Język

Chusta czy wózek? Co zabrać na city break?

Posted BlogDziecko w podróży

Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo szybko mija czas. Nie mamy pojęcia, kiedy to się stało, ale w końcu zorientowaliśmy się, że Ola już od dłuższego czasu nie jest niemowlakiem. W zasadzie nie wiadomo kiedy stała się małą dziewczynką. Czas od jej urodzenia do momentu, kiedy przestała być noworodkiem wydawał nam się trwać tak bardzo długo, ale z kolei okres jej niemowlęctwa minął  nie wiadomo kiedy. Na szczęście mamy poczucie, że dobrze go wykorzystaliśmy, przede wszystkim ze względu na spędzony wspólnie czas. A że przy tym udało nam się wspólnie odwiedzić kilka miejsc, tym bardziej się cieszymy.

Dzięki tym wyjazdom zdobyliśmy trochę doświadczenia w podróżowaniu z niemowlakiem i zanim zupełnie zapomnimy, jak to jest pakować się, przemieszczać i zwiedzać nowe miejsca z tak małym dzieckiem (bo jak nocować, już wiecie) chcemy Wam trochę o tym opowiedzieć.

Zaczniemy dziś od tego, co lepiej wziąć ze sobą na city break do Paryża, Moskwy, Barcelony, czy innego równie pięknego miasta na świecie: chustę czy wózek.

Pytanie stawiamy tak przede wszystkim dlatego, że wszelkiego rodzaju nosidła i plecaki na dziecko cieszą się ogólną złą sławą u lekarzy i fizjoterapeutów z powodu utrzymywania niemowlęcia w niekoniecznie prawidłowej postawie. Oczywiście są takie, które dziecku krzywdy nie zrobią, ale że nigdy do końca nie byliśmy pewni, czy jest to właśnie ten oglądany model, czy opinie w internecie napisali prawdziwi specjaliści, którzy się na tym znają, czy może jest to tylko reklama, zdecydowaliśmy się zainwestować w chustę, jako alternatywę dla wózka lub noszenia dziecka na rękach. Musimy przyznać, że konieczność dbania o dopiero kształtujący się kręgosłup dziecka bardzo do nas przemówiła i wybraliśmy to, co przynajmniej (oczywiście prawidłowo zamontowane) nie budzi wątpliwości ekspertów.

No i zbliżamy się w końcu do meritum, czyli co zabrać ze sobą na weekend biegania po mieście, szukania atrakcji, zabytków, odwiedzania nowych restauracji, lotu samolotem, jeżdżenia metrem itd.? Jaki „środek lokomocji” wziąć ze sobą dla naszego niemowlaka: chustę czy wózek?

Każda z tych dwóch opcji ma swoje plusy i minusy. Najprostsza odpowiedź brzmi: weźmy obydwa, ale kto znajdzie w bagażu podręcznym tyle miejsca, żeby jeszcze upchnąć tam chustę? Pewnie nikt, więc warto poświęcić parę minut na przeczytanie tego tekstu i przemyślenie decyzji przed wylotem.

ZACZNIJMY OD CHUSTY

Jest to całkiem sprytne narzędzie do noszenia dzieci. Pozwala dość wygodnie, dla mamy i dziecka, pokonywać różne dystanse, ale oczywiście nie jest do końca takie idealne. Zacznijmy jednak od zalet:

  • Zabranie chusty na weekendowy wypad daje nam przede wszystkim możliwość chodzenia po mieście nieograniczoną w zasadzie ilość czasu. Jeżeli w różnych nosidełkach zaleca się trzymać dziecko jak najkrócej, to w chuście spokojnie można nosić bobasa cały dzień. O ile oczywiście mama lub tata da radę bo pomimo, że zasadniczo nie czuje się w niej ciężaru dziecka, po dłuższym czasie chodzenia można się zmęczyć.
  • A kiedy już się zmęczmy, przychodzi czas na przystanek. Proszę bardzo – zdejmujemy chustę, składamy na pół, kładziemy na trawie i cała rodzina mieści się na odpoczynek. Z chustą w roli kocyka z łatwością zmienimy pieluchę i jednocześnie damy odpocząć sobie i maleństwu. Chusta do noszenia dzieci
  • Rzym czy Nowy Jork, Paryż lub Pekin, prędzej czy później będziemy chcieli lub musieli przemieszczać się po mieście za pomocą jakiegoś rodzaju komunikacji miejskiej. Czy będzie to metro, autobus czy trolejbus, a nawet taksówka, mając malucha przywiązanego do siebie bez trudu pokonamy wszystkie przejścia, zejścia do podziemia, ruchome i nieruchome schody, a nawet wskoczymy do autobusu w ostatniej chwili. Jednym słowem chusta daje nam większą mobilność i pozwala sprawnie pokonywać wszelkie miejskie przeszkody, jak choćby wysokie krawężniki w Kiszyniowie. Chusta do noszenia dziecka
  • Niektórzy pewnie z przyjemnością zauważą, że maluch spędzając cały czas przy mamie lub tacie (tak, tata też może nosić dziecko w chuście!) będzie jakby spokojniejszy. Może to kwestia właśnie przytulenia do rodzica, bliskości, ciągłego przebywania razem, a może po prostu niezłego widoku, który malec nagle zyskuje. Tyle nowych rzeczy do oglądania, że każdy by oniemiał!

Mimo, że całkiem sympatycznie nosi nam się bobaska przytulonego do siebie przez cały dzień, to musimy jednak spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie uczciwie, że taka opcja ma też swoje minusy.

  • Pamiętajcie przede wszystkim o tym, że chusta to dodatkowa warstwa, którą musimy na siebie założyć. Na siebie i na dziecko. W środku lata, przy 30 stopniach w cieniu, konieczność założenia na siebie chusty to co najmniej, jak wejście do sauny. Pot będzie równo kapał i z rodzica i z dziecka. I to pomimo wyboru tzw. letniej wersji, czyli wykonanej z cienkiego materiału. Takowe są dostępne, ale dodatkowa warstwa ubrania i przytulanie 37-stopniowego kaloryferka zawsze nas trochę rozgrzeje. Co z kolei zimą będzie zaletą tego rozwiązania!

    dziecko w chuście

  • No właśnie, zima. Zima to czas, kiedy chętnie skorzystamy z tej dodatkowej warstwy izolacyjnej, ale w połączeniu z kurtką, kombinezonem dziecka i innymi ciepłymi rzeczami będzie stanowiła raczej niewygodną kombinację. Nie możemy powiedzieć, że się nie da, ale łatwo nie będzie!
  • Ciepło czy zimno, zima czy lato, przywiązujemy do siebie dziecko, wywiązujemy węzeł i wyruszamy na zwiedzanie. Ale co z całym ekwipunkiem? Przecież nie możemy wyjść na cały lub chociażby pół dnia bez pieluch, chusteczek, wody, mleka, innego jedzenia, jakiejś zabawki, cieplejsze ubranko itd. No i pakujemy plecak albo inną torbę i zakładamy na siebie. Zaczyna nas powoli przechylać do przodu lub do tyłu. Nawet jeżeli drugiego rodzica obarczymy tym bagażem, to i tak oznacza konieczność noszenia tego cały czas, obok standardowych rzeczy, które i tak zawsze zabieraliście dla siebie. No, ale nie przesadzajmy, da się oczywiście to wszystko pomieścić w jednej torbie, aparat bierzemy w rękę, którą dzięki chuście będziemy mieć wolną i maszerujemy!Dziecko w chuście
  • Skoro już się spakowaliśmy, wszystkie rzeczy mamy gotowe i możemy wychodzić na podbój miasta, przystępujemy do wiązania chusty. Jeżeli dojdziemy do wprawy, pewnie będzie nam to zajmowało zaledwie chwilę, jednak na początku przygody z tym sposobem noszenia dziecka, montaż jest jedną z największych niedogodności. Nie dość, że mieszkają nam się paski i warstwy, ciągniemy za jedną, druga się nie rusza… Ehh wszystko od początku, przecież wiadomo, że dopiero prawidłowe zawiązanie chusty daje nam pewność, że trzymamy dziecko w prawidłowej postawie bez szkody dla jego kręgosłupa! Więc kiedy już po przynajmniej trzech próbach wywiązania wreszcie udaje nam się jakoś to wszystko zamontować, wychodzimy na dwór. Noszenie dziecka w chuście
  • I właśnie wtedy, gdy już zaczynamy rozkoszować się spacerem i szykujemy do zwiedzenia jednej z miejskich perełek, wąchamy…, nie? Tak? Jest! Trzeba zmienić pieluchę… I cała procedura zaczyna się od początku. Rozwiązujemy, zawiązujemy, plączemy i zaciskamy.

Nie ma lekko, prawda? Ale nikt nie obiecywał, że będzie.

Zobaczmy teraz, czy może lżej nam będzie, jak zabierzemy ze sobą wózek:

  • Składamy i pakujemy go do samochodu (to już pewnie macie opanowane do perfekcji), wyciągamy na lotnisku i już przed bramkami kontroli bezpieczeństwa zaczynamy żałować swojej decyzji. Wizja wpakowania wózka do otworu znacznie mniejszego niż jego gabaryty słusznie przyprawia nas o ból głowy. No nic, rozmontowujemy wózek na drobne części i jedna po drugiej umieszczamy na taśmie, a już po chwili rozpoczynamy przeciwną procedurę po drugiej stronie maszyny. dziecko w wózku
  • Największym postrachem dla wózka jest wiadomo co – schody. Ruchome też! W przypadku podróży z wózkiem na przykład przejażdżka metrem nie będzie już taka łatwa. Widząc długaśne schody prowadzące do stacji robi nam się gorąco i zaczynamy biegać wokół w poszukiwaniu windy, która zawiezie nas na peron. Oj, to nie ten peron? Czyżby to nie ta winda? A gdzie są wszyscy pozostali, którzy poszli schodami? Wrrr…Baby in the stroller
  • Wejście do autobusu też będzie wymagało on nas nieco aktywności fizycznej, zwłaszcza w miastach położonych na wschodzie Europy, gdzie jeszcze do wnętrza autobusów cały czas prowadzą schody!
  • Po długiej wędrówce miejskimi ulicami w końcu przychodzi czas na zjedzenie czegoś dobrego. Może jakaś lokalna fajna knajpka? Chętnie, aby tylko stoliki były wystarczająco daleko od siebie, żeby wózek nam sie zmieścił między nimi (od razu można wykluczyć turystyczne knajpki na piazza w Rzymie czy place Paryżu, gdzie zwłaszcza w ogródkach jeden stolik stoi prawie na drugim). Hmm, jeżeli nie na zewnątrz, to może w środku? Tylko żeby drzwi były wystarczająco szerokie, aby wjechać w nie wózkiem! Oj nie są… No trudno, malucha zawsze możemy wziąć na ręce, a wózek zostawić na zewnątrz. Na zewnątrz? Na pewno? Czy będzie tam bezpieczny? W końcu kosztował prawie tyle co używane auto!Baby stroller
  • Niełatwe jest życie rodzica z tym wózkiem, ale za to musimy docenić komfort dziecka, które wygodnie wyciągnie się w swoim wózku, wyprostuje, przekręci i zaśnie wtedy, kiedy najbardziej będzie tego potrzebowało. Nawet jeżeli będziemy chcieli posiedzieć gdzieś dłużej, nie musimy się martwić bo maluch w wózku będzie sobie spokojnie chrapał. Baby in the stroller
  • Do niewątpliwych zalet wózka należy też to, że cały ten dziecięcy majdan możemy zapakować do niego i wygodnie pchać przed sobą. Wiadomo, że lepiej pchać niż nosić to wszystko na własnych plecach przez cały dzień! Tego ciężaru wcale nie poczujemy i nie zostaniemy z mokrą plamą na plecach po plecaku.Ola w wózku w Emiratach Arabskich
  • A karmienie, pojenie, pielucha – wszystko to tez wygodnie załatwimy w wózku.

Jak widzicie każda z opcji ma swoje zalety i wady, wystarczy się dobrze zastanowić, które z nich wydają się nam najbardziej uprzykrzającymi życie. Prawda jest taka, że zazwyczaj nie podróżujemy w pojedynkę, ale w większym gronie i jest szansa, że wcale nie będziemy musieli przez cały wyjazd samodzielnie nosić dziecka w chuście, plecaka z pampersami, i Bóg wie czego jeszcze, ani też trzymając dziecko w jednej ręce drugą rozmontowywać wózka, aby wepchnąć go do skanera na lotnisku.

A nawet jeżeli wybieracie się gdzieś w pojedynkę, to chyba nie jedziecie na pustynię? Na każdym krańcu świata znajdzie sie ktoś, kto chętnie pomoże rodzicowi z dzieckiem. Pewnie nawet na pustyni!

I pamiętajcie, że wózek leci samolotem za darmo, a w większości środków komunikacji nie musimy kasować dla niego biletu.

Comments (1)
  1. Natalia | Biegun Wschodni 20/01/16 at 08:51

    Świetne zestawienie, wyczerpujące. Wózek ma jeszcze jeden minus – spróbujcie sobie wyobrazić wejście z nim do zatłoczonego metra. Mnie to trochę przeraża, ale z drugiej strony przeraża mnie też dźwiganie całego bagażu, tym bardziej, że wraz z pojawieniem się dziecka on się powiększa. Będę testować obydwie opcje

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *