Język

Starsi, mądrzejsi i szczęśliwsi o rok

Posted BlogDziecko w podróży

We wrześniu minął dokładnie rok od czasu kiedy wyruszyliśmy w pierwszą poważną podróż z Olą i tak jakoś zebrało nam się na wspominki i podsumowania. Dokładnie rok temu zdecydowaliśmy się zabrać naszą córkę po raz pierwszy na pokład samolotu. Miała wtedy trochę ponad 5 miesięcy, a my nie mogliśmy już usiedzieć w domu. Wybraliśmy dobrze znane nam szlaki, czyli Gruzję. Czy się baliśmy? Oczywiście! 

Po pierwsze zastanawialiśmy się, jak nasza córka zniesie podróż samolotem, przecież dla takiego maluszka to musi być niesamowite przeżycie. W obie strony zniosła wyśmienicie dając nam tym samym zielone światło do kupienia kolejnych biletów. Przez ten rok wiele się nauczyliśmy odnośnie tego, jak poruszać się z dzieckiem po lotniskach, jak kupować bilety dla niemowlaka i w końcu, jak zachować się z dzieckiem w samolocie. O większości tych spraw zdążyliśmy Wam już opowiedzieć.

Ola in travel

Ale podróż z niemowlakiem w odległe rejony to przecież nie tylko kwestia samolotu. To kilkudniowy pobyt poza domem, zmiana warunków, nie tylko tych klimatycznych, ale też tych zwykłych, fizycznych – obce łóżeczko, nowe zapachy pościeli itp. Nie każde dziecko dobrze znosi takie nowości, na szczęście Ola śpi wszędzie dokładnie tak, jak u siebie w domu i zazwyczaj wysypia się najlepiej z całej naszej trójki. Szczególnie wtedy, kiedy w hotelu nie ma łóżeczek niemowlęcych i musi spać z nami na wspólnym łóżku. Zajmuje wtedy 2/3 łóżka, a my zwisamy po jego obu stronach. Nic więc dziwnego, że wysypia się najlepiej.

Ola in travel

Na szczęście przez ten cały rok Ola nigdy nie zachorowała nam w podróży, no może nie licząc małego kataru w Katarze. Nigdy do tej pory nie byliśmy zmuszeni do szukania medycznej pomocy za granicą i mamy nadzieję, że tak pozostanie. Nawet ząbkowanie nasza córka przekłada na przyjazd do domu. Pomimo tego zestaw podstawowych leków wozimy zawsze ze sobą. Lepiej jest być przygotowanym na najbardziej prawdopodobne dolegliwości niż potem szukać leków będąc w pilnej potrzebie.

Jednak jak to w życiu, nie jest i u nas tak różowo, że Ola nie choruje wcale. Przez nagłe przeziębienie przemknął nam przed nosem na szczęście tylko jeden wyjazd. Dzień przed wylotem do Serbii, z planem zwiedzenia Macedonii lub Czarnogóry a nawet może zaczepienia o Albanię, Ola dostała potwornego kaszlu i nie mogliśmy podjąć innej decyzji niż pozostanie w domu. Prawie płakaliśmy, bo w dzień wyjazdu wieczorem okazało się, że nasza córka czuje się znacznie lepiej i jest już prawie zupełnie zdrowa. A wycieczka? Przepadła. No trudno, pojedziemy następnym razem! Doszliśmy do wniosku, że nie ma co żałować tej decyzji, kiedyś to nadrobimy, a wyjazd z chorym dzieckiem mógłby się okazać wątpliwą przyjemnością. 

Ola in travel

Musicie wiedzieć, że Ola okazała się w czasie naszych podróży najbardziej towarzyska z naszej całej rodziny. Pierwsze kontakty, które nawiązujemy za granicą, od czasu kiedy podróżujemy z naszą córką, zazwyczaj zdarzają się za jej przyczyną. Czasami jest szybsza niż można by się tego spodziewać. Wchodzimy do samolotu, nie zdążymy się dobrze usadowić, pochować bagaży podręcznych, kiedy orientujemy się, że nasza córka jakoś długo trzyma głowę między siedzeniami. Odwracamy się, a tam sympatyczny Gruzin siedzący za nami już opowiada Oli o swojej córeczce i pokazuje jej zdjęcia w telefonie!

Ola in travel

Ola słynie też z nawiązywania kontaktów z rówieśnikami. W każdym zakątku świata od zawsze uwielbia inne dzieci. Na widok innych maluchów nie może wytrzymać i, teraz kiedy już sama może, leci do nich gotowa do zabawy. To nic, że pochodzą z innych językowo obszarów, przecież na razie i tak nie umieją jeszcze na dobrą sprawę mówić!

Moldova, ChisinauOla w podróżyOla w podróży

No i nie możemy zapomnieć, że dzieci otwierają wiele drzwi. W czasie naszych podróży wiele rzeczy udało nam się właśnie dzięki Oli. Daleko nie trzeba szukać, chyba wyłącznie dzięki Oli mogliśmy ostatnio spokojnie opuścić Abchazję. A było blisko kłopotów formalnych i odesłaniu nas z granicy. Na szczęście Ola perfekcyjnie zmiękcza serca, niemożliwe okazało się możliwe i zaledwie w ciągu chyba dwóch godzin mogliśmy swobodnie przekroczyć granicę. Jak nie doprowadzić do takiej sytuacji postaramy się opowiedzieć jutro!

I tak w ciągu tego roku udało się naszej córce odwiedzić 3 kontynenty, 22 kraje, w tym 2 formalnie nieistniejące, popływać w dwóch morzach, jednym oceanie i wdrapać się na jedną górę liczącą sobie prawie 3000 metrów. W ilu obcych łóżeczkach spała, nie uda nam się zliczyć, ale najważniejsze jest to, że wszystkim nam udaje się świetnie spędzać czas, zwiedzając nowe zakamarki świata i poznając nowe kultury, zwyczaje i oczywiście ludzi. Przy tym na każdym naszym wyjeździe spędzamy ze sobą znacznie więcej czasu niż mamy możliwość na co dzień w domu. Wstajemy razem, razem wyruszamy na poszukiwania nowych ciekawych rzeczy i razem, zmęczeni wieczorem zasypiamy. Zupełnie przeciwnie do tych kilku wspólnych godzin, które pozostają nam z całego dnia w domu. I strasznie się z tego cieszymy bo naprawdę się lubimy i wspólne spędzanie czasu sprawia nam niesamowitą przyjemność, a jak dołożyć do tego nowe miejsca, ludzi i ich historie, to już w ogóle jesteśmy w siódmym niebie. 

Ola w podróży

Musimy jednak przyznać, że nie zawsze jesteśmy zadowoleni, nie zawsze jest nam wygodnie, nie zawsze jesteśmy wyspani i zrelaksowani, ale nie ma takiej siły, która zatrzymałaby nas w domu na dłużej. Nie ustajemy w poszukiwaniach kolejnych destynacji, a plany układamy na miesiące do przodu. I tym samym zachęcamy wszystkich, tych z dziećmi i tych bez – łapcie te okazje biletowe, o których czytacie w internecie i ruszajcie w świat! Jest tyle pięknych miejsc do odwiedzenia, świat czeka!

Comments (10)
  1. Basia || Podróże Hani 05/10/15 at 07:46

    Oj zazdroszczę wam dziecka stworzonego do wyjazdów, my tak mieliśmy z Hanką, szwędaliśmy się z nią non stop (co prawda tylko po okolicy, ale i tak było super), jak urodził się Hubo to plany były wielkie (m. in. właśnie Gruzja), ale on to zupełnie inna bajka, dopiero teraz da się z nim gdzieś ruszyć 😉

  2. KasiaN 05/10/15 at 07:58

    Tak trzymać! Moje dzieci też podróżują od maleńkości!

  3. Mona 05/10/15 at 13:54

    Nie ma się co dziwić, że Mała zmiękcza najtwardsze serca, skoro już na samych zdjęciach wygląda przeuroczo 😉

    No i ten kontakt z rówieśnikami! Chyba najlepsza rzecz. Ludzie się później blokują, boją mówić, zagadywać, a już nie daj bóg w obcym języku, do kogoś z innego obszaru kulturowego. Ta dziecięca ciekawość i bezpretensjonalność przypomina, jak zwyczajne i naturalne jest kontaktowanie się, a jeżeli chcesz się dogadać, jesteś w stanie, 80% sukcesu to mowa ciała.

    • Magdalena Kuźma 05/10/15 at 14:51

      Wlasnie na kogoś takiego, otwartego, odważnego i ciekawego swiata chcielibyśmy ją wychować. Mamy nadzieje, że sie uda! :)

  4. Marcin - NRWTrip 05/10/15 at 14:24

    Niby taki mały człowieczek a tak wiele może zdziałać… super pociecha!

  5. Marcin W 06/10/15 at 09:17

    Nie jestem specjalistą od podróżowania z dziećmi, ale tak mi się właśnie wydawało, że ten wiek to dobry moment na rozpoczęcie podróżowania z dzieckiem. Może będzie już coś pamiętać! Pozdrawiam! :)

    • Magdalena Kuźma 06/10/15 at 15:20

      Mamy nadzieję, że będzie pamiętała, ale jeżeli nie, to zawsze bedzie mogła zajrzeć tutaj :)

  6. Marie 16/04/16 at 18:05

    Ale super! Tak ogolnie, taki pozitywnie blog!
    Uwielbiamy podrozowac z naszym synem. To sa dla nas i dla niego takie wazne chwile.
    Jak slusze jak on teraz mowi dzien dobry i dziekuje po Tajsku, ahahahahaha taka szczesliwa jestem!
    Fantastyczne. :)

    Wish you the very best!
    (Sorry na moje Polski, nie lubie pisac po polsku)

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *