Język

Ola w Alpach

Posted Blog

Zima w tym roku szczególnie nie obfitowała w śnieg, a wtedy, kiedy jednak trochę go było Ola jeszcze marnie poruszała się o własnych siłach, więc tak naprawdę nasza córka nie miała do tej pory okazji przekonać się na własnej skórze co to śnieg. Dlatego, kiedy pojawiła się okazja na wyjazd w Alpy od razu zaczęliśmy się zastanawiać jak Ola na niego zareaguje. Będzie to coś zupełnie dla niej nowego. Co z tym zrobi? Zdziwi się? Spodoba jej się czy może nie za bardzo? Spakowaliśmy zimowe ubranie i sami nie mogliśmy się doczekać jej wycieczki na białe stoki Alp.

O poprzednich etapach naszej podróży do Alp już czytaliście. Ostatni rozpoczęliśmy już we Włoszech a konkretnie na lotnisku w Bergamo. Tam okazało się, że środek kwietnia to we Włoszech już lato. No, może nie to prawdziwe włoskie lato ale dla nas temperatury sporo powyżej 20 stopni były wystarczające, a by nazwać tę pogodę latem. Było ciepło, słonecznie, drzewa i krzewy zielone, w pełni rozkwitu. Aż ciężko było uwierzyć, że niedługo będziemy używać zimowych ubrań, które wieziemy w plecakach.

Zanim jednak dotarliśmy do mekki narciarzy i snowboardzistów z całej Europy, Livigno, zawitaliśmy do niewielkiej miejscowości Bormio, malowniczo położonej w dolinie Valtellina. Po długiej podróży przydał nam się krótki spacer po małym miasteczku miejscowości. Szybko przeszliśmy przez centrum, aby usiąść w małym barze na rogu i spróbować włoskiej kuchni (a tak naprawdę nakarmić głodną już Olę). Miasteczko jest oczywiście ośrodkiem narciarskim tętniącym życiem w sezonie. Poza nim próbuje skusić turystów górskimi ścieżkami spacerowymi i trasami rowerowymi. Nas zainteresowała inna atrakcja – lokalne termy. Jednak z naszym szczęściem musieliśmy się obejść smakiem, oczywiście były zamknięte. Tak więc nie miały szansy zdetronizować w naszym prywatnym rankingu łaźni siarkowych w Tbilisi.

Bormio, ItalyBormio, ItalyBormio, ItalyBormio, Italy

W końcu dotarliśmy do osławionego Livigno. Jest równie malowniczo położone w dolinie, jak Bormio, ale chyba cieszy się większym powodzeniem wśród miłośników nart. Z resztą widać to na ulicach miasteczka. Pełno tam narciarzy i snowboardzistów przemierzających ulice z narciarskim ekwipunkiem do późnych godzin nocnych. W połowie kwietnia miasto i stoki wciąż tętnią życiem, nic dziwnego, bo jak okiem sięgnąć wszystkie ośnieżone szczyty zagospodarowane są na potrzeby narciarzy. Podczas kiedy na górze panują całkiem niezłe warunki narciarskie, na dole w miasteczku jest całkiem ciepło. Krótki rękaw albo bluza zupełnie wystarczają.

Livigno, ItalyLivigno, Italy Livigno, Italyliv54

Kiedy zdecydowaliśmy zabrać Olę na górę mieliśmy niezły wybór różnych wyciągów (od krzesełkowych po gondolowe). Oczywiście wybraliśmy ten jadący najwyżej, na prawie 3000 metrów. A przypominam, że i mama i tata nie przepadają za wysokościami. Najlepiej z nas wszystkich w gondoli bawiła się oczywiście Ola kręcąc się i przeskakując z jednej strony na drugą bujając całym wagonikiem. Z naszą wycieczką na górę nie trafiliśmy w najlepszą pogodę, więc jak już wjechaliśmy na szczyt znaleźliśmy się w chmurach i praktycznie nie widzieliśmy tej wysokości. Ola natychmiast po wyjściu z wyciągu ruszyła na śnieg. Chyba jej się spodobało nowe otoczenie, bo bawiła się z wyraźną przyjemnością, przybierała wszelkie możliwe pozycje, a my ledwo odróżnialiśmy ją od śniegu w białym kombinezonie. Do gondoli udało nam się zapakować nawet wózek, ale na górze okazał się zupełnie nieprzydatny.

Livigno, ItalyLivignoLivigno, ItalyLivignoLivigno, Italy

Ola oczywiście nie była jedynym maluchem w Livigno. Spotkaliśmy masę narciarzy z jeszcze młodszymi niż ona dziećmi. Nie zauważyliśmy jednak w miasteczku żadnej infrastruktury przygotowanej z myślą o nich. Co innego większe dzieci. Te, które już potrafią założyć narty na nogi muszą być w siódmym niebie. A na stokach jest ich cała masa.

Poza stokami Livigno ma dla swoich gości bogatą ofertę rozrywkową, od Après-ski, przez pizzerie i inne lokale z włoską kuchnią, po całonocne bary. Ponadto jest to strefa bezcłowa, więc zmęczeni nartami turyści chętnie odwiedzają lokalne sklepy z markowymi towarami w atrakcyjnych cenach. Miasteczko samo w sobie jest dość sympatyczne, a jeszcze jeżeli ktoś lubi jeździć na nartach, to na pewno spędzi się tam świetnie czas.

Livigno, ItalyLivigno, ItalyLivigno, ItalyLivigno, Italy

Livigno leży niedaleko szwajcarskich kurortów narciarskich, więc nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wybrania się tam. Jedyna droga do Szwajcarii prowadzi przez tunel Munt la Schera z jednym pasem drogi, więc przed wyjazdem dobrze jest sprawdzić regulacje dotyczące ruchu w tunelu tego konkretnego dnia. Całkiem niedaleko Livigno, bo 60 kilometrów, okazał się być położony jeden z bardziej ekskluzywnych kurortów szwajcarskich i najwyżej położone miasto w Europie – Davos. Miasteczko słynie nie tylko ze ofert sportów zimowych, ale też, a może przede wszystkim, z odbywającego się tam co roku Światowego Forum Ekonomicznego. Szczerze mówiąc na obrady nie wybrano najłatwiej dostępnego miejsca na świecie. W pewnych okresach roku dostanie się tam niektórymi drogami jest niemożliwe z powodu zagrożenia lawinowego.Livigno, Italy

Uczestnikom forum, raczej nie sprawia to problemu ponieważ większość z nich dostaje się tam samolotami. Na jedno z ostatnich spotkań przyleciało 1700 prywatnych samolotów, a w spotkaniu udział wzięło 2200 osób. Regularne demonstracje antyglobalistów towarzyszące obradom skutkują tylko coraz większymi środkami przeznaczanymi przez organizatorów na ochronę. Miasteczko u schyłku sezonu nie zrobiło na nas żadnego wrażenia, więc nie zagrzaliśmy tam miejsca. Oprócz tras narciarskich, które na pewno są świetne, a ich liczba przyprawia o zawrót głowy, można zapoznać się z kilkoma miejscami szwajcarskiego dziedzictwa.

Davos, SwitzerlandDavos, SwitzerlandDavos, Switzerland

Ale to, o czym chcemy wam opowiedzieć, to sposób jaki oferują Szwajcarzy na pokonanie części trasy prowadzącej do Davos. A jest to tunel kolejowy Vereina Tunel. Jest to tunel przeznaczony zarówno dla ruchu pasażerskiego, jak i dla ruchu samochodowego, z tym, że samochody wjeżdżają tu na platformy kolejowe i na nich pokonują całą długość trasy. Przeprawa trwa około 15 minut. Po pewnym czasie można się nawet przyzwyczaić, ale na początku kierowca ma co najmniej dziwne wrażenie. Tunele drogowe i kolejowe przecinające na wylot pasma górskie to dla alpejskich krajów, a szczególnie Szwajcarii, nic nowego. To właśnie w tu, po ukończeniu budowy, będzie znajdował się najdłuższy na świecie kolejowy tunel: 57-kilometrowy tunel kolejowy Świętego Gotarda. Mimo wszystko każdy taki tunel to wielkie dokonanie techniczne, co znajduje oczywiście odzwierciedlenie w cenie takiej przeprawy. Pokonanie 19-kilometrowego odcinka wymaga wyłożenia 38 euro za przejazd w jedną stronę. Załadunek i rozładunek przebiega zaskakująco łatwo i szybko, ale zobaczcie sami:

Nasza wizyta w Alpach jeszcze się nie skończyła. Dalsze kroki skierowaliśmy do Liechtensteinu, a właściwie Księstwa Liechtensteinu – niewielkiego państwa (160 km kwadratowych) tkwiącego wysoko w górach pomiędzy Szwajcarią i Austrią. Ale o tym w następnym wpisie.

 Liechtenstein

Comments (0)

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *