłaszcza, jeżeli chodzi o zdobywanie pieniędzy na życie? Wyjść jest kilka: pracować w Kvincie, w tekstylnej firmie Tirotex, albo szukać pracy u szeryfa. Szeryf to wszechwładna, mówiąc językiem Zachodu, korporacja naddniestrzańska, która w rękach jej właścicieli skupia najważniejsze sektory biznesu w mieście. W zasadzie gdzie się nie obejrzeć, tam spotkamy gwiazdę szeryfa. Stacja benzynowa? Proszę bardzo – Szeryf. Drużyna piłki nożnej i stadion miejski – też. Szeryf ma praktycznie monopol na wszelką dochodową działalność, supermarkety, budowlanka, reklama, a nawet, albo przede wszystkim media. Właściciele Szeryfa nie stronią też od działalności politycznej. Nie da się ukryć, że bez udziału w życiu politycznym nie zdobyliby takiej pozycji w kraju, a co za tym idzie fortuny. Dzisiaj stosunki polityczne się trochę zmieniły i Szeryf nieco popadł w niełaskę, ale imperium funkcjonuje nadal. Tyle działalności w jednym ręku, polityczne zapędy, a do tego media, nie przypomina Wam to trochę imperium Berlusconiego? 

Transnistria, Tiraspol, FC Sheriff Stadium

TURYŚCI W NADDNIESTRZU

Tyraspol to bardzo spokojne miasto, życie tutaj toczy się trochę wolniej niż w pozostałych stolicach Europy, czy Azji, ale widać że miasto się rozwija, budują się nowe obiekty, choćby w samym centrum powstaje wielki kompleks apartamentowy. Ruch samochodowy jest znacznie spokojniejszy niż na przykład w Kiszyniowie, a oprócz standardowych w tym rejonie świata marszrutek, pasażerów po mieście wozi nowy tabor trolejbusów. Ulice są czyste, przestronne, zabudowa nienachalna, jednym słowem miasto wygląda na całkiem przyjazne do życia. W porównaniu do poprzedniej wizyty zauważyliśmy też większą ilość turystów przechadzających się po mieście. Większa ilość oznacza, że oprócz naszej trójki wesoło przemierzającej ulice miasta widzieliśmy jeszcze przynajmniej jednego turystę z aparatem w ręku. 

[photosetgrid layout=”13″]Tiraspol, Church of NativityTransnistria, TiraspolTransnistria, TiraspolOla in Tiraspol[/photosetgrid]

Ale liczba turystów musi rosnąć ponieważ powstają nawet agencje turystyczne proponujące różne formy zapoznania z lokalną kulturą. Biorąc pod uwagę lokalne warunki ceny wycieczek są wygórowane, ale trzeba przyznać, że w ich ofercie znajduje się kilka ciekawych propozycji. Transnistria Tour oferuje między innymi wycieczkę przez Tyraspol szlakiem żydowskim lub niemieckim, wizytę u kolekcjonera alkoholi gdzieś poza miastem, albo tour po lokalnej fabryce obuwia z 10% zniżką na zakup naddniestrzańskich trzewików! Pomysłów na Tyraspol jak widać jest więcej niż można by się było spodziewać po krótkim spacerze przez centrum miasta. Ciekawostki kryją się w przestrzeni republiki, wystarczy je tylko odnaleźć. 

[photosetgrid layout=”13″]Transnistria, TiraspolTransnistria, TiraspolTransnistria, TiraspolTransnistria, Tiraspol[/photosetgrid]

Postęp w rozwoju Naddniestrza, oprócz głównej ulicy, widać też na granicy. Tym razem przy wyjeździe o dziwo nawet nie pojawiła się kwestia łapówki, a co więcej mieliśmy okazję zamienić z sympatycznym celnikiem pracującym w nowych pomieszczeniach, kilka słów na temat świeżych wyborów prezydenckich w Polsce.

Aha, w drodze powrotnej polecamy jeszcze zatrzymać się w XVI-wiecznej Twierdzy w Benderach i rzucić okiem na pięknie wijący się w dole Dniestr. 

Transnistria, Bendery Fortress

BlogNa stole

Jeśli nie wino, to co? Mołdawskie doznania piwne

09/07/2015 — by Magdalena Kuźma0

beer005-960x630.jpg

– Ale wiesz, co jest w Europie najzabawniejsze?

– Co?

– Drobne różnice. Mają tam te same g… , co tu, ale tam są trochę inne. 

– Na przykład?

– W Amsterdamie możesz w kinie kupić piwo. I to nie w papierowych kubkach. Dają ci normalne szklanki. A w Paryżu możesz kupić piwo w McDonaldzie.

W Kiszyniowie też! Przekonaliśmy się o tym, gdy spacerując główna arterią miasta trafiliśmy na restaurację McDonald’s. Zamiast reklamy Big Maca powitał nas banner reklamujący piwo. Piwo w McDonaldzie? Od razu przyszedł nam na myśl ten kultowy dialog z Pulp Fiction. W związku z tym, że i tak chcieliśmy właśnie nakarmić Olę, postanowiliśmy się zatrzymać i spróbować tego, co tam mają. W zasadzie to niezłe rozwiązanie, bo chyba nic innego z menu McDonald’s nie skusiłoby nas do zatrzymania się w tym barze. Piwo okazało się bardzo słabe, wodniste i zupełnie bez smaku. Do tego po otwarciu się wypieniło. Biorąc pod uwagę jego walory, to ten gushing był nawet korzystny. 

Beer in McDonalds, Chisinau

Pić piwo w Mołdawii 

Ruszyliśmy dalej zastanawiając się, czy już zupełnie wszędzie na świecie dominuje bezsmakowy międzynarodowy lager i postanowiliśmy się przekonać, jak to jest w Mołdawii. Pić piwo w Mołdawii to trochę, jak wódkę w Belgii, albo rum w Gruzji. No trudno, ale skoro już postanowiliśmy, to musimy to sprawdzić. Obecnie w Kiszyniowie barów i restauracji jest na potęgę, ze znalezieniem piwa nie ma problemu. Gorzej, gdy chcemy wypić coś beczkowego, bo wszędzie dominuje puszka i butelka. A w zasadzie dominuje piwo Chişinău w puszce i butelce. Ten browar zupełnie zdominował rynek. 

Chişinău, czyli Kiszyniow, to sztandarowy produkt browaru Efes Vitanta, który znajduje się w stolicy. Tam skierowaliśmy swoje kroki, aby dowiedzieć się, że niestety nie oferuje on żadnych wycieczek dla indywidualnych turystów, więc musieliśmy się zadowolić zwiedzeniem niewielkiej sali wystawowej. Browar ponad 10 lat temu trafił w ręce tureckiej grupy Efes i prawdopodobnie wtedy przestał produkować dobre piwa. Większość obecnie warzonych tam piw to zwyczajne lagery, przypominające te, które można kupić na całym świecie. Piwo nie zachwyca nawet pite w przybrowarnej restauracji. Widać, że browar rozwija się w tym samym kierunku, co inne na świecie. Oprócz podstawych Chişinău Blonde, Draft, Aoea oraz Chişinău Specială Tare produkuje też różne miksy piwa z lemoniadą czy z colą. Jedyna rzecz, która odróżnia go od europejskich lagerów to ciekawie zdobione butelki i kapsle otwierane pociągnięciem zawleczki. 

Naszą piwną przygodę kontynuowaliśmy następnego dnia. W czasie zakupów w supermarkecie przyjrzeliśmy się lokalnej ofercie. Tutaj również dominował Chisinau. Oprócz niego do wyboru było wiele gatunków piw ukraińskich i rosyjskich. Większość z nich już kiedyś piliśmy i nie znaleźliśmy nic, co zrobiłoby na nas wrażenie. 

Chisinau beer

Szukaliśmy czegoś nietypowego i trafiliśmy na piwo Kellers z minibrowaru Makler Plus. Jak się potem okazało był to bardzo dobry wybór. Kolejny raz przekonaliśmy się, że warto zwracać uwagę na to, co jedzą i piją miejscowi – w tym piwie jako jedynym były wyraźne braki na półkach.

Jest ono niestety dostępne tylko w butelkach PET. Taki system to domena wszystkich krajów byłego ZSRR. Nas szczerze mówiąc piwo sprzedawane w PET-ach raczej nie zachęca do konsumpcji. Kellers produkowany jest przez minibrowar mieszczący się w Budeşti. Przetestowalismy dwa piwa z niego pochodzące: jasne o ekstrakcie 11% i 4% alkoholu oraz ciemne o parametrach 14% ekstraktu i 4,7% alkoholu. Co ciekawe oba piwa są niepasteryzowane. Jasne nie było złe, jednak dopiero ciemne okazało się strzałem w dziesiątkę. Bardzo ładny, prawie czarny kolor, obfita, średniopęcherzykowa, ładnie koronująca piana, aromat chmielowy, smak słodowy z aromatami czekoladowymi, palonymi i umiarkowaną goryczką. Z czystym sercem możemy polecić to piwo.

Kellers beer, Moldova
Postanowiliśmy kontynuować nasze piwne wędrówki, jednak internet był bezlitosny – okazało się, że najlepsze, co można wypić z mołdawskich browarów mamy już za sobą. Z ciekawszych rzeczy, wszyscy polecali mały browar restauracyjny, który znajdował się dosłownie 500 metów od naszego hotelu. Jak to zwykle bywa z rzeczami położonymi tuż pod nosem, dotarliśmy tam dopiero ostatniego dnia naszego pobytu. 

Kiszyniów Beer House 

Beer House to, jak na warunki mołdawskie, lokal ekskluzywny, co widać między innymi po cenach, porównywalnych do innych tego typu obiektów w Europie Zachodniej. Klientela też jakby zachodnia, brak lokalnej młodzieży, której tłumy widać  w innych barach miasta. Browar oprócz piwa oferuje również bogate menu, jednak potraw lokalnych jest w nim niewiele. Wygląda to trochę tak, jakby mołdawianie wstydzili się swojej tradycji kulinarnej. Sam lokal sprawia miłe wrażenie: wnętrze z drewnianymi ławami, na ścianach kamień. Lokal jest dość duży, ale mimo, że odwiedzamy go w weekendowy wieczór, świeci pustkami. Centralne miejsce zajmuje duży bar, za którym znajduje się serce minibrowaru, czyli warzelnia z rocznym wybiciem ponad 2000 hektolitrów. 

Beer house brewery, Chisinau

My usiedliśmy na dużym tarasie, którego zieleń ładnie oddziałała nas od ulicy i  przystapiliśmy do próbowania piw. Można je zamówić w różnych pojemnościach, a najmniejszą, degustacujną jest 250 ml. Gdy okazło się, że do wyboru są tylko cztery piwa, nie zawracaliśmy sobie głowy szkłem degustacyjmym i zamówiliśmy od razu o dużym.

Beer House brewery, Chisinau

Dostępne piwa, zaczynając od jasnych, to BH Blonda (niefiltrowane), BH Blonda (filtrowane), mieszane BH Extra (niefiltrowane) oraz ciemne BH Bruna, również niefiltrowane. Piwa nie sprawiały złego wrażenia, były zdecydowanie lepsze od mołdawskiej średniej. Wszystkie były bardzo pijalne, lekko goryczkowe, bez wyraźnych defektów. Z tych czterech zdecydowanie wybijało się ciemne niefiltrowane. Duża, gęsta piana, mocne palone nuty, lekka goryczka sprawiły, że  bardzo przypadło nam ono do gustu. 

[photosetgrid layout=”13″]Beer House brewery, ChisinauBeer House brewery, ChisinauBeer House brewery, ChisinauBeer House brewery, Chisinau[/photosetgrid]

Po krótkiej przygodzie z piwem wróciliśmy jednak bez żalu do wina i zrobiliśmy zapasy do zabrania ze sobą do domu. Reasumując – Mołdawia to jednak wino, a wino to Mołdawia. Jeśli jednak postawnowicie sięgnąć po piwo, to również możecie trafić na coś dobrego. Generalnie ciemne piwa wydają się tam ciekawsze, a z perłek  polecamy minibrowary Kellers oraz BeerHouse w Kiszyniowie. Piwo raczej nie będzie czymś, dla czego warto przyjechać do Mołdawii, ale już tam będąc możecie pokusić się o spróbowanie kilku lokalnych produktów.

BlogNa stole

7 ciekawostek o winie, których dowiedzieliśmy się zwiedzając piwnice Cricova

24/07/2015 — by Magdalena Kuźma10

Cricova12-960x640.jpg

Winiarnia Cricova to obok Milestii Mici najbardziej znany kompleks winny w Mołdawii. To nie tylko setki kilometrów podziemnych piwnic i korytarzy, w których produkuje się i przechowuje wino, ale również ponad 500 hektarów winnic i ponad 5000 ton zebranych winogron rocznie. 

Wjazd na teren winnicy Cricova

Tunele, które do dziś służą do produkcji i przechowywania wina są o wiele starsza niż sama winnica. Ich historia rozpoczęła się kilka milionów lat temu, gdy tereny Mołdawii były przykryte płytkimi wodami, a na ich dnie z bezładnie ułożonych muszli powstawały warstwy specyficznego wapienia, zwanego muszlowcowcem. Współcześnie skała ta jest dobrym materiałem budowlanym, a w trakcie jej pozyskiwania powstały korytarze i tunele, które dziś tworzą kompleks Cricova.

Piwnice winne Cricova

1). Winorośl jest jedną z najstarszych roślin na świecie – ma ponad 10 milionów lat. Odpowiednie szczepy, urodzajne ziemie i słońce to sekrety mołdawskich win. Niektóre z lokalnych mołdawskich szczepów zyskały światowe uznanie i stały się międzynarodowymi. Słońca Mołdawii jeszcze nikt nie ukradł, ale ziemię już próbowano – w czasie II wojny światowej Niemcy z okolic Cricova wywozili ją pociągami.

[photosetgrid layout=”12″]Wjazd do piwnic CricovaPiwnice winne CricovaBeczki z winem w piwnicach Cricova[/photosetgrid]

2). Większość ludzi maksymę „wino im starsze, tym lepsze” uznaje za aksjomat, tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Większość win powinna być wypita w kilka lat po ich wyprodukowaniu, jedynie znikomy procent naprawdę dobrych można przechowywać dłużej niż kilkanaście, a tylko te najszlachetniejsze mogą być leżakowanie po kilkadziesiąt lat od daty produkcji. Kluczową sprawą jest oczywiście jakość owoców wykorzystanych do wytworzenia trunku. Cricova może pochwalić się posiadaniem w swojej kolekcji stuletnich win nadal zdatnych do spożycia. Co ciekawe, wiele win z ich zbiorów, które przestały nadawać się do spożycia zmieniło się w galaretkę i powoli kamienieje. Te zaskakujące procesy zachodzące w winie wciąż są obiektem badań enologów.

[photosetgrid layout=”11″]Piwnice winne CricovaPiwnice winne Cricova[/photosetgrid]

3). Idealna temperatura do przechowywania wina to 12 – 14 stopni Celsjusza, a wilgotność około 80%. Takie właśnie warunki panują w tunelach Cricova. Największym atutem piwnic jest stałość tychże, gdyż każda zmiana warunków przechowywania jest o wiele gorsza dla wina niż źle dobrane stałe parametry. Co ciekawe, wahania niekorzystnie wpływają na szczelność butelki. Wynika to z innej jest kurczliwości korka, i innej szkła. Ważne jest także zaciemnienie i brak drgań, dlatego do piwnic z tymi najbardziej wartościowymi trunkami turyści nie są wpuszczani, ani pieszo, ani tym bardziej samochodem. Te idealne do dojrzewania warunki powodują, że wielcy tego świata trzymają tutaj swoje trunki. Oprócz Vladimira Putina, swoje wina przechowuje tam na przykład Angela Merkel.

Wina Putina w Cricova

4). W Cricova znajduje się podziemna produkcja win musujących, prowadzona metodą szampańską. W specjalnie skonstruowanych stojakach, skierowane korkiem w dół, leżakują butelki z winem. Co dwa tygodnie wyjmuje się każdą i przekręca tak, aby pod korkiem zebrał się osad. I tak przez trzy lata. Po upływie tego czasu korek z osadem szybko się wyrzuca wstawiając nowy. Wykonuje się to bez naruszenia zawartości, poprzez zamrożenie szyjki butelki i szybką wymianę korka. Oczywiście tak powstają tylko najlepsze wina, większość tańszych przechodzi szybkie dojrzewanie. Ciekawe jest, że znane tanie wina musujące jak Russkoje Igristoje powstawały właśnie tutaj w Cricova.

[photosetgrid layout=”12″]Piwnice winne CricovaProdukcja wina musującego w CricovaProdukcja szampana w Cricova[/photosetgrid]

5). Kolekcja win w Cricova jest nieznacznie mniejsza niż w Milestii Mici. Początek dały jej zbiory nazistowskiego marszałka Göringa, w którego piwnicy znaleziono kilkanaście tysięcy najlepszych europejskich win. Zbiory trafiły do Mołdawii jako odszkodowanie za zniszczenia wojenne. Obecnie jest w nich 1,2 mln butelek i 640 gatunków win, za to jej wartość trudno nawet oszacować. Najstarsze wino w kolekcji to deserowe wino paschalne wyprodukowane w 1902 r. na terenach dzisiejszego Państwa Izrael.

Piwnice winne Cricova

6). W Mołdawii oprócz odmian międzynarodowych z powodzeniem uprawia się lokalne szczepy winorośli. Są to między innymi Feteasca Alba (white), Feteasca Regala (white), Feteasca Neagra (red), Rara Neagra (red), and Viorica (white). Nad wszystkim czuwa Insytut w Kiszyniowe, w którym hodowane są specjalnie odmiany odporne na mrozy i choroby. W Mołdawii powstaje również sporo win musujących, głownie ze szczepów pinot noir i chardonnay – bardzo chętnie używanych do produkcji wina musującego wspomnianą wcześniej klasyczną metodą produkcji.

Produkcja wina w CricovaCricova jest ekskluzywnym miejscem spotkań mołdawskich elit. W podziemnych salach często nawet obraduje rząd Mołdawii. W kompleksie położonym kilkadziesiąt metrów pod ziemią jest nawet specjalna sala z prawdziwym kominkiem – prawdopodobnie najgłębiej położonym kominkiem na świecie. Legenda głosi, że swoje urodziny obchodził tutaj Władimir Putin. Gościem Cricova był również Jurij Gagarin, który w piwnicach miał zgubić się nawet na kilka dni. Podobno gdy wytrzeźwiał i odnalazł wyjście, w księdze pamiątkowej napisał:

Łatwiej oderwać się od ziemi, niż wyjść z Cricovskich piwnic

[photosetgrid layout=”12″]Piwnice winne CricovaKominek w sali CricovaPodziemne korytarze Cricova[/photosetgrid]

Aby zdać sobie sprawę, jak wielkie są korytarze, jak potężne beczki w sobie kryją i ile butelek szampana jest przechowywanych w piwnicach zobaczcie film z naszej podziemnej podróży:

Blog

Gagauzja. Czy czeka nas powtórka z Krymu?

06/07/2015 — by Magdalena Kuźma10

gagauzja026-960x640.jpg

Gagauzja, niewielkie autonomiczne terytorium na południu Mołdawii, trzy miasta, kilkanaście wsi, niespełna dwieście tysięcy mieszkańców. Pola, łąki, nieużytki. Co ciekawego ma w sobie Gagauzja? Czy może zaoferować cokolwiek przeciętnemu turyście? Pomniki przyrody, wielowiekowe zabytki? Chyba nie. Wyjątkowość tego regionu wynika z jego sytuacji geopolitycznej. Jest on jedną z aren, na której zderzają się potęgi Wschodu i Zachodu. Do tego szala zwycięstwa zaczyna się ostatnio przechylać na stronę Moskwy.

Droga do autonomii

Gagauzi to niewielki naród o silnej prorosyjskiej orientacji, którego historię i kulturę postanowiliśmy zgłębić. Wybory polityczne właśnie tej społeczności mogą w najbliższym czasie zmienić rozkład sił w całej Europie. Ale zacznijmy od początku. 

Gagauzi przybyli na tereny Besarabii na przełomie XVIII i XIX wieku z terenów Dobrudży, historycznej krainy nad Morzem Czarnym. Skąd się tam wzięli? Historycy nie są zgodni, główne hipotezy wskazują na ich tureckie korzenie, jednak nie wyklucza się ich słowiańskiego rodowodu. Pewnym jest, że na przełomie XIV i XV wieku na ich pierwotnych terenach istniało państwo Oguzów, którego znak rozpoznawczy, szary wilk, do dziś uznawany jest za jeden z symboli Gagauzji. Państwo to zniknęło z mapy świata podbite przez Imperium Osmańskie. Po przybyciu do Besarabii Gagauzi, mimo licznych prób, nie stworzyli własnego państwa. Do najważniejszych wydarzeń doszło na fali rewolucji rosyjskiej – w 1906 roku proklamowana Republikę Komracką. Mimo, że powstanie trwało tylko 5 dni, do dziś jest podstawą gagauskiej tożsamości. 

Transport in Moldova

Dalsza historia Gagauzji to stałe związanie z ZSRR, a następny przełomowy moment to 1988 rok. W Komracie powstał klub dyskusyjny Lud Gagauski, który szybko przerodził się w ruch polityczny. Później wydarzenia potoczyły się szybko, w 1990 roku proklamowano Republikę Gagauską, jako byt pozostający w składzie ZSRR, ale niezależny od Mołdawskiej SRR. Po upadku związku radzieckiego Gagauzi znaleźli się w granicach Republiki Mołdawii, jednak już w 1994 roku powstało Terytorium Autonomiczne Gagauzji. Ostateczny kształt regionowi został nadany rok później, na podstawie referendum, w który Komrat wybrano, jako stolicę nowego politycznego tworu.

CO MUSISZ WIEDZIEĆ O GAGAUZACH

Gagauzja dziś

Dziś do Gagauzji możemy dostać się bez żadnych problemów. Droga z Kiszyniowa jest pełna dziur, czasami brakuje asfaltu, ale generalnie jest przejezdna. Formalna granica nie istnieje, jakby przegapić znak informujący, że wjeżdżamy do autonomii, można w ogóle nie zdać sobie sprawy, że wkracza się do Gagauzji.

Gagauzia

W końcu dotarliśmy do stolicy, miasta Komrat. Tutaj znajduje się parlament autonomii, swoją siedzibę ma również baszkan – prezydent Gagauzji. Do dziś nie wiemy, w jaki sposób zamiast znaleźć się na głównej arterii miasta trafiliśmy prosto na, położony niejako na uboczu, Komracki Uniwersytet Państwowy. Dość symboliczne. Uczelnia jest dumą całej Gagauzji, ale mimo że stanowi jeden z elementów ich tożsamości, to językiem wykładowym jest rosyjski. Dlaczego nie gagauski? Nie bez znaczenia jest wieloletnia rusyfikacja w czasach ZSRR, ale istotna jest też krótka historia języka gagauskiego w formie pisanej. Do przełomu XIX i XX wieku gagauski głównie był językiem mówionym. Moment przełomowy przyszedł w latach 50-tych XX wieku, kiedy to przystosowano cyrylicę do zapisu języka gagauskiego i rozpoczęto jego nauczanie w szkołach. Szybko powrócono do języka rosyjskiego. W 1993 roku parlament Mołdawii przyjął dla języka gagauskiego nową ortografię, opartą na alfabecie łacińskim i obecnie nauczenie gagauskiego jest obowiązkowe w szkołach podstawowych. Co ciekawe język ten, należący do tureckiej grupy językowej, mimo tak małej społeczności nim się posługującej, ma aż dwa dialekty.

Wracając do uniwersytetu – budynek, a w szczególności kampus, na tle innych prezentuje się dość okazale, co Komrat zawdzięcza głównie Turcji, która finansuje jego rozbudowę i działanie, wysyła również turecką młodzież na studia do Komratu. Dlaczego właśnie Turcy? Bo to najbardziej spokrewniony z Gagauzami naród. Mimo, że Gagauzi są prawosławni, a Turcy w większości reprezentują świat islamu, to dialog między tymi narodami trwa. Turcja udzieliła Gagauzom dużego wsparcia zarówno politycznego, jak i kulturowego w momencie tworzenia podstaw państwowości po upadku ZSRR. Jednak mimo wszystko Gagauzi największe sympatie kierują w stronę Federacji Rosyjskiej i Republiki Naddniestrza. 

W centrum Komratu

NAJWAŻNIEJSZE ATRAKCJE KOMRATU

W końcu trafiliśmy do samego centrum, pod budynek parlamentu. Nie zrobił on na nas wielkiego wrażenia, a jedyne co zwróciło uwagę, to stojący obok pomnik Lenina. Już po krótkim pobycie w Besarabii mogliśmy się przekonać, że na jej terenie wciąż jeszcze istnieje wiele zewnętrznych oznak byłej przynależności do ZSRR. Budynek parlamentu, w którym swoją siedzibę ma również baszkan, to dziś centrum państwowości pozostających w ciągłym konflikcie z Kiszyniowem Gagauzów. W 2014r. właśnie tutaj zapadły kluczowe dla autonomii decyzje. W opozycji do władzy centralnej, w Gagauzji przeprowadzono referendum, którego znaczenie trudno przecenić. Zdecydowana większość obywateli opowiedziała się za prawem Autonomii Gagauskiej do niepodległości, integracją w ramach Unii Euroazjatyckiej oraz odłączeniem się od Mołdawii w wypadku utraty przez nią suwerenności. Kiszyniów nie uznaje ani wyników, ani samego referendum. Sytuacja jest też skutecznie rozgrywana przez Federację Rosyjską – po podpisaniu przez Kiszyniów traktatu stowarzyszeniowego z Unią Europejską Rosja wprowadziła zakaz importu mołdawskich win i owoców. Embargo to nie objęło Gagauzji, co niewątpliwe wpłynęło na dalszy zwrot Komratu w kierunku Federacji Rosyjskiej i wzmocnienie pragnienia odłączenia się od Mołdawii.

[photosetgrid layout=”12″]Comrat, GagauziaComrat, Gagauzia
Gagauzja, monumet of Lenin[/photosetgrid]

Nasze następne kroki skierowaliśmy do cerkwi św. Jana będącej w zasadzie jedynym zabytkiem Komratu. Żółty budynek wyłamuje się z szarości miasta, a świątynia podobno jest ładnie zdobiona w środku, o czym nie udało nam się przekonać, gdyż była zamknięta. 

Comrat, Gagauzia

Warto również odwiedzić znajdujące się niedaleko Muzeum Historyczno – Etnograficzne. Ponieważ Ola najpierw zobaczyła świetny plac zabaw tuż obok cerkwi, a po intensywnych zabawach i zapoznaniu z gagauską koleżanką zrobiła się głodna, postanowiliśmy poszukać jakiegoś baru z lokalnym jedzeniem. Szybko polegliśmy, jeżeli chodzi o lokalne jedzenie, bo niczego takiego w centrum nie znaleźliśmy i usiedliśmy w jednym z barów znajdujących się przy centralnym skwerze. Dość powszechne jest to, że w krajach pograniczna o wiele łatwiej zjeść pizzę, czy hot – doga, niż coś z lokalnej kuchni. Co gorsze, nasz kelner nawet nie był w stanie wskazać, które wina z karty pochodzą z Gagauzji. Ostatecznie przetestowaliśmy naddniestrzańskie brandy i koktajle owocowe. Najważniejsze jednak było to, aby nakarmić Olę. Wiadomo, że głodna Ola, to zła Ola, a zła Ola to najgorsze, co może nam się przydarzyć nie tylko w Gagauzji, ale w każdym możliwym miejscu. Na szczęście te sprawy udało nam się załatwić we wspomnianej wyżej restauracji i pomimo, że nie było tam krzesełka do karmienia, ani nic w menu co nadawało by się dla rocznego dziecka, Ola wyszła z pełnym brzuszkiem. Zazwyczaj, w którymś z naszych przepastnych bagaży można znaleźć dziecięcy obiadek w słoiczku, więc nie martwimy się o lokalne menu. Cały plac, jak na warunki mołdawskie, robi świetne wrażenie: tandetna, ale równo ułożona kostka Bauma, nowy plac zabaw dla dzieci, działające fontanny i kilka zupełnie europejskich restauracji. Wszystko to oczywiście najbardziej spodobało się Oli. 

[photosetgrid layout=”13″]Comrat, GagauziaComrat, GagauziaComrat, GagauziaComrat, Gagauzia[/photosetgrid]

A sam Komrat? Mieliśmy mieszane uczucia – prowincjonalne miasteczko, centra handlowe kontrastujące  z wszechobecną biedą. Rusofilstwo Gagauzów widoczne jest na każdym rogu, obok flag Gagauzji powiewają flagi Federacji Rosyjskiej, w samochodach na lusterkach wiszą gieorgijewskie lentoczki, a gdzieniegdzie można znaleźć plakaty z wizerunkiem Putina. Oznak przynależności do Mołdawii jakby brak. W restauracji, w której jedliśmy usłyszeliśmy z pewnością prawdziwe stwierdzenie, że Komratu i Kiszyniowa nie łączy już nawet wino. Datę jednego z głównych świąt Mołdawii, Festiwalu Wina, w Komracie zmieniono na tydzień późniejszą niż w Kiszyniowie.

Spacer po ulicach miasta nie był łatwy, poza głównymi ulicami chodniki raczej się rozpadają. Pejzaż miasta to centra handlowe na przemian z rozpadającymi się chatkami. W Komracie nazwy ulic i szyldy sklepowe są po rosyjsku, z wyjątkiem oficjalnych tabliczek, ciężko uświadczyć język mołdawski. W zasadzie to nawet nie mołdawski, a rumuński. Decyzją Trybunału Konstytucyjnego Mołdawii z grudnia 2013, językiem urzędowym kraju jest język rumuński, a nazwa „język mołdawski” oznacza język rumuński stosowany na terytorium Mołdawii. Na tę decyzję zareagowała nawet Wikipedia, zniesiono mołdawską wersję i dla obu krajów istnieje tylko rumuńska. Gagauzi natomiast, jak opowiadał nam kelner mówiący wyłącznie po rosyjsku, mają dla swojego języka własną! Na ulicach miasta wydawało nam się, że w większości słyszeliśmy rosyjski, ale podobno język gagauski zachował się jeszcze na wsi.

[photosetgrid layout=”12″]GagauziaGagauzjaGagauzia[/photosetgrid]

Gagauska prowincja

W Komracie nie znaleźliśmy wielu śladów Gagauzji i licząc, że prowincja jest zawsze bardziej konserwatywna, ruszyliśmy na wieś. Pierwsze, co po wyjeździe ze stolicy rzuca się w oczy to porozrzucane wszędzie śmieci. Walają się na polach i drogach; czasami jadąc polną drogą wydawało nam się, że jedziemy wzdłuż wysypiska śmieci. Kontrast ze śmieciami tworzą zielone latem pola uprawne. Dominują oczywiście winogrona.

Gagauzja

Poza stolicą nie da się nie zauważyć biedy, której w mieście tak wiele nie ma. Niski poziom mechanizacji rolnictwa zastępowany jest wielką inwencją miejscowej ludności – spotykamy dziwnie przerobione motory oraz traktory. Dziś w Europie chyba tylko tutaj można spotkać zaprzęgi z osłami, czy konne wozy drabiniaste. Cechą charakterystyczną wszystkich wsi są pięknie zdobione studnie oraz przydrożne kapliczki i skromne, ale często wymyślnie zdobione domy. Co ciekawe, wiele wsi jest skanalizowanych, jednak woda z wodociągów jest za droga i mieszkańcy nadal używają studni. Ciężko zrozumieć, że w prawie każdym domu jest telefon, telewizor i gaz, a tylko w co drugim bieżąca woda. 

Gagauzja

Życie skupia się wokół sklepów lub cerkwi. Świątynie z zewnątrz wyglądają niezbyt okazale, ale w środku prezentują się ciekawie. Szczególnie na nie zwracaliśmy uwagę, bo prawosławie jest jedną z rzeczy, która jednoczy Gagauzów. Dziś ta religia w Europie Wschodniej jest bardzo rozpowszechniona, a w czasach panowania imperium osmańskiego była jednym z elementów tożsamości narodowej. Tradycji tej nie zniszczył nawet Związek Radziecki. Obecnie w odbudowie prawosławia pomaga państwo, co widać po licznych, nowowyremontowanych świątyniach. 

[photosetgrid layout=”13″]Gagauzja, AvadarmaGagauzia GagauziaAvdarma, Gagauzia[/photosetgrid]

Wjeżdżamy do jednej ze wsi na południu Gagauzji, kompletną ciszę przerywa tylko bicie dzwonu. Cerkiew w środku robi wrażenie, jednak liczba wiernych nie jest oszałamiająca. Wydaje się, że prawosławie jest tutaj traktowane jako element tożsamości kulturowej, a nie przywiązanie do religii. Potwierdzają to badania naukowe – więcej Gagauzów deklaruje się jako prawosławni, niż jako wierzący. Udajemy się obejrzeć przycerkiewne pomniki. W tym rejonie jest ich równie dużo jak cerkwi. Najczęściej poświęcone są bohaterom wojennym, albo pomordowanym w czasie wojny. Nie wszystkie pochodzą z czasów ZSRR, niektóre są z wcześniejszego okresu, np. w Wulkaneszti znajduje się wysoki pomnik upamiętniający zwycięstwo Cesarstwa Rosyjskiego nad Turkami. Pomniki ku chwale Armii Czerwonej można bez trudu odnaleźć niemal wszędzie. Widać, że pamięć o przodkach jest ważna w Gagauzji, a tradycja budowania pomników jest kontynuowana. W Avadarmie trafiliśmy na nowo zbudowany memoriał ofiar okupacji niemieckiej. 

[photosetgrid layout=”22″]Gagauzia, AvadarmaAvdarma, GagauziaGagauzia, AvadarmaGagauzia, Avadarma[/photosetgrid]

Pomniki są zadbane, widać, że ktoś niedawno składał kwiaty. To dość dziwne, że w kraju, który nigdy nie miał armii, tak wiele jest pomników poległych żołnierzy. Najczęściej ginęli oni w czasie II wojny światowej i wojny afgańskiej. Sytuacja z armią może szybko ulec zmianie, jako że niedawno parlament Gagauzji postanowił stworzyć Gwardię Narodową, która właśnie może stać się zaczątkiem armii tej autonomii. Jakie niesie to ze sobą konsekwencje, możemy się tylko domyślać. Podobna sytuacja miała miejsce w 1991 roku, gdy Gagauzi utworzyli namiastkę sił zbrojnych – batalion „Budżak” złożony z kilkuset ochotników. Mołdawia postraszyła, że batalion zostanie rozwiązany siłowo, w reakcji na co w Komracie natychmiast pojawili się wysłannicy z Moskwy z obietnicami wsparcia wojskowego. Tamta sytuacja została rozwiązana pokojowo, jednak przy kolejnej próbie sił Moskwa może nie zrezygnować z możliwości zaistnienia w tym regionie. 

Co zobaczyć w Gagauzji

Quo vadis Gagauzja?

Co dalej będzie z Gagauzją? Ciężko przewidzieć. Już tydzień po naszym wyjeździe sytuacja zmieniła się diametralnie. Kilka dni temu doszło do zmiany na stanowisku mera w Komracie. Wybory zupełnie niepodziewanie wygrał Serghei Anastasov z prorosyjskiego ugrupowania „Nasza Partia”, pokonując wieloletniego mera Nicolai Dudoglo, popieranego między innymi przez związek „Nasza Gagauzja”. Wydaje się, że wyborcy wystawili rachunek za przyłączenie „Naszej Gagauzji” do prounijnej Mołdawskiej Partii Demokratycznej.

Nicolai Dudoglo przegrał również wybory na stanowisko baszkana, które objęła hołubiona przez Moskwę Irina Vlah, otwarcie przyznająca, że przyszłością Gagauzji są ścisłe relacje z Rosją.

Czy te zmiany symbolizują zaostrzenie polityki Gagauzji w stosunku do Kiszyniowa? Takie są deklaracje polityków, ale należy zauważyć, że w samym Kiszyniowie również zachodzą zmiany. W związku z zarzutami o sfałszowane wykształcenie, do dymisji podał się premier Mołdawii Chiril Gaburici. Sformowanie nowego rządu przez proeuropejskie partie może być trudne, a nowe wybory mogą oznaczać nowy rozkład sił. W ostatnich wyborach parlamentarnych, ze względu na zarzuty o finansowanie z Moskwy, do startu nie dopuszczono wspominanej wcześniej „Naszej Partii”, która osiąga coraz lepsze notowania w sondażach i właśnie zdobyła merostwa Bielic i Komratu. W związku z kryzysem rządowym i aferą bankową spadają notowania proeuropejskich partii.

Nowe wybory mogą przynieść nowe rozstrzygnięcia: wygrana prorosyjskich partii może zbliżyć Komrat i Kiszyniów, wynik przeciwny może z kolei skłonić Gagauzję do podjęcia prób zwiększenia swojej autonomii. Warto więc na pewno odwiedzać Mołdawię w najbliższym czasie i nie zapominać o Gagauzji, bo można trafić na moment, gdy historia stworzy się na naszych oczach.

Gagauzja

Blog

5 książek, które warto przeczytać jadąc do Mołdawii

29/06/2015 — by Magdalena Kuźma1

books005-960x640.jpg
Mołdawia to dość mało znany kraj, jednak naszym zdaniem bardzo ciekawy. W tym niewielkim państwie, jak w soczewce skupia się wiele kwestii krajów pogranicza, zawieszonych między wschodem, a zachodem. Do tego, aby zrozumieć Mołdawię często trzeba ją czytać w szerszym kontekście, kulturowym i historycznym, w cieniu dawnego Imperium.
Dziś chcielbyśmy polecić Wam kilka książek, które warto przeczytać wybierając się do tego kraju. Wydaje nam się, że są to wartościowe pozycje pomagające poczuć mołdawską specyfikę i dać się porwać klimatowi tego kraju. Jeśli nie wiecie w ogóle, dlaczego warto się tam wybrać, polecamy lekturę naszego tekstu.

W sumie poniższe pozycje polecamy nie tylko tym wybierającym się do Mołdawii, ale wszystkim ciekawym tego rejonu świata, pragnącym wiedzieć więcej, zrozumieć lepiej i poznać problemy tej części Europy.

  1. Ryszard Kapuściński Imperium
    W zasadzie Kapuściński to klasyka i wszyscy już go czytali, ale z uznania dla autora postanowilismy umieścić Imperium na naszej liście. Pierwsze nasze zetknięcia się z tą książką miało miejsce klilanaście lat temu w czasie przygotowań do podroży koleja transsyberysjką. Zachwyceni kilka razy do niej wracaliśmy. Obowiązkowa lektura dla wszystkich udających się na wschód. Jest to reportaż z kilkuletniej podroży autora po krajach rozpadającego się ZSRR. Książka jest próbą opisu przemian w obrębie Imperium, jednak jak pisze sam autor: całość nie kończy się wyższą i ostateczną syntezą, lecz przeciwnie — dezintegruje się i rozpada, a to dlatego, że w trakcie pisania książki rozpadowi uległ jej główny przedmiot i temat — wielkie mocarstwo sowieckie.
  2. Anne Applebaum Między Wschodem a Zachodem. Przez pogranicza Europy
    Większość kojarzy autorkę głównie z jej najsłynniejszego działa Gułag. Między Wschodem a Zachodem. Przez pogranicza Europy to mniej znana książka Ann Appelbaum, ale również warta przeczytania. Jest zapisem podroży autorki od wybrzeży morza Bałtyckiego aż po morze Czarne. Anne Applebaum odwiedziła Kalinigrad, Litwę, Białoruś, Ukrainę i Mołdawię. Autorka w swojej książce nie tylko skupia się na procesach politycznych, ale również opisuje konkurujące ze sobą religie, kultury, nacjonalizmy w obrębie państw pograniczna. Książka została wydana w 1994 roku i dziś z perspektywy niektóre opinie autorki wydaja się bardzo naiwne, czasami denerwuje również jej dziwnie się rzeczami, które dla mieszkańców Europy Wschodniej wydają się całkiem normalne. Z drugiej zaś strony to spojrzenie z zewnątrz w połączeniu z solidną wiedzą historyczną jest naszym zdaniem jednym z atutów książki.
  3. Andrzej Stasiuk Jadąc do Babadag
    Kolejny klasyk. Wydana w 2004 roku opowiada o podroży nie tylko przez Europę Wschodnią, ale przede wszystkim w głąb świadomości mieszkańców tych terenów. Opisy rzeczy błahych papierosów, biletów stają się pretekstem do przemyśleń dotyczących erozji cywilizacji na tych terenach. Autor przemierza Polskę, Słowację Wegry, Rumunię, Słowenię, Albanię, w zasadzie niewiele miejsca poświęca Mołdawii. Dlaczego więc warto ją przeczytać? Bo w tej książce geografia nie jest najważniejsza, autor w swoich opisach skupia się na pojedyńczych ludziach, małych społecznościach, ich problemach i obecnym życiu, a te wspólne są dla wszystkich krajów pograniczna. W jego opisach peryferiów miasto jest nienaturalną naroślą, czymś obcym, tak na przykład pisze o blokowiskach Kiszyniowa: Gigantyczne nagrobki wetknięte w urodzajną, pulchną ziemię. Kamienne tablice egalitaryzmu. Termitiery wszechświatowego postępu. Nowe Jeruzalem w stanie śmierci technicznej. Świetny wybór dla wszystkich, dla których podróżowanie to coś więcej niż zwiedzanie muzeów i zabytków.
  4. Bogumił Luft Rumun goni za happy endem
    Książka jest wielowątkowym opisem Mołdawii i Rumunii z perspektywy Polaka. Tym, co wyróżnia tę pozycję na tle poprzednich jest fakt, że autor nie jest podróżnikiem, tylko w opisywanych krajach spędził pół życia jako ambasador Rzeczpospolitej Polskiej, najpierw w Rumunii, a ostatnio w Mołdawii.

    Książka ta jako jedyna pokazuje inną tożsamość Mołdawian, w pozostałych pozycjach opisywanych jako żyjących w cieniu imperium rosyjskiego. Tutaj znajdziemy opis życia w cieniu i prób dogonienia bogatszej Rumunii, wszak Mołdawianie i Rumuni mają wpsólną, hisotrię, język i tradycję. Bogumił Luft pisze o ich wzajemnej bliskości, o wspólnym postsowieckim dziedzictwie, walce z kompleksami, wielonarodowej tradycji, ale też o skomplikowanych stosunkach, jakie ich dzielą. W książce mieszają się style, część jest pamietnikiem autora z jego pracy, część to kompedium wiedzy o historii, a przez to, że książka została wydana w 2014 roku, dostarcza dość świeżej wiedzy na temat skomplikowanej sytuacji geopolitycznej regionu. Naszym zdaniem jest to najbardziej akutualny i pełny opis tych dwóch słabo znanych w Polsce krajów – Rumunii i Mołdawii.

  5. Judyta Sierakowska Mołdawianie w kosmos nie lietajut biez wina
    Nasze ostatnie odkrycie i bardzo pozytywne zaskoczenie. Trafiliśmy na nią przypadkowo, dopiero po powrocie z Gagauzji. Dość świeża książka wydana w 2015 roku, jednak dotycząca wydarzeń toczących się kilka lat wcześniej. Sierakowska spisała kilka miesięcy ze swojego życia, które spędziła w Mołdawii. Odwiedza Kiszyniów, Naddniestrze, a najwięcej czasu i uwagi poświęca Gagauzji najbiedniejszemu zakątkowi najbiedniejszego kraju w Europie. Przeplatana absurdalnymi wydarzeniami opisana jest historia Gagauzów, ich zwyczaje i wiele ciekawostek. Ilość anegodot jest tak duża, że aż trudno uwierzyć, ze to wszystko mogło wydarzyć się naprawdę. Część książki poświęcona jest opisowi Polonii w Mołdawii, co czyni ją jeszcze bardziej wartościową. Jest to jedyne nieakademicke kompendium wiedzy o tym Gagauzach wydane w języku polskim.

Blog

Tak podróżuje się tylko w Mołdawii

26/06/2015 — by Magdalena Kuźma0

cars014-960x640.jpg

Zdecydowanie nie są to kubańskie oldtimery, niektóre sprawiają wrażenie, jakby już nigdy nie miały ruszyć się z miejsca, mimo to, a raczej właśnie dlatego zwracają na siebie uwagę. Pojazdy w Mołdawii. Kolejne muzeum epoki, czym starsze, tym bardziej kolorowe, jakby specjalnie chciały wyróżnić się z tłumu i nie dać o sobie zapomnieć. Dumnie prą do przodu nie zważając na przeciwności mołdawskich szos, wśród nich konie, osły, samochody. Przyciągają wzrok. Z czasem takie obrazki na pewno znikną, być może to jedna z ostatnich chwil, żeby się nimi nacieszyć.

Kliknij na zdjęcie aby otworzyć galerię

[photosetgrid layout=”2131312121″]Transport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in Moldovatransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in Moldovatransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in MoldovaTransport in Moldova[/photosetgrid]

Blog

Witamy w Mołdawii! 10 powodów, dla których warto odwiedzić Besarabię.

24/06/2015 — by Magdalena Kuźma24

osilo2-960x589.png

Mołdawia, niewielkie państwo we wschodniej Europie nie jest miejscem, do którego pielgrzymują tłumy turystów. Kilka lat temu odwiedzając ten kraj po raz pierwszy mieliśmy wrażenie, że jedyne, czego szukają tu przyjezdni, to kliniki stomatologiczne. Tym razem jednak zauważyliśmy, że w kraju pojawiają się coraz większe ilości turystów. Powstają nawet punkty informacji turystycznej, na razie z płatnymi mapkami miejsc wartych odwiedzenia, ale wszystko jeszcze przed Mołdawią. Baza noclegowa jest ciągle słaba, transport kuleje, przekraczanie granic jest trudne, jednak naszym zdaniem, mimo wszystko, historyczne tereny Besarabii warto dziś odwiedzić. Przeczytajcie dlaczego.

1. Wino

Piszesz Mołdawia, myślisz wino. Ten trunek towarzyszy Mołdawianom od urodzenia, aż po śmierć. W chwilach radości i smutku. Jest obecny przy śniadaniu, kolacji i obiedzie, dostaniemy go wszędzie, z beczki, w butelkach, czy zwyczajnie na szklanki. Do tego w każdym domu jest mała piwniczka, gdzie gospodarz przechowuje przynajmniej kilkaset litrów własnych wyborów. Po latach bycia częścią ZSRR, w którym stawiano głównie na ilość, wina mołdawskie osiągają coraz lepszą jakość, dość powiedzieć, że dwór brytyjski zaopatruje się właśnie w Mołdawii, a podobno ulubionym gatunkiem królowej Elżbiety II jest mołdawski Negru de Purcari.

Moldovan wine

Gdy delektowanie się winem już Wam się znudzi, pamiętajcie, że Mołdawia to też bardzo cenione brandy!

2. Winiarnie

Jak pisaliśmy Mołdawia winem stoi – 20 procent PKB kraju pochodzi właśnie z tego przemysłu, tu znajdują się największe na świecie piwnice winne. Winiarnia Milesti Mici, bo o niej mowa, przechowuje prawie 2 miliony butelek wina w podziemiach, których korytarze mają około 200 km długości. Takie liczby chyba na każdym zrobią wrażenie. Druga w kolejności, nieco mniejsza Cricova, posiada równie imponujące zbiory winne, a do tego podziemną produkcję win musujących. Polecamy odwiedzić przynajmniej jedną, aby zobaczyć korytarze tak wielkie, że zwiedza się je samochodami lub elektrycznym pociągiem. Oprócz dwóch największych godna uwagi jest jeszcze jedna, znaczenie mniejsza, za to najstarsza winiarnia mołdawska – Purkari. To z niej pochodzą najsławniejsze lokalne wina Negru de Purcari.

moldova006

Jeżeli znudzą Wam się wielkie winiarnie, warto odwiedzić jedną z lokalnych położonych z dala od głównego szlaku.

3. Tygiel kulturowy i polityczny

Z pozoru wydaje się, że tak mały kraj nie byłby w stanie pomieść kilku narodowości i różnych rejonów autonomicznych wewnątrz swoich granic. Tymczasem mołdawski lewobrzeżny Dniestr, zamieszkały głównie przez Rosjan i Ukraińców to Naddniestrze, region de facto funkcjonujący jako niepodległe państwo. Południowe tereny kraju stanowią Autonomiczne Terytorium Gagauzji, w którym ponad 80% ludności stanowią tureckojęzyczni prawosławni chrześcijanie – Gagauzi. Jeszcze ciekawiej jest jeśli chodzi o języki: oficjalnym jest mołdawski, jednak większość mieszkańców nie potrafi się w nim porozumiewać i głównym sposobem komunikacji pozostaje rosyjski, który jest uznany za oficjalny w Gagauzji oraz Naddniestrzu.

moldova017

Jeżeli nadal mało Wam różnorodności, polecamy udać się do Styrczy zwanej ‚Małą Warszawą’ – stolicy polskiej emigracji w Mołdawii.

4. Krajobrazy, studnie i ołtarze

Mołdawia dziś to najmniej zurbanizowany zakątek w Europie, nawet stolica, poza kilkoma miejscami, wygląda jak większa wieś. Nigdzie w Europie nie znajdziecie takich przestrzeni nieskażonych przemysłem. Jadąc przez Besarabię mijamy niekończące się, a jakże, winnice, pola słoneczników i sady owocowe, a wszystko to poprzetykane niewielkimi wioseczkami z pięknie zdobionymi studniami i przydrożnymi ołtarzami, które są tak charakterystyczne dla Mołdawii. Widoki są piękne o każdej porze roku, latem kraina jest niesamowicie zielona, jesienią żółto-pomarańczowa, zimą czasami spadnie niewielka ilość śniegu, ale już po kilku tygodniach wszystko ponownie zakwita.

mold13

Znudzeni płaskimi terenami Mołdawii możecie pokusić się o zdobycie jej najwyższego szczytu Dealul Bălănești. Ma on niespełna 430 metrów.

5. Sielskie życie

Jak już wspomnieliśmy, nieodłącznym elementem krajobrazu w tym państwie są urocze wsie. Stare mołdawskie powiedzenie mówi, że każdy mężczyzna musi zbudować dom, spłodzić syna, zasadzić drzewo i zbudować studnię. Te charakterystyczne dla regionu studnie, liczne kapliczki i ołtarzyki oraz skromne, ale często wymyślnie zdobione domy, tworzą niepowtarzalny klimat mołdawskiej wsi. Co ciekawe, wiele wsi jest skanalizowanych, jednak woda z wodociągów jest za droga i mieszkańcy wolą nadal używać studni. Mimo, że wsie nie są bogate, to ludzie niezmiernie życzliwi i otwarci. 

MoldovaA jeżeli znudzi się Wam spokojna i skromna mołdawska wieś, polecamy odwiedzić Soroki, światową stolice Romów i zobaczyć ich całą bizantyjską dzielnicę.

6. Good Bye, Lenin

Kojarzycie film, w którym syn komunistycznej aktywistki, po obaleniu Muru Berlińskiego w trosce o zdrowie matki tworzy przed nią iluzję dawnego świata? Gdyby rzecz działa się w Mołdawii, nie zabrakłoby by scenografii. Pomniki Władimira Iljicza Uljanowa wciąż zdobią centra Tyraspola i Komratu. Gdzieniegdzie można natknąć się na innego rodzaju pomniki, na przykład przodowników pracy, czy ku czci traktora. Już wjeżdżając do stolicy trafiamy na bramę Kiszyniowa – dwa olbrzymie bloki, stojące po obu stronach drogi, sięgające kilkunastu pięter. Im dalej od ulicy, tym budynek jest niższy, a całość wygląda jak uchylona brama do podróży w czasie. Jednak nie liczcie na podróż w czasie, w obu stolicach szybko rozwija się raczkujący kapitalizm i spójna do tej pory architektura, być może dyskusyjnej urody, jest zakłócana szklanymi wątpliwej urody i lekkości budowlami.

mold5

Jeżeli poczujecie się przytłoczeni szarością socrealizmu, możecie wstąpić do ikony kapitalizmu, restauracji McDonalds, która oprócz darmowego WIFI oferuje również piwo.

7. Bocian i wino, czyli mołdawskie twierdze

Jedna z mołdawskich legend opowiada historię oblężenia lokalnej twierdzy, kiedy to w czasie długiej blokady wewnątrz fortecy brakowało już wody i jedzenia. Pewnego dnia niespodziewanie nad warownię nadleciały bociany z kiśćmi winogron w dziobach, upuściły je na dziedziniec twierdzy wprost pod nogi oblężonych. Dało im to możliwość posilenia się oraz podniosło morale załogi, która odzyskała wiarę w zwycięstwo. Bocian trzymający w dziobie winogrona stał się symbolem mołdawskiego winiarstwa i a historia mołdawskich twierdze splotła się z winem. Dziś najsłynniejszą warownią jest ta w Sorokach, wybudowana w XV wieku, aby chronić Mołdawię przed najazdami Tatarów. Warta odwiedzenia jest również twierdza w Benderach, której budowę zapoczątkował Stefan III Wielki, a ostateczny kształt nadało Imperium Osmańskie. Dziś twierdze te stały się jednym z elementów tożsamości Mołdawian, przypominając o złotym okresie w historii kraju. Mołdawianie są z nich dumni do tego stopnia, że umieszczają je na monetach, dokumentach urzędowych, a nawet dowodach osobistych.

moldova003

Jeżeli wciąż będziecie czuli niedosyt, podpowiadamy, że całkiem niedaleko można zwiedzić twierdzę Akerman w ukraińskim Białogrodzie nad Dniestrem.

8. Życie z Bogiem czyli klasztory i cerkwie

Gdy Bóg rozdawał ziemię wszystkim narodom, Mołdawian nie było. Jedni mówią, że po prostu zaspali, inni zaś nieobecności przypisują ilości wypitego dzień wcześniej wina. Gdy pojawili się przed Bogiem, ten załamał się, bo wszystkie tereny już rozdał, ale pogłowił się i nie chcąc zabierać ziemi innym nacjom powiedział „Chodźcie, zamieszkacie ze mną w raju”. Jak głosi jedna z legend tak powstała Mołdawia, a jej mieszkańcy do dziś dziękują Bogu za ten dar. Centrum mołdawskiego prawosławia to kompleks klasztorny Orheiul Vechi z wykutą w skale cerkwią i klasztornymi pieczarami z XII wieku oraz Sobór Narodzenia Pańskiego w Kiszyniowie. Mołdawskie Cerkwie z zewnątrz nie zawsze robią oszałamiające wrażenie, jednak zazwyczaj w środku są olśniewające. Żeby dokładnie poczuć ducha mołdawskiego prawosławia, oprócz tych najsłynniejszych, polecamy również odwiedzić mniejsze, bardziej kameralne, a czasem nawet bardziej natchnione świątynie.

mold19

Jeżeli znudzicie się prawosławiem, spróbujcie odnaleźć w Kiszyniowie synagogę oraz jeden z największych cmentarzy żydowskich w Europie.

9. Podróż marszrutką

Mimo, że Mołdawia jest dość małym krajem, to podróże zajmują tam stosunkowo dużo czasu. Kolej praktycznie nie istnieje, tabor i linie są w fatalnym stanie. Pomimo tego, że podobnie jest z drogami, to główny środek transportu w Mołdawii stanowią marszrutki. To kursujące nieregularnie, stare, przeładowane busy, a podróż nimi to prawdziwa przygoda. Najbardziej chyba doskwiera w nich gorąco, a kiedy wylewający siódme poty turysta marzy o otwarciu okna, przeciętny Mołdawianin nawet o tym nie pomyśli. Czy to kwestia przyzwyczajenia? A może wiary w to, że przez otwarte okna uciekają dobre duchy? Co ciekawe równie gorąco jest zimą, bo wówczas ogrzewanie musi być zawsze ustawione na maksimum. Gdy nieobyty turysta rozbiera się już z ostatniej wierzchniej warstwy, Mołdawianie dopiero ściągają futrzane czapki. Istny Taszkient.

moldova018

Gdy skończy się Wam cierpliwość do marszrutek, polecamy podróż autostopem. Chętnie zatrzymują się nie tylko auta osobowe, ale też wszelkie inne pojazdy. Nie pogardzajcie niczym, niezłą przygodą może być nawet wóz drabiniasty.

10. Kwas na kaca

Łącząc ze sobą piękne okoliczności przyrody, mołdawskie wina, kuchnię oraz znakomitych współbiesiadników można obawiać się trudnych poranków. Jeśli przesadzicie z zabawą, a nie możecie skorzystać ze starej mołdawskiej mądrości „czym się zatrułeś, tym się lecz” to polecamy kwas chlebowy. Nigdzie na świecie nie znajdziecie lepszego.

moldova013

Miłego pobytu w Mołdawii!

BlogNa stole

Piwnice Milestii Mici – winne rekordy Guinessa

21/07/2015 — by Magdalena Kuźma4

MM10-960x640.jpg

Wyobraźcie sobie kilkaset kilometrów wypełnionych winem piwnicznych korytarzy, kilka milionów butelek, tysiące hektolitrów trunku w beczkach, setki roczników, dziesiątki szczepów, podziemia tak wielkie, że zwiedza się je samochodem. Tak wygląda duma Mołdawii – winiarnia Milestii Mici. Nie ma znaczenia czy lubisz wino, będąc w Mołdawii musisz tam być.

Co kryje kompleks, dlaczego warto go odwiedzić? Wyrusz z nami w winną przygodę!

1). Korytarze

Milestii Mici to największe na świecie piwnice winne, wszystkie korytarze tworzą wielopoziomowy labirynt o długości ponad 200 km. Z każdym pokonanym metrem, zupełnie tego nie czując, udajemy się cały czas głębiej i głębiej pod powierzchnię ziemi. W najgłębszym miejscu piwnice położone są 85 m pod powierzchnią ziemi. Tunele pierwotnie służyły za sztolnie, na tych terenach pozyskiwano kamień do budowy Kiszyniowa. Dopiero w latach 70-tych postanowiono wykorzystać wyrobiska w przemyśle winnym. Stała temperatura niezależnie od pory roku i wysoka wilgotność okazały się idealnie nadawać do dojrzewania i przechowywania wina. Jak już wspomnieliśmy korytarze zwiedzamy samochodem, co jakiś czas zatrzymując się na krótkie piesze wycieczki. Piwnice są tak duże, że mają skrzyżowania z sygnalizacją świetlną, a dla ułatwienia nawigacji poszczególne ulice mają swoje nazwy pochodzące, a jakże od gatunków winorośli.

[photosetgrid layout=”1″]Piwnice winne Milestii Mici[/photosetgrid]

Jedź prosto ulicą Sauvignon, następnie skręć w prawo w ulicę Cabernet – w taki sposób przewodnik instruował nas w czasie jazdy.

2). Beczki

W trakcie jazdy samochodem przez podziemne uliczki mijamy rzędy wielkich beczek, w których leżakuje wino, niektóre mają po kilkadziesiąt lat, a zbudowane są ze specjalnie sprowadzanego z Rosji dębu kaspijskiego i uralskiego. Beczki są dość nietypowe, wielkie, mają po kilka tysięcy litrów pojemności i przekrój elipsy. To nie błąd bednarza – po spuszczeniu wina, przez specjalny umieszczony na froncie otwór filigranowe kobiety wchodzą do środka, aby je umyć. Jajkowaty kształt umożliwia przyjęcie pozycji stojącej i szybkie oczyszczenie wnętrza. Czasu na pracę jest mało, gdyż przebywając w środku szybko można odurzyć się samymi oparami pozostałymi po trunku.

[photosetgrid layout=”1″]Piwnice winne Milestii Mici[/photosetgrid]

W czasach ZSRR, w ramach racjonalizacji wszystkiego, próbowano odejść od beczek i w podziemiach wylano betonowe baseny, które miały służyć do dojrzewania wina. Pomysł na szczęście upadł i do dziś wino przechowywane jest w tradycyjny sposób.

3). Złota Kolekcja Milestii Mici

Klejnoty w koronie Milestii Mici. Ponad dwa miliony butelek schowanych na głębokości 80 metrów, najlepszych roczników przygotowanych według starych mołdawskich tradycji. Każda nisza, w której złożone są butelki została skatalogowana i opisana, czego uwieńczeniem było wpisanie w 2005 roku zakładu do Księgi Rekordów Guinnessa, jako miejsca, posiadającego największą na świecie zbiory wina. Część z nich wystawiona jest na widok publiczny, inne schowane są przed wzrokiem turystów w tajnych pomieszczeniach labiryntu. Niech Was nie zwiodą kurz i pajęczyny na butelkach, one tylko świadczą o idealnych warunkach przechowywania. Wino nie ceni sobie niczego bardziej niż cisza, spokój i brak jakichkolwiek, nawet najmniejszych wstrząsów.

[photosetgrid layout=”1″]MM5[/photosetgrid]

Co ciekawe już za 200 euro rocznie możemy stać się właścicielem małej parceli winnej w kompleksie i przechowywać tam swoje winne skarby. Na razie przodują w tym obywatele Republiki Chińskiej i Chińskiej Republiki Ludowej.

4). Degustacja

Przystępujemy do degustacji, a zamiast romantycznych widoków na wzgórza porośnięte winoroślą, mamy skałę. Tak, degustacja odbywa się kilkadziesiąt metrów pod ziemią, ale nawet w takich warunkach wino smakuje wyśmienicie. Te schowane podziemne sale degustacyjne przypominają nam jedną z historii, którą usłyszeliśmy w Mołdawii – opowieść o erze schyłku ZSRR, gdy Gorbaczow postanowił walczyć z rozpitymi obywatelami. Ludziom, których jedynym dochodem była hodowla winorośli pod groźba kilkunastu lat więzienia kazano zniszczyć uprawy. Zanim kampania upadła zlikwidowano połowę winnic. Straty miał również ponieść kompleks Milestii Mici, gdyż wydano nakaz zniszczenia całej przechowywanej kolekcji wina. Próbując uratować zbiory, pracownicy zbudowali sekretne drzwi, które prowadziły do pomieszczeń, gdzie ukryto najcenniejsze skarby. W zasadzie nie trzeba było nic ukrywać za sekretnymi drzwiami, bo korytarze są tak duże i skomplikowane, że chyba nikt nie jest w stanie połapać się w ich bez mapy.

[photosetgrid layout=”1″]Piwnice winne Milestii Mici[/photosetgrid]

W kwestii mapy mała uwaga praktyczna, gdy zdarzy się nam naprawdę zgubić wystarczy sięgnąć po butelkę wina. Na każdej etykiecie przedstawiona jest schematyczna mapa podziemi dzięki, której można wydostać się z labiryntu.

5). Sklep

Sklep to w zasadzie mały wehikuł czasu, który pozwoli nam wrócić do Milestii Mici w dowolnym momencie, oczywiście pod warunkiem zakupienia w nim odpowiedniej ilości wina. Sklep mieści się również w podziemiach, a wejście do niego znajduje się między dwoma fontannami winem. Tak głosi legenda, jednak faktycznie w fontannach płynie zabarwiona woda. W tej kwestii Milestii Mici zawstydzić może Batumi, gdzie otwarto fontannę, w której naprawdę płynie lokalnie produkowana cza – cza. No, ale nie przesadzajmy z tymi fontannami, w wino możemy wyposażyć się sami zważywszy, że ceny w sklepie są bardzo przystępne. Najtańsze wina rozpoczynają się od 1 euro, to głównie międzynarodowe szczepy Chardonnay i Sauvigon, a kończą nawet na kilkuset. Wybór jest spory nawet wśród tych w najbardziej przystępnych cenach.

Warto wziąć trochę na zapas, dzięki temu nawet kilka miesięcy po powrocie z Mołdawii, gdy sięgniemy po butelkę z Milestii Miici z przyjemnością przeniesiemy się wspomnieniami do tej winnicy. Od razu wraca tamta atmosfera, klimat, smaki i zapachy. To jest jeden z elementów, który sprawia, że turystyka winna tak mocno się rozwija. Działa zawsze, nie tylko w przypadku Milestii Mici.

[photosetgrid layout=”11″]Sklep Milestii MiciSklep firmowy Milestii Mici[/photosetgrid]

Nasza ostatnią butelkę z Milestii Mici wypisliśmy dopiero po kilku latach, gdy już byliśmy pewni, że za kilka dni wracamy do Mołdawii.

[photosetgrid layout=”12″]Piwnice winne Milestii MiciPiwnice winne Milestii MiciPiwnice winne Milestii Mici[/photosetgrid]

Blog

Kiszyniów – między Wschodem a Zachodem

02/07/2015 — by Magdalena Kuźma6

moldova025-960x640.jpg

Mongolia? Macedonia? Gdy wróciliśmy z Mołdawii niektórzy nie do końca byli pewni, gdzie właściwie byliśmy. Rzeczywiście kraj ten jest mało znany i informacje o nim rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Nawet ostatnia wielka afera bankowa, w której z mołdawskich banków ukradziono miliard dolarów nie była szeroko komentowana w światowych mediach. To pokazuje, że naprawdę mało kto zna ten kraj i w ogóle pamięta o jego obecności w Europie. A Wy jakie macie skojarzenia z Mołdawią? W najbliższych dniach chcielibyśmy przybliżyć Wam ten kraj, a zaczniemy dziś od Kiszyniowa, jednej z jego stolic.

Moldova, Chisinau

Jednej ze stolic? Tak, mimo, że na świecie jest wiele państw dzielących obowiązki stolicy na kilka miast, tutaj sytuacja jest wyjątkowa. Lewobrzeżne terytorium Dniepru to separatystyczna Naddniestrzańska Republika Mołdawska ze stolicą w Tyrasopolu a południowe tereny kraju to Autonomiczne Terytorium Gagauzji ze stolicą w Komracie. Teraz, w czasie konfliktu w sąsiedniej Ukrainie i po dokonanej przez Rosję aneksji Krymu, regiony te rosną w siłę. Maleje natomiast znaczenie Kiszyniowa, formalnej stolicy całej Republiki Mołdawii.

Jak wobec narastających nastrojów separatystycznych sąsiednich stolic zachowa się Kiszyniów, tego nie wie nikt. Odpowiedzi na te pytanie nie przyniosły ostatnie wybory w Mołdawii. Mimo zwycięstwa proeuropejskich partii, którym nawet szybko udało się utworzyć rząd z premierem Chiril Gaburici, sytuacja nadal się nie ustabilizowała. Premier już zdążył podać się do dymisji, a opozycja żąda nowych wyborów i zbliżenia się do Rosji. Z ciekawostek dotyczących życia politycznego w Mołdawii można przytoczyć fakt, że obecnego prezydenta Nicolae Timofti parlament wybierał przez trzy lata. Czy Kiszyniów utrzyma kurs w kierunku zachodu? Wcale nie jest to pewne, gdyż nastroje w społeczeństwie są zgoła inne niż wyniki wyborów. Gdyby nie to, że ze względu na problemy z finansowaniem, do wyborów nie dopuszczono nowego, cieszącego się kilkunastoprocentowym poparciem, prorosyjskiego ugrupowania, ich wyniki mogłoby być zupełnie inne. Jednak w zakończonych niedawno wyborach na mera Kiszyniowa proeuropejskim partiom udało utrzymać Dorina Chirtoacę na tym stanowisku. 

5 rzeczy do zrobienia w Kiszyniowie

To zawieszenie między wschodem a zachodem da się zauważyć już wjeżdżając do miasta. Jadąc z lotniska pierwsze, na co zwrócimy uwagę, to dwa stojące po obu stronach ulicy olbrzymie bloki, tworzące swego rodzaju bramę do miasta. Kierując się w stronę centrum mijamy coraz większe gmachy, różnych kształtów i wysokości  – już wiemy, gdzie jesteśmy. Takie wielkie osiedla budowano tylko w bloku wschodnim. W centrum, zmiana klimatu, główna ulica Stefana III Wielkiego to już zachód, sieciowe bary szybkiej obsługi, drogie butiki, migające neony. To wszystko to jednak tylko złudzenie, budynki są wyremontowane lub przykryte reklamami tylko w przyziemiu. Wystarczy podnieść głowę nieco wyżej, aby znowu odnaleźć mołdawski wschód.

Centralnym punktem miasta jest plac Wielkiego Spotkania Narodowego. Plac ten, zwany „pępkiem Kiszyniowa”, tętni życiem nie tylko w weekendy, codziennie spacerują tu setki Mołdawian, widać wiele młodzieży z notebookami, korzystającej z darmowego WIFI. W weekendy dochodzi tutaj do prawdziwych spotkań narodowych, zarówno prounijnych, jak i prorosyjskich demonstracji.

[photosetgrid layout=”22″]Sobór Narodzenia Pańskiego w KiszyniowieSobór Narodzenia Pańskiego w KiszyniowieŁuk Triumfalny w KiszyniowieChisinau[/photosetgrid]

Na środku placu znajduje się wielki łuk triumfalny. Jeden z symboli miasta został zbudowany z okazji zwycięstwa Rosjan nad Turkami i włączenia całej Bessarabii do Imperium. Po drugiej stronie ulicy znajduje się siedziba rządu, gdzie po ratyfikowaniu przez parlament, podpisano między innymi umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską. Taki właśnie jest Kiszyniów, jak cała Mołdawia, pełen sprzeczności, rozdarty między wschodem a zachodem.

Moldova, Chisinau

W czasie naszej wycieczki mieliśmy szczęście trafić na działaczy Samowara, organizacji pozarządowej, która w ramach happeningu serwowała na placu parzoną w prawdziwych samowarach herbatę. Naszą uwagę zwróciły przede wszystkim same urządzenia, dawno już niewidziane. Wypolerowane na wysoki połysk srebrne i złote, z wielkimi rurami wyprowadzającymi gorące powietrze ponad głowy zgromadzonych nie pozwoliły nam przejść obok siebie obojętnie. Naprawdę dobrze zachowane, nadal działające samowary w dzisiejszych czasach wydają się nam już rzadkością, tymczasem na kiszyniowskiej ulicy – proszę bardzo, pijemy właśnie zaparzoną w nich herbatę!

Plac z przyległym parkiem stanowi również miejsce wypoczynku i rozrywki mieszkańców Kiszyniowa. W niedzielne popołudnie zapełniony jest przez odpoczywające na ławeczkach starsze osoby, młodsze grające w wielkie szachy i dzieciaki ganiające gołębie. To tutaj Ola zawarła swoją największą w Kiszyniowie przyjaźń z nieco starszą dziewczynką, turystką ze wschodniej Rosji. Dziewczyny tak się świetnie bawiły, że wspólne ganianie gołębi trudno im było przerwać. Niestrudzone gołębie wciąż nadlatywały, a dziewczynki z ciągle nową energią nie pozwalały im przysiąść ani na chwilę. Czas pożegnania udało nam się jakoś przetrwać, duży „przytulasek” i w końcu rozeszły się każda w swoją stronę.

[photosetgrid layout=”12″]Moldova, ChisinauMoldova, ChisinauMoldova, Chisinau[/photosetgrid]

My do największej prawosławnej świątyni miasta. To klasycystyczny Sobór Narodzenia Pańskiego wzniesiony na placu Wielkiego Spotkania Narodowego na początku XIX wieku. Po czasach komunizmu, kiedy to pełnił on funkcje wystawowe, ponownie, już jako świątynia został otwarty w 1996 r. Wtedy też odbudowano zniszczoną wcześniej dzwonnicę.

Moldova, Chisinau

Nie jest to jedyny obiekt sakralny wart odwiedzenia w Kiszyniowie, wiele cerkwi po latach działalności jako Muzeum Religii i Ateizmu przechodzi remonty i jest odnawiana, szczególnie pięknie wyglądają one w środku. Na pewno warto odwiedzić również synagogę oraz cmentarz żydowski.

5 najważniejszych obiektów sakralnych Kiszyniowa

Kierując się na północny – zachód mijamy ulubiony przez Puszkina Park Stefana Cel Mare, z jego pomnikiem stojącym u wejścia. Zaraz obok znajduję się ciekawy Pałac Prezydencki – budynek w swojej formie przypominający szklany zamek z czterema wielkim basztami. Po drugiej stronie ulicy, tworząc spory kontrast ze złotym pałacem, znajduje się szary, betonowy monumentalny budek Parlamentu Mołdawii.

[photosetgrid layout=”13″]Moldova, ChisinauMoldova, ChisinauMoldova, ChisinauMoldova, Chisinau[/photosetgrid]

Po drodze zauważamy dom mieszkalny, który należał do Vladimira Herta. Zbudowany w stylu wiedeńskiego baroku jest jedną z perełek Kiszyniowa. Jego główna fasada jest bogato zdobiona płaskorzeźbami, warto zwrócić uwagę na liczne kute wykończenia, głównie motywy roślinne. Całość zwieńczona jest kopułą. Równie ciekawie wygląda wnętrze z freskami i malowidłami na sufitach i ścianach.

Spacerując ulicami Kiszyniowa polecamy odejść od głównej arterii. Już po kliku krokach trafiamy na swoisty miks rozpadających się kurnych chatek z ogromnymi blokami. Przeogromny kontrast. Centrum z neonami i drogimi butikami tworzy wrażenie zachodniej stolicy, a już kilka kroków dalej znajdujemy typowo wschodnią wieś. Koniecznie musicie odwiedzić targ centralny, wielkie targowisko wylewające się na pół centrum miasta. Można tu kupić wszystko, ale z punktu widzenia turysty najciekawsze są lokalne wyroby spożywcze i wino.

Chisinau market

Z centralnego placu kierując się na południowy – wschód zobaczymy ciekawy ratusz, pocztę główną oraz targ artystyczny, na którym możemy kupić tandetne pamiątki oraz nieliczne ludowe rękodzieło. Idąc dalej trafiamy na dwa ciekawe mołdawskie pomniki: Grigorija Kotowskiego, bolszewickiego dowódcy, który walczył o przyłączenie Besarabii do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej oraz pomnik Wyzwolenia poświęcony „wyzwoleniu” Kiszyniowa w sierpniu 1944 roku przez wojska sowieckie. Obu tym monumentom towarzyszą hotele Cosmos i Kiszyniów również będące swojego rodzaju symbolami stolicy.

Najważniejsze pomniki Kiszyniowa

Wyglądają one podobnie jak całe miasta. Odnowiony tylko w przyziemiu, ze świecącymi z daleka kasynowymi jednorękimi bandytami, monumentalny budynek Cosmosu z zewnątrz prezentuje się ciekawiej niż w środku. Im wyżej, tym standard pokoi niższy, pięć górnych pięter w ogóle wyłączonych jest z użytku, a ostatnie, jak wieść gminna niesie, zajmuje agencja towarzyska. Droga większości gości jest prosta: od kasyna, poprzez bar, do agencji lub to samo, tylko w przeciwnym kierunku. Pokoje urządzone są raczej skromnie, jedyne, co zwróciło naszą uwagę, to dwie szklanki i karafka do wina na wyposażeniu. Po korkociąg nie trzeba daleko chodzić, na każdym piętrze znajdziemy etażową, czyli osobę, której zgłaszamy wszelkie swoje potrzeby. Jedynym, czego nie oferuje hotel Cosmos jest łóżeczko dziecięce. Ale, jak napisaliśmy, z każdym problemem należy zgłosić się do etażowej i na wszystko znajdzie się rada. W czasie naszego pobytu Ola korzystała na zmianę z naszego łóżka i swojego posłania stworzonego z kilku koców i czystej pościeli. O jej wygodę ani bezpieczeństwo nie musieliśmy się martwić, choć nie da się ukryć, że bardziej byśmy byli zadowoleni ze zwykłego łóżeczka turystycznego. W każdym razie Ola wysypiała się nie gorzej od nas i nie narzekała na żadne niewygody.

Cosmos hotel

Sam budynek hotelu wyraźnie kontrastuje z otoczeniem. Tuż obok znajdują się główne centra handlowe Kiszyniowa, w tym największe z angielska zwane MallDova. Być może, aby nie antagonizować ani rosyjsko- ani mołdawskojęzycznej części społeczeństwa wybrano właśnie nazwę angielską. Sieciowe fastfoody i centra handlowe mimo, że mają nawet przyjazne nazwy, nie pasują do Kiszyniowa, wyrywają się z szarości miasta, świecąc neonami wyglądają na zupełnie obce. Podobnie zresztą, jak kasyna, które dla odmiany przypłynęły ze wschodu po tym, jak Putin zakazał ich działalności w Rosji. Kolejna tragedia Mołdawii – przejmowanie tych nienajlepszych rzeczy zarówno z zachodu, jak i ze wschodu.

MallDova, Chisinau

Tym razem Kiszyniów nas nie zachwycił, widoczne zmiany w tkance miejskiej nie wydają się iść w dobrym kierunku. Jak będzie następnym razem, nie wiadomo. Warto się wybrać, aby samemu poczuć to miasto, szczególnie, że Kiszyniów jest punktem wyjścia do odwiedzenia wszystkich innych atrakcji Mołdawii. O nich przeczytacie w kolejnych artykułach.